
Teatr Ecce Homo został założony w 1996 r. przez
nieżyjącego już artystę plastyka Tadeusza Maja. Tworzą go uczniowie i absolwenci kieleckich szkół średnich, głównie Państwowych Szkół
Sztuk Plastycznych. Ich debiutancki spektakl "Ecce Homo" (85 prezentacji!) grany był na wielu festiwalach w Polsce, w tym także
na MALCIE Off'97. Kolejny raz grupa ta gościła na naszym festiwalu w 1999 r. z przedstawieniem "Apocalypsis". Rok 2000 to dwie premiery:
"Niewinne zabawy" (reż. Piotr Kędziora) oraz "Imum Coeli" (reż. Joanna Kondratowicz).
Spektakle:
"Ecce Homo" 1997 (Malta
Off); "Apocalypsis" 1999 (MALTA Off); "Ptaki stymfalijskie" 2001 (MALTA Off);
JACEK GRUSZECKI, REŻYSER PRZEDSTAWIENIA TEATRU ECCE HOMO: Krew towarzyszy człowiekowi od chwili narodzin do śmierci. Ten spektakl jest symbolem. Przed jego rozpoczęciem każdy z widzów otrzyma kartkę, która zawiera pewne przesłanie. Najogólniej takie, że każdy z nas jest pewnym elementem, taką małą krwinką, która dociera do serca, a to właśnie w nim skupiają się nasze emocje. Oto fragment: "za chwilę znajdziesz się w ludzkim organizmie. To co zobaczysz dzieje się zawsze - wczoraj, dzisiaj, jutro, w każdej sekundzie na całym świecie. To tylko 5 litrów. Ale codziennie na twoich oczach, a potem w umyśle przelewa się tysiące hektolitrów. Patrzysz, słuchasz... i nic, nic się nie dzieje, więc może właśnie teraz uświadomisz sobie, że to także chodzi o Ciebie. Bo przecież krew to życie".
Wyreżyserował Pan przedstawienie, jednocześnie w nim gra. Studiuje Pan na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Udaje się godzić te role?
- Jeżeli ma się coś do powiedzenia i bardzo chce się to zrobić, to tak. Profesorowie na uczelni bardzo przychylnie traktują moje zaangażowanie w teatrze Ecce Homo. Kilku z nich nawet zapowiedziało swój udział
w premierze. W przedstawieniu "Wszystko jest krwią" występujemy w trójkę, Justyna Wójcik, ja i Tomek Kulka, który współreżyserował ze mną spektakl, zresztą razem studiujemy na ASP. Tworzymy bardzo dobrany zespół, nie ma w nim konfliktów i to bardzo pomaga.
W czasie przedstawienia nie pada ani jedno słowo...
- Tak. tak. Nam chodzi o to, by spektakl wywoływał głównie wrażenia estetyczne. Potęgować ma to scenografia. Tworzy sześcian, który odzwierciedla kształt serca. No i jest w nim wyjątkowa muzyka. Sześć etiud to sześć odrębnych elementów muzycznych, Takich, jakich w Kielcach jeszcze chyba nikt nie słyszał. Jest naprawdę fascynująca.
Rozm. JOANNA GERGONT - GAZETA WYBORCZA, Piątek 31 marca 2000
Świetne, niesamowicie dziwne, wciągające i odjechane - komentowali młodzi ludzie. - Jeśli to jest sztuka, to ja wolę kulturę - mówił mężczyzna w średnim wieku. Spektakle pokazane w ramach Przeglądu Teatrów Alternatywnych wywołały wiele kontrowersji.
W sobotę odbyła się premiera spektaklu "Wszystko jest krwią" debiutującego reżysera Jacka Gruszeckiego, również z Ecce Homo. Twórcy postawili przede wszystkim na wywołanie u widzów sprzecznych wrażeń estetycznych.
- Postawiliśmy na prostotę i ascetyzm w imię zasady: maksimum wrażeń przy minimalnym wykorzystaniu środków artystycznych. Operowanie ciemnością i subtelnym czerwonym światłem z laserów, które ma obrazować krążącą niespokojnie w żyłach krew, pozwala opowiedzieć historię przedziwną, utrzymaną w konwencji filmów Dawida Lyncha - mówił Jacek Gruszecki, współtwórca i lider grupy działającej pod pseudonimem "Idolum Diabolicum".
W ostatniej scenie jeden z bohaterów ostatecznie wyzwala się z klatki, którą staje się "prymitywnie" skonstruowany sześcian odzwierciedlający serce i umysł. Staje się wolny, silny i niezdolny do głębszych uczuć. Każdy, kto stanie mu na drodze, może stać się ofiarą. Nic w tej sztuce nie jest jednoznaczne: krew, którą obdarowują się aktorzy, jest symbolem życia, ale jednocześnie destrukcji, która przychodzi również z zewnątrz. W najbardziej ekspresyjnych scenach, spotęgowanych przez świetnie dobraną muzykę, przestrzeń teatralna rozszerza się, a bohaterowie rytualnie polewają się krwią. Jedna z postaci zachłannie pragnąca krwi, która daje energię, wpada w trans i odurzona tarza się w pyle na środku sceny. - Trudno nazwać to sztuką w potocznym tego słowa znaczeniu. To wyrażanie własnego wnętrza i emocji - mówi Piotr, nauczyciel języka angielskiego w "plastyku". - Nie znalazłem tam żadnych wartości dla siebie, ale bardzo ciepło przyjmuję debiut Jacka, mojego byłego ucznia. Anna Kantyka, menadżer grupy,
siostra nieżyjącego już dyrektora liceum plastycznego Tadeusza Maja, i inni, uważają ten spektakl za bardzo dojrzałą i głęboką wypowiedź o życiu. - Ten spektakl był niezwykły - stwierdziła Urszula, uczennica Liceum im. Sienkiewicza w Kielcach.
JOGE, EDA, KAS - GAZETA WYBORCZA, Poniedziałek 3 kwietnia 2000
Przez ostanie trzy dni w kieleckim "plastyku" odbywał się pod patronatem naszej gazety Przegląd Teatrów Alternatywnych, zorganizowany przez Stowarzyszenie Artystyczne "Ecce Homo". Najwierniejszą publicznością przedstawień okazali się uczniowie "plastyka". Z pewnością do nich najbardziej przemawiał awangardowy, odwołujący się do malarskiej wyobraźni styl tych widowisk.
Kolejne interesujące przedstawienie, to "Wszystko jest krwią" w reżyserii absolwenta kieleckiego "plastyka" i studenta krakowskiej ASP Jacka Gruszeckiego. Ten premierowy spektakl jest egzystencjalnym buntem przeciwko okrucieństwu świata, niewoli i zagubieniu człowieka. Postacie, jak poczwarki wydobywają się ze spowijających ich przeźroczystych folii, siadają na tronie, symbolu władzy, by upaść, spłynąć krwią, dać się znów zniewolić. Człowiek - roślina spowity w plastikowe rury, to bunt przeciwko odczłowieczeniu współczesnej medycyny. W tym spektaklu bezsprzecznym walorem jest również muzyka - rytmiczna, jak pulsowanie krwi, jednostajna jak, modlitwy tybetańskich kapłanów. Także światło, które wydobywa postacie lub odbiera im byt, gasnąc.
Na koniec warto zwrócić też uwagę na zaprezentowaną wczoraj sławną sztukę Witkacego "Wariat i zakonnica". Przygotował ją teatr "Terminus a Quo" z Nowej Soli, a reżyserów Edward Gramont.
EWA ZIÓŁKOWSKA - Słowo Ludu, Poniedziałek 4 kwietnia 2000
Wczoraj około godziny 14 dyżurny policji odebrał dwa zgłoszenia o próbie samobójstwa w centrum miasta. Ktoś poinformował, że młoda, ubrana na czarno dziewczyna stoi na krawędzi dachu Domu Towarowego "Puchatek". Na miejsce natychmiast wysłano radiowóz. Dyżurny policji powiadomi też karetkę pogotowia. Akcja policjantów była błyskawiczna. Kiedy dziewczyna niebezpiecznie przechylała się przez krawędź dachu, dwóch funkcjonariuszy już spieszyło jej na pomoc. Jakież było ich zdziwienie, kiedy okazało się, że jest przywiązana solidnym sznurem i wcale nie zamierza skakać. Szybko wyjaśniło się, że swój happening rozpoczęła grupa teatralna Ecce Homo. Na ten prowokacyjny początek nabrała się również duża część gapiów. Szczególnie tych starszych. Dalszy ciąg happeningu nie był już tak drastyczny. Niestety, większość zebranych raczej nie zrozumiała przesłania spektaklu pt. "Niewinne zabawy". Ciekawa była scena zostawiania na długim płótnie odbitych w farbie sylwetek aktorów - jakby chcieli zamanifes tować swoją obecność.
JULIUSZ ĆWIELUCH - Gazeta Wyborcza, 19 maja 2000
"Zwariowała, przecież się zabije", "Odwagi, skacz!", "Wygląda na naćpaną" - krzyczeli gapie do nastolatki, która usadowiła się wczoraj na dachu kieleckiego "Puchatka" i najwyraźniej zamierzała skoczyć. - Podobno oblała maturę - rzucił młody chłopak w gęstniejący tłum - Trzeba wezwać jej rodziców - krzyczała przerażona staruszka. Na szczęście całe zdarzenie okazało się artystyczną prowokacją, na tyle jednak sugestywną, że na deptaku pojawił się policyjny radiowóz.
W taki właśnie sposób uliczny spektakl "Niewinne zabawy" zaczął tuż po godz. 14 teatr "Ecce Homo". Desperatką na dachu okazała się Karolina Krawczyk - uczennica LO im Hanki Sawickiej. Trzeba przyznać, że dziewczyna bardzo sugestywnie wcieliła się w niedoszłą samobójczynię. Wywołała autentyczną panikę i poruszenie wśród przechodniów.
- Karolina była przywiązana do balustrady pasami, wszyscy chcieli zagrać tę rolę - uspokajała menażerka teatru "Ecce Homo" Anna Kantyka. - Sami nie spodziewaliśmy się, że ten początek spektaklu wywoła takie wzburzenie.
Na wiadomość o tym, że nastolatka próbuje skoczyć z dachu Domu Towarowego przy deptaku zjawił się policyjny radiowóz. Policjanci z niepokojem patrzyli na zbliżającą się co rusz do krawędzi dziewczynę. Wszystko jednak rychło wyjaśniono i stróże prawa mogli spokojnie odjechać. - Całą akcję uzgodniliśmy wcześniej ze wszystkimi służbami - wyjaśnia Anna Kantyka.
Tymczasem na chodniku pojawili się pozostali aktorzy w tekturowych pudełkach na głowie i rozpoczęli szaleńczy taniec. Co chwilę ktoś upadał, występujący posypywali swoje głowy mąką, nagabywali gapiów, by ci dali im pieniądze, czyścili przechodniom buty. Po ponad pół godzinie wyreżyserowany przez Piotra Kędziorę spektakl zakończył się. Aktorka desperatka zeszła na dół, jej koledzy zebrali rekwizyty, a tłum rozszedł się do swoich spraw.
Agata Niebudek - Słowo Ludu, 19 maja 2000
Widowisko teatralno-muzyczne poświęcone pamięci Tadeusza Maja odbędzie się w auli Państwowych Szkół Sztuk Plastycznych w niedzielę o godzinie 18. W programie premiera spektaklu "Imum Coeli" w wykonaniu Teatru Ecce Homo i koncert z udziałem Marka Tercza, zespołu Acoustic Band, Piotra Kędziory i grupy wokalnej Teatru Ecce Homo.
Maj był dyrektorem szkoły od 1979 roku. Stanowisko dzielił z funkcją kustosza Galerii BWA w rodzinnym Ostrowcu Świętokrzyskim. Sam był artystą. Tworzył z pasją i w samotności. W swoich pracach pokazywał rzeczywistość zdegradowaną. Kreował postaci jakby wewnętrznie wypalone, puste. W jego pracach dominował kolor szary, barwy zabrudzone. W swoim ostatnim cyklu "Genesis", wystawionym w 1992 roku, jednym z najczęściej stosowanych rekwizytów była lalka, manekin. W swojej twórczości chętnie łączył malarstwo z rzeźbą. Zdaniem Mariana Rumina prace te miały charakter scenografii - Nie ma w tym nic dziwnego, inspirował go bowiem teatr plastyczny Mądzika, Szajny, Kantora - powiedział Marian Rumin, dyrektor BWA w Kielcach. Tadeusz Maj zmarł 1 listopada 1997 w wieku 52 lat.
JULIUSZ ĆWIELUCH - Gazeta Wyborcza, 9 grudnia 2000
Kolejny raz Poznań zmienił się w wielką scenę - piątek i sobota upłynęły tu pod znakiem teatru ulicznego.
(...) Co jeszcze wydarzyło się w kategorii off? Między innymi "Ptaki Stymfalijskie". Wystawione przez teatr Ecce Homo z Kielc stały się wizualną zabawą mitologicznym motywem. Szóstą pracą Herkulesa było przepłoszenie z bagien ptaków o dziobach i skrzydłach z brązu. Na bruku Starego Rynku pojawiły się postacie w powłóczystych szatach, biegające w szaleńczym tempie. Wyciągały one z tłumu przypadkowe osoby, aby otoczyć je kręgiem. To były ofiary żarłocznych bestii. W końcu pojawił się Herkules. Otrzymał od Ateny kastaniety z brązu i ptaki przepędził. Pomysł spektaklu był prosty i ciekawy zarazem. Najważniejsze, że był czytelny. Szkoda, że twórcy nie pomyśleli o innej, bardziej wyrafinowanej muzyce. (...)
Mateusz Marczewski - Głos Wielkopolski - 2 lipca 2001
"Gaduły, czyli opowiastki z życia wzięte" to kolejny spektakl kieleckiego Teatru "Ecce Homo"
Prapremierę spektaklu "Gaduły, czyli opowiastki z życia wzięte" kieleckiego Teatru "Ecce Homo" miało już okazję obejrzeć około sześćdziesięciu studentów i licealistów. Spektakl, jak każdy poprzedni, wywołał emocje.
Aktorom doskonale udało się pokazać zdarzenia z życia codziennego - mówi Agnieszka, studentka Akademii Świętokrzyskiej. Za pomocą środków teatralnych pokazali jak w życiu wygląda problem odmienności czy nadopiekuńczej matki i kazali się widzom nad tymi problemami zastanowić.
Scenariusz spektaklu oparty jest na tekstach Joanny Kondratowicz, Agaty Passent, Williama Whartona - tłumaczy manager Teatru "Ecce Homo" Anna Kantyka.
Premiera spektaklu odbędzie się 16 listopada w budynkach Państwowych Szkół Plastycznych w Kielcach.
MW - Słowo Ludu, 29 października 2001
"Gaduły, czyli opowiastki z życia wzięte" zapowiadają się wyjątkowo. Twórcy obiecują spektakl poważny, ale radosny
JULIUSZ ĆWIELUCH: To kolejna sztuka przygotowana przez reżyser Joannę Kondratowicz, ale nie było jej na ostatniej premierze. Nie można się z nią skontaktować. Ukrywa się?
ANNA KANTYKA, DYREKTOR TEATRU ECCE HOMO: Rozmawiałam z nią na ten temat. Mówi, że jeszcze nie jest gotowa, żeby się ujawnić. Ciągle czeka.
Czy ta sztuka Kondratowicz będzie równie smutna, jak poprzednia?
-Wygląda na to, że nie. Sama się zdziwiłam. "Gaduły, czyli opowiastki z życia wzięte" są nawet momentami śmieszne. To siedem krótkich historyjek o bardzo ludzkich rzeczach. Począwszy od miłości, różnych obliczy miłości, aż po śmierć. Ale wszystko w bardzo lekkiej formie.
Ecce Homo i jego sztuki kojarzone są z zupełnie innym rodzajem ekspresji. Skąd ta zmiana?
-To chyba kwestia tego, co jest w nas, w aktorach. To Kondratowicz dobiera tematy, rozpisuje je, a młodzi je odtwarzają. Jest w nich dużo buntu, ale przecież rozsadza ich radość życia. W "Gadułach..." jest to wszystko razem.
Odkąd pracujecie z Kondratowicz, odeszliście od teatru plastycznego, a zbliżacie się do teatru psychologicznego.
- Owszem. Ale nie zapominamy o naszym plastycznym obliczu. Po prostu realizują je ci, którzy dobrze czują się w takim teatrze. Dlatego Jacek Gruszecki robi przedstawienia czysto plastyczne, w których na pierwszym miejscu jest wizualna strona. On po prostu lepiej to czuje. Ja wolę realizować teksty Kondratowicz. Są mi bliższe.
rozmawiał JULIUSZ ĆWIELUCH - Gazeta Wyborcza, 13 listopada 2001
"Gaduły, czyli opowiastki z życia wzięte" zapowiadane były jako przełom w dotychczasowej działalności teatru Ecce Homo. Tym razem zamiast mrocznych widowisk plastycznych aktorzy wybrali formę luźniejszą i zabawniejszą. Młodym ludziom na widowni spektakl się podobał.
Po obejrzeniu sztuki stanąłem przed dylematem: czy na jej twórcach nie zostawić suchej nitki za to, że spektakl został źle zagrany i źle skonstruowany, czy krytykować, że zbyt często posłują się językiem banału?
Ale po chwili pomyślałem, że przecież to są ludzie młodzi (średnia wieku aktorów 18 lat), którzy chcą wypowiadać się językiem teatru. Większość z nich robi to nieporadnie. Momentami wręcz denerwująco. Wyuczone, gładkie prawdy o świecie i jego specyfice w ustach tych niedoświadczonych ludzi brzmią pusto.
Ale przecież poświęcają czas, by wspólnie coś stworzyć. To ich siódma premiera.
Tym bardziej że ich rówieśnicy na widowni byli żywo zainteresowani tym, co dzieje się na scenie.
"Gaduły,.." to nienajlepszy spektakl. Ale cieszę się, że powstał. Bo młodzi ludzie z Ecce Homo to zaczyn, z którego wiele dobrego może kiedyś wyrosnąć.
JULIUSZ ĆWIELUCH - Gazeta Wyborcza, 20 listopada 2001
W sobotę rozpoczyna się III Przegląd Teatrów Alternatywnych, organizowany przez Stowarzyszenie Ecce Homo. O godz. 16 w auli kieleckiego "plastyka" zaprezentuje się Teatr Idolum Diabolicum z Krakowa ze spektaklami: "Crypta Clum" oraz "Wszystko jest krwią" w reżyserii Jacka Gruszeckiego.
W niedzielę o godz. 16.00 zostanie wystawiony spektakl "Krucjata 1212" kieleckiego Teatru Ecce Homo w reżyserii Karoliny Krawczyk, o godz. 17.30 zaprezentuje się Teatr Terminus a Quo z Nowej Soli z przedstawieniem "Solo Głupiego Pastucha" według tekstów Federica G. Lorki i Ferdynanda Arrabala w reżyserii Edwarda Gramonta, a o godz. 19.00 "Antygona" wg Sofoklesa w reżyserii Edwarda Gramonta. (...).
Słowo Ludu, MAGAZYN numer 2282/K, 11 kwietnia 2003
Krakowski Teatr Idolum Diabolicum otworzył w sobotę III Przegląd Teatrów Alternatywnych w kieleckim "plastyku".
Autorem obu spektakli zaprezentowanych pierwszego dnia Przeglądu jest Jacek Gruszecki, były aktor Teatru Ecce Homo, studiujący rzeźbiarstwo na krakowskiej ASP. Przedstawienie "Crypta Clum" opowiada historię, jaka zdarzyła się w grobowcu szalonego i ekscentrycznego za życia pana Clum. Drugi ze spektakli - "Wszystko jest krwią" to debiut reżyserski Gruszeckiego, utrzymany w mrocznej, psychodelicznej konwencji. W obu przedstawieniach ważną rolę odgrywa światło i muzyka.
Wczoraj w sali "plastyka" młoda publiczność oglądała spektakl "Krucjata 1212" Teatru Ecce Homo. To opowieść o dwóch kobietach czekających na spełnienie, jakie może dać im mężczyzna. Autorką przedstawienia jest Karolina Krawczyk, aktorka Ecce Homo, studiująca obecnie kulturoznawstwo na Uniwersytecie Warszawskim.
Kolejnym gościem drugiego dnia Przeglądu był Teatr Terminus a Quo z Nowej Soli, który wystawił dwa spektakle: "Solo Głupiego Pastucha" według tekstów Federica Lorki i Fernanda Arrabla oraz "Antygonę" Sofoklesa.
Dziś o godzinie 17 w sali "plastyka" wystąpi Cieszyńskie Studio Teatralne z przedstawieniem "Wschodzenie". Spektakl inspirowany jest II i IV częścią "Dziadów" Mickiewicza. Jutro natomiast, w Kieleckim Centrum Kultury Scena Plastyczna KUL Leszka Mądzika pokaże spektakl "Całun".
Słowo Ludu nr 88/A, 14 kwietnia 2003
Na tak zwanym "offie" artystycznym działa dużo wartościowych zespołów tworzących ambitną sztukę. Niejednokrotnie teatry alternatywne wygrywają na festiwalach z teatrami profesjonalnymi. Ich warsztat zmusza do refleksji, a technika wykonania w niczym nie ustępuje uznanym artystom. W Kielcach teatr alternatywny kwitnie, czego dowodem jest dorobek przedstawionych poniżej zespołów.
Ecce Homo Stowarzyszenie Artystyczne Teatr "Ecce Homo" działa od 1996 roku. Powstało z inicjatywy nieżyjącego już artysty plastyka Tadeusza Maja, ówczesnego dyrektora Państwowych Szkół Plastycznych w Kielcach. Początkowo kierownikiem artystycznym Teatru był Marek Tercz, a od 2000 roku funkcję tę pełni Anna Kantyka. Celem Stowarzyszenia - Teatru jest tworzenie i rozwijanie wszelkich form artystycznych wyrażających potrzebę humanizowania świata, uwrażliwienia na krzywdę, cierpienie, nędzę, samotność, zagubienie, przemoc i obojętność. Teatr tworzą ludzie młodzi - uczniowie szkół średnich i absolwenci. To oni są aktorami, wokalistami, scenografami, reżyserami i autorami sztuk reprezentujących Teatr "Ecce Homo". Wystawiane są tylko spektakle autorskie. Pomysłów na nie jest bardzo dużo, gdyż grupę cechuje wrażliwość i entuzjazm twórczy. Na wrzesień są już projekty pięciu spektakli. Odbyło się 12 premier, a tegoroczny spektakl to "Fantasmagoria" autorstwa Moniki Majchrzyk. Teatr porusza si ę głównie w formule performance, która łączy wszelkie dziedziny sztuki: ruch, plastykę, muzykę i czasem tekst, gdyż spektakle słowne są rzadkością. Specyfiką grupy są spektakle ruchowe mogące zaistnieć w każdej przestrzeni - w holu Kinoplexu odbyła się premiera spektaklu "Kruchość" w grudniu 2003 roku. Aktualnie zespół liczy 20 osób. Nabór nowych członków odbywa się raz na półtora roku, ostatni miał miejsce w grudniu 2003 roku. Kluczem do ich przyjmowania jest duży stopień wrażliwości, pasja i duchowa młodość. Stowarzyszenie prowadzi działalność studyjną i warsztatową. W ciągu 8 lat przygotowało do dalszej edukacji artystycznej ok. 90 osób. Obecnie są to studenci Akademii Teatralnych, Studiów Wokalnych i Choreograficznych. Teatr bierze udział w festiwalach. W maju zajął 3 miejsce na XI Zamkowych Spotkaniach Teatralnych w Szydłowcu za spektakl "Wszystko jest Krwią" Jacka Gruszeckiego. Trzykrotnie uczestniczył w Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym Malta w Poznaniu. W tym roku również został zakwalifikowany z e spektaklem ulicznym "Kruchość", ale gdy postawiono warunek zredukowania obsady spektaklu o połowę - zrezygnowano z udziału. Wszystkie spektakle odbywają się w siedzibie Stowarzyszenia, czyli w auli Państwowej Szkoły Sztuk Plastycznych. Stowarzyszenie - Teatr "ECCE HOMO" jest inicjatorem Przeglądu Teatrów Alternatywnych odbywającego się w Kielcach od 2000 roku, w ramach którego prezentowane są Teatry Alternatywne z całej Polski. W siedzibie Stowarzyszenia "Ecce Homo" prezentowały się m.in. Teatr Terminus a Quo z Nowej Soli, Teatr Idolum Diabolicum z Krakowa, Teatr OBOK działający przy Akademii Teatralnej w Warszawie, Cieszyńskie Studio Teatralne z Cieszyna. W 2003 roku gościem specjalnym była Scena Plastyczna KUL i Leszek Mądzik ze spektaklem "CAŁUN". Do tej pory Przegląd odbywał się na przełomie marca i kwietnia. Od tego roku prezentacje będą miały miejsce jesienią. Organizatorzy liczą na finansowe wsparcie władz, gdyż borykają się z ogromnymi problemami finansowymi.
Działa strona internetowa Stowarzyszenia: www.eccehomo.kielce.com (dane zaktualizowane - przyp. WH), którą prowadzi Wojciech Habdas.
(...)
Karolina Kopijkowska - Dedal 2(02), lipiec - wrzesień 2004
Gromkimi brawami nagrodziła publiczność nowe przedstawienie teatru Ecce Homo - Kruchość (początkowo pod tytułem roboczym Mastaba - przyp. WH). To już jedenasta premiera. Spektakl został przygotowany z myślą o prezentowaniu go na ulicach miast. Tym razem zastąpił je przedsionek kielekiego Kinoplexu. Tłum widzów szczelnie odgrodził kino odreszty galerii.
- Podobało mi się, ale strasznie bolą mnie stopy. Cały czas musiałam stać na palcach, aby móc coś zobaczyć zza ściany widzów - powiedziala nam jedna z oglądających. Autorkami spektaklu są Joanna Kondratowicz i Aleksandra Jaworska.
MW - Słowo Ludu, 6-7 grudnia 2003
Z jedenastą już premierą - spektaklem "Kruchość"(początkowo tytuł roboczy Mastaba - przyp. WH) autorstwa Joanny Kondratowicz i Aleksandry Jaworskiej - wystąpił kielecki Teatr Ecce Homo, dając przedstawienie w holu u wejścia do Kinoplexu w hipermarkecie Galeria Echo w Kielcach. Temu półgodzinnemu, ulicznemu z założenia spektaklowi, przyglądało się spore grono przypadkowych, przede wszystkim młodych widzów, do których trafiał chyba przede wszystkim do nich adresowany, interpretowany przez ich rówieśników bezsłowny przekaz o samotności, wyrażany poprzez taniec, gest i mimikę. O samotności, która jest zawsze dramatyczna, bez względu na okoliczności; bo nie tylko wtedy, gdy jest wynikiem bycia samotnym, ale i wówczas, co może bardziej tragiczne, gdy jej doświadczamy będąc pośród innych ludzi. Wykonawcy z niemałą ekspresją, mając w tle odpowiednią w klimacie i rytmie muzykę, opowiadali o osamotnieniu, które coraz częściej jest wynikiem pękania więzi pomiędzy ludźmi i atrofii uczuć oddalającej ich od siebie i wpędzającej w zakamarki wnętrza, by się w nim schować.
Teraz, nr 1 styczeń 2004
Z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru kielecki alternatywny teatr Ecce Homo przygotował premierowy spektakl - "Fantasmagoria" autorstwa Moniki Majchrzyk. Będzie go można zobaczyć 27.02.2004 w auli kieleckiego "plastyka" przy ul. Radiowej 4 o godz. 18. (...)
Gazeta Wyborcza, 26 marzec 2004
Najnowszy spektakl Teatru Ecce Homo - "Fantasmagoria" - autorstwa Moniki Majchrzyk, można było obejrzeć w sobotę w auli kieleckiego "plastyka". Okazję wykorzystało wielu wielbicieli formuły performance i własnej ekspresji artystów. Godzinę później na scenie pojawili się muzycy z zespołu rockowego Androgenia.
Gazeta Wyborcza, 29 marzec 2004
Trzy delikatne istoty budzą do życia dziwaczne stwory. Każdego z nich po kolei nakręcają, sprawiają, że zaczyna poruszać się w tylko dla niego charakterystyczny sposób. Tak powstaje wiat.
To nie początek opowiastki dla dzieci, ale pierwsza scena najnowszego przedstawienia teatru Ecce Homo. Monika Majchrzyk, autorka scenariusza i reżyserka "Fantasmagorii" historię kreowanego przez siebie wiata przedstawiła od początku do końca. Oglądamy grupę nieludzkich istot (marionetek? Lalek?), ożywionych przez trzy ucielenione siły sprawcze (Małgorzata Pakuła, Agnieszka Kucharska, Izabela Kucharska). Poruszają się w sposób nienaturalny, nieautentyczny, charakterystyczny dla zabawek, nie dla ludzi. Ich dziwacznoć, sztucznoć nie bawi, ale przeraża.
Fabuła opowiadana przez Ecce Homo jest prosta - obok cudacznych tworów trzy nimfy powołują do życia siłę złą (demoniczna Sylwia Zapała), która burzy porządek wiata nieludzkich marionetek. Odpowiedzią na zło jest zło - femme fatale zostaje zniszczona przez resztę wspólnoty. Trzy stwórczynie wygnane. Na tym opowieć się kończy.
Ostatnia scena robi największe wrażenie. Pochód wynaturzonych marionetek wpędza nimfy pomiędzy widzów, przestają oni być wiadkami, a stają się niemal współuczestnikami wydarzenia. Z żałobnym pochodem przedstawienie nabiera nowego znaczenia - okrutne zabawki mieszają się z tłumem, wiemy już, że to my - ludzie.
Mimo wszystko "Fantasmagoria" nie wzbudza litoci i trwogi, nie jest bolesnym krzykiem o powrót człowieka w człowieku. Pozostaje jedynie otwarciem ust do wydania tego krzyku. Twórcy Ecce Homo zwykle sprawdzali się w opowiadaniu prostych, choć niebanalnych historii. Tym razem zrezygnowali z tego, co zawsze było ich bezdyskusyjnym atutem - dynamicznego, ekspresyjnego ruchu. W pamięci pozostają sceny zbiorowe, najbardziej ta inicjalna oraz finalny pochód. Najmniejsze wrażenie robią sceny kameralne.
Dominika Kopeć - Teraz, nr 5 maj 2004
Jedną z kulturalnych imprez tegorocznych juwenaliów był spektakl uliczny alternatywnego Teatru EcceHomo pt. "Kruchoć". W zamierzeniach reżyserskich miał wyrażać samotnoć, która bez względu na wszystko będzie zawsze przeladować człowieka żyjącego w tłumie, a jednak samego. Alternatywizm sztuki polega na niebywałej ekspresji i wyszukanym języku artystycznym (plastyka, muzyka, ruch), co wpływa na niejednoznacznoć interpretacji, a tym samym zmusza odbiorcę do uruchomienia wyobraźni. Pozwólcie, że podzielę się z Wami moimi wrażeniami dotyczącymi "Mastaby" (tak brzmiał pierwotny tytuł).
"Czemu nie płaczesz gdy czas ku temu?
Beznamiętny lęk paraliżuje rodek ciężkoci twojego jestestwa
Duszę mrok depcze po cieniu naznaczającym twoje bytowanie
Walczysz - pozostajesz sam
Wywieszasz białą flagę - tryumf opozycji nie patrzy szyderczo - ty przecież nie istniejesz"
Stałam i patrzyłam, ciarki biegły po plecach i nic, mimo nieodpartego pragnienia tańca, nie mogłam zrobić. Czułam się niczym słup soli obdarzony czuciem. Łzy cisnęły się do oczu, kto odzwierciedlał to, czego we mnie jest nadmiar.
Za dużo stłumionych emocji, granic, których przekroczenie wiąże się z "krechą" postawioną nad czyim nazwiskiem, form i konwenansów. Tak Cię piszą, jak Cię widzą ... a jak Cię nie widzą, to Cię nie piszą. Nie można jednak chować głowy w piasek - ostrzegam: Betonowa Dżungla!
Ludzie z EcceHomo tańczyli w samym centrum "kamiennego wiata" (ul. Sienkiewicza obok D.H. Puchatek). Zero słów- jedynie gesty i mimika odzwierciedlały przekaz. Ciężka, ostra muzyka była niczym głos w duszach aktorów - tyle, że wywnętrzniony, słyszalny dla ogółu. Chaotyczne ruchy, przeszywający na wskro wzrok i dzikie, głuche wołanie były manifestem życia, które pozostawione samo sobie jest biernocią, niewybaczalnym aktem niespełnienia swojej Własnej Legendy.
Stojąc wród tłumu widzów, chciało się zapomnieć na chwilę o sobie, dać krok na przód i dołączyć do mrocznego kręgu, poddać się pod spontaniczny wir tańca wywołany pragnieniem ciała i ducha umysłu. Czy spektakl uliczny może wywołać katharsis?
Przekonałam się o tym, że może
Zainteresowanych zapraszam na stronę internetową: www.eccehomo.kielce.com
Sylwia Zwierzchowska - Studentnik New, nr 77 czerwiec 2004
sylwia230984@interia.pl
Prawdziwe oblężenie przeżywał "plastyk". Stało się to za sprawą twórców związanych z Teatrem Ecce Homo
W ciągu trzech dni zaprezentowali w kieleckim Państwowym Zespole Szkół Sztuk Plastycznych aż cztery spektakle. Można było obejrzeć m.in. znany już spektakl "Mal'ach" w reż. Agnieszki Kucharskiej. Następnie odbyła się premiera przedstawienia "Lateralus" w reż. Beaty Wąchały, inspirowanego plastycznym spektaklem Jacka Gruszeckiego "Wszystko jest krwią", który prezentowano w niedzielę. Teatralny weekend zamknął spektakl zatytułowany "13.25". Odbył się także koncert zespołu To Ci To Tamci. Wszystkie spektakle to autorskie projekty młodych twórców Teatru Ecce Homo.
MW - Słowo Ludu, Sobota-Niedziela 2-3 października 2004 ORGINAŁ
W Zespole Szkół Sztuk Plastycznych w Kielcach podczas weekendu z "Ecce Homo" pokazano dwa spektakle z repertuaru teatru: "Anioły" Agnieszki Kucharskiej i "Wszystko jest krwią" Jacka Gruszeckiego oraz dwie premiery: "Lateralus" Beaty Wąchały i "13:25" Michała Pustuły.
"13:25" to zaledwie dwadziecia pięć minut i kilka scen na pozór nie łączących się ze sobą. Centrum rozważań stanowił tu człowiek złamany, poniżony, wrzucony w sam rodek ustrojów, systemów i Babilonów. Człowiek, który chce się wznieść i odlecieć wraz z kluczem ptaków, jednak rzeczywistość boleśnie sprowadza go na ziemię, każe mu się roztrzaskać o własne pragnienia. Jego życie wytycza czas i mijające godziny; wszystko zaczyna się i kończy o 13:25. Wszystko zamyka się w tej krótkiej chwili.
Ale człowiek też zdradza i jest zdradzany. Nie jest bez winy. Czasem jest cynikiem i sprzedawcą uczuć, a pogardzany - gardzi innymi. Widowisko nie daje jednoznacznego obrazu człowieka. Ocena należy do widzów.
Dzięki połączeniu różnych form artystycznej ekspresji - muzyka, gra świateł oraz ruch - powstał performance, w którym artyści czuli się bardzo dobrze, a trzeba przyznać, że przedstawienie było odważne. Zastosowano bardzo silną i dosadną metaforykę, która przeraża swoim pięknem: "życie jest snem, z którego budzimy się, umierając".
W spektaklu wystąpili aktorzy teatru "Ecce Homo": Paulina Chreścionko, Anna Przywała, Michał Pustuła i Wojciech Habdas.
Anna Dąbrowska - Teraz, nr 11 listopad 2004
W sobotę i niedzielę w "Plastyku" odbędzie się IV Przegląd Teatrów Alternatywnych. Przegląd zdominują monodramy i spektakle. Wydarzeniem powinien okazać się znakomity monodram "Ecce Homo" w wykonaniu Janusza Stolarskiego, aktora Teatru Ósmego Dnia z Poznania. Bilety po 5zł, karnety po 20zł. Na koncert wstęp wolny. Początek pokazów o godz. 16.
Gazeta Wyborcza, 10 grudzień 2004 ORGINAŁ
Teatr alternatywny to taki, w którym nie ma sztucznego podziału na scenę i widownię, na aktorów i widzów. Tu każdy przez moment może odegrać jaką rolę w przedstawieniu. Ani się obejrzysz, a możesz znaleźć się w szpitalu dla psychicznie chorych. Tak przynajmniej dzieje się w sztuce "Wariat i zakonnica" zrealizowanej przez teatr "Terminus a quo" na podstawie dramatu Stanisława Witkiewicza.
W sobotę o godzinie 16 rozpocznie się IV Przegląd Teatrów Alternatywnych, który od kilku lat tradycyjnie odbywa się w Państwowych Szkołach Sztuk Plastycznych w Kielcach. Na przeglądzie organizowanym przez Stowarzyszenie Artystyczne "Ecce Homo" nie zabraknie oczywicie starych przyjaciół, którzy pojawiają się na przeglądach co roku. Będzie więc, bardzo lubiany przez kielecką publicznoć i cieszący się uznaniem krytyków teatralnych, teatr "Terminus a quo" Edwarda Gramonta z Nowej Soli, który przedstawi: "Talk normal" i "Sysi" oraz "Wariata i zakonnicę". Ta ostatnia inscenizacja pojawi się specjalnie na życzenie widzów, którym szczególnie spodobały się elementy happeningu - wchodzący do sali widzowie są badani przez personel szpitala psychiatrycznego. Przez co już od pierwszych chwil rozgrywającego się spektaklu widzowie, chcąc nie chcąc wciągani są w toczącą się akcję i przestrzeń teatralną.
Do Kielc przyjedzie również Janusz Stolarski, aktor poznańskiej grupy "teatr 8 Dnia". Grupa ta obok teatrów: Tadeusza Kantora, Jerzego Grotowskiego, Konrada Swinarskiego i kilku innych, należała do najważniejszych zjawisk polskiego teatru powojennego.
- Kiedy w 1989 roku w żadnym teatrze nie mogłem dostać pracy, przyjechałem do Kielc, gdzie wraz z Tadeuszem Majem, wieloletnim dyrektorem kieleckiego "plastyka" zrealizowałem przy Teatrze imienia Stefana Żeromskiego dwa spektakle według Waclava Havla.
Tu mieszkałem przez kilka lat. Ze Świętokrzyskiego wywodzi się moja rodzina. Dlatego dałem się zaprosić do Kielc - mówił Janusz Stolarski, który zaprezentuje monodram "Ecce Homo". Na uwagę zasługuje również sztuka "Fantasmagoria" zrealizowana przez kielecki teatr "Ecce Homo", której akcja toczy się w wiecie marionetek. W ostatniej scenie - gdy okrutne zabawki mieszają się z tłumem widzów - okazuje się, że lalki to ludzie.
Co zobaczymy na tegorocznym Przeglądzie Teatrów Alternatywnych?
Sobota: godzina 16 - "Talk normal" - monodram Katarzyny Mikołajczyk - Teatr "Terminus a quo" z Nowej Soli; godzina 17 - "Fantasmagoria" - teatr "Ecce Homo"; godzina 18 - "Sysi" - Teatr "Terminus a quo"; godzina 19.30 - koncert zespołu "Mental Brothers Squad".
Niedziela: godzina 16 - "Ecce Homo" - monodram Janusza Stolarskiego, aktora "Teatru 8 Dnia" z Poznania; godzina 17.30 - "Miriam, znaczy gorycz" - spektakl Moniki Majchrzyk - teatr "Ecce Homo"; godzina 19 - "Wariat i zakonnica" na podst. Sztuki Witkacego - teatr "Terminus a quo".
/pac/ - Echo Dnia, 10 grudzień 2004 ORGINAŁ
"Umysł ludzki, rozwinięty nowym stanem świadomoci, nigdy nie wraca do poprzednich wymiarów" - takim hasłem Stowarzyszenie Ecce Homo zaprasza na IV Przegląd Teatrów Alternatywnych. Przegląd zdominują monodramy i spektakle. Na wydarzenie zapowiada się znakomity monodram "Ecce Homo" w wykonaniu Janusza Stolarskiego, aktora Teatru Ósmego Dnia z Poznania.
Impreza odbędzie się w sobotę i niedzielę w auli kieleckiego "plastyka" przy ul. Radiowej 3. Początek o godz. 16. Organizatorami są Stowarzyszenie Artystyczne Ecce Homo i Zespół Państwowych Szkół Plastycznych. (...)
KAR - Gazeta Wyborcza, 11 grudzień 2004 ORGINAŁ
Aż szeć różnych form teatralnych można było zobaczyć w weekend w auli kieleckiego "plastyka" podczas IV Przeglądu Teatrów Alternatywnych. Tegoroczną imprezę zdominowały monodramy i spektakle. Wydarzeniem okazał się wystawiony wczoraj (niedziela 12.12.2004 - przyp. Wojtek Habdas) monodram "Ecce Homo" w wykonaniu Janusza Stolarskiego, aktora Teatru Ósmego Dnia z Poznania. Dwudniowa impreza przyciągnęła wielu fanów niezależnego teatru.
-Cieszę się, że w Kielcach miałam okazję obejrzeć tak ciekawe występy teatrów alternatywnych. Mam nadzieję, że będzie ich coraz więcej - mówi Agnieszka, studentka pedagogiki w Akademii Świętokrzyskiej.
Imprezę zorganizowały Stowarzyszenie Artystyczne Ecce Homo oraz Zespół Państwowych Szkół Plastycznych.
PES - Gazeta Wyborcza, 13 grudzień 2004 ORGINAŁ
Kielce. Spektaklem "Wariat i zakonnica", według Witkacego, zakończył się w minioną niedzielę IV Przegląd Teatrów Alternatywnych, zorganizowany w kieleckim "plastyku". Publiczność mogła obejrzeć sześć różnych form teatralnych. Kielczanie, jak zwykle, nie zawiedli. Na większość przedstawień sprzedano wszystkie bilety. Imprezę zorganizowały Stowarzyszenie Artystyczne Ecce Homo oraz Państwowe Szkoły Sztuk Plastycznych. Na zdjęciu fragment spektaklu "Wariat i zakonnica" w wykonaniu teatru Terminus A Quo z Nowej Soli.
MW - Słowo Ludu, 14 grudzień 2004 ORGINAŁ
W ciągu dwóch dni IV Przeglądu Teatrów Alternatywnych publiczność obejrzała sześć spektakli wystawianych na scenie "Plastyka": "Fantasmagoria" i "Miriam znaczy gorycz" w wykonaniu teatru Ecce Homo, "Talk Normal", "Sysi" oraz "Wariat i zakonnica" teatru Terminus A Quo z Nowej Soli i monodram pt. "Ecce Homo" Janusza Stolarskiego z poznańskiego Teatru Ósmego Dnia.
Na szczególna uwagę zasługuje premierowy spektakl autorstwa Moniki Majchrzyk pt. "Miriam znaczy gorycz". To opowieść o dwojgu ludziach, których drogi powoli się rozchodzą. Ich związek to topniejąca bryłka lodu, to ciężko ranne zwierzę złapane w sidła, szarpiące się w przedśmiertnych konwulsjach. Tytułowa bohaterka zamyka się w czterech ścianach własnego domu, zaś jej maniakalne czyszczenie podłogi to prawie choroba psychiczna. Miriam cierpi, buduje coraz wyższy mur między sobą, i światem, a jej mężczyzna pochłonięty własnym życiem, spotkaniami towarzyskimi, pisaniem, nie dostrzega, że w jego życiu kończy się właśnie miłość, że wspólnie stworzony świat zapada się pod ziemię.
Sceniczny krajobraz - zgrzebny, ascetyczny - a wszystko po to, aby skupić się na słowach, mimice, spojrzeniach. Tu ważne jest każde słowo, każdy gest i oddech, bo to jest sztuka o tym, jak kończy się miłość, jak wypala się zrozumienie i przyjaźń. Bohaterowie zdają sobie z tego sprawę, podejmują próbę reanimacji własnego życia. Euforia jest jednak krótkotrwała i kończy się wraz ze stwierdzeniem nas już dla siebie nie ma. To konkluzja, która na długo pozostaje w pamięci, przykleja się do skóry i wnika do wnętrza. Potem zapada ciemność, cisza i wreszcie jak najbardziej zasłużone oklaski.
W "Fantasmagorii" Monika Majchrzyk. posłużyła się tańcem i muzyką jako środkami wyrazu uczuć i emocji. Oto otwiera się przed widzem pozornie magiczny i bezpieczny świat zabawek, lalek, pajacyków. A jednak tu też trwa rywalizacja, niezdrowy wyścig szczurów, manipulacja, panuje hipokryzja. Czar pryska, pod maską śmiechu kryje się szyderstwo, pod czapeczką z dzwoneczkami - wypadające włosy. Piękno świata to tylko rozpadająca się instalacja, fotomontaż, tort przyozdobiony bezami, łatanie dziur nadmiernym makijażem. Wesoły taniec lalek zamienia się w milczący korowód podążający w ciemność.
Organizatorem grudniowego Przeglądu Teatrów Alternatywnych było kieleckie Stowarzyszenie Ecce Homo.
Anna Dąbrowska - Teraz, nr 1(13) styczeń 2005 ORGINAŁ
Przegląd Teatrów Alternatywnych organizowany jest przez Teatr Ecce Homo od 2000 roku. Na scenie kieleckiego "Plastyka" można było obejrzeć na przestrzeni 4 lat ciekawe i oryginalne propozycje Teatrów Alternatywnych z całej Polski.
IV Przegląd Teatrów Alternatywnych odbył się 11 i 12 grudnia 2004 roku w auli kieleckiego "Plastyka". Organizatorem Przeglądu, już tradycyjnie, był Teatr Ecce Homo z Kielc. Po raz pierwszy impreza miała miejsce jesienią. Ze względu na małą ilość środków finansowych była i jest to forma mała, ale ciesząca się ogromnym powodzeniem.
Przegląd organizowany jest od 2000 roku. Przez trzy kolejne lata miał miejsce na przełomie marca i kwietnia, a na scenie kieleckiego "Plastyka" - siedziby Stowarzyszenia "Ecce Homo", można było obejrzeć ciekawe i oryginalne propozycje Teatrów Alternatywnych z całej Polski. Prezentowały się: Teatr Terminus a Quo z Nowej Soli, Teatr Idolum Diabolicum z Krakowa, Teatr OBOK działający przy Akademii Teatralnej w Warszawie, Cieszyńskie Studio Teatralne z Cieszyna i gospodarz Przeglądu - Teatr "Ecce Homo". W 2003 roku gościem specjalnym była Scena Plastyczna KUL i Leszek Mądzik ze spektaklem "CAŁUN".
Podczas IV Przeglądu publiczność obejrzała sześć spektakli. Pierwszego dnia wystąpili: Teatr Terminus a Quo z Nowej Soli ze spektaklami: "Talk Normal", "Sysi" oraz Teatr Ecce Homo z "Fatasmagorią" Moniki Majchrzyk.
"Sysi" to dramatyczna opowieść o końcu miłości dwojga ludzi - starzejącego się mężczyzny i młodej dziewczyny. Kobieta marzy o innym życiu, mimo wysiłków partnera nie czuje się usatysfakcjonowana związkiem, w którym tkwi. On zaś rozpaczliwie próbuje ją odzyskać. To obraz dramatu jednostki, która czuje się niespełniona i rozczarowana swoim życiem uczuciowym. Unieszczęśliwia dodatkowo drugą osobę, dramatycznie walczącą o uratowanie wypalającego się uczucia. Sztuka prezentuje wielką skalę ludzkich uczuć, co odzwierciedla pełna ekspresji gra aktorska.
"Fantasmagoria", spektakl taneczno-muzyczny, to opowieść o życiu pięknej tancerki. Wierzyła w świat idealny, sądziła, że otrzyma od niego to, co sama ofiarowuje. Niestety zazdrość oraz zawiść innych, zło i niesprawiedliwość doprowadziły do jej śmierci. Taniec na wzór chocholego tańca tu symbolizuje sztuczność i obłudę. Maski, które zakładamy każdego dnia czynią z nas więźniów własnych słabości. Najbardziej dramatyczną scenę stanowi pochód żałobny za ciałem bohaterki, na którego czele idą lamentujący jej największy prześladowcy. To przedstawienie na temat ludzkiej postawy wobec jednostek nieprzeciętnych, lepszych od szarej masy, a zarazem zagrażających ich pozycji w grupie i społeczeństwie.
Drugi dzień Przeglądu rozpoczął monodram "Ecce Homo" Janusza Stolarskiego z Teatru Ósmego Dnia z Poznania. Całą scenografię stanowiła drewniana skrzynia, o różnorakim zastosowaniu. Aktor przykuwał uwagę widza poprzez dużą siłę wyrazu, zmieniał kostiumy w prosty, acz efektowny sposób. Grał słowem, ruchem, tańcem, mimiką, rozwijając stopniowo skalę napięcia.
"Miriam, znaczy gorycz" autorstwa Moniki Majchrzyk to opowieść o umierającej miłości, samotności we dwoje wynikającej z braku zrozumienia. Para młodych ludzi oddalała się od siebie dzień po dniu. Oboje na swój sposób pragną uciec od przyznania smutnej prawdy, że sielskie czasy ich związku minęły. Miriam, tytułowa bohaterka, wręcz maniakalnie szoruje podłogę, narażając się na pośmiewisko otoczenia. Dopiero duży rozdźwięk sprawił, że partnerzy musieli uznać pogłębiającą się między sobą przepaść. Niestety, zbyt późno, by uratować uczucie przed zagładą.
IV Przegląd zakończył spektakl "Wariat i zakonnica" Teatru Terminus a Quo z Nowej Soli. To również opowieść o miłości, tym razem zakazanej, która budzi się między umieszczonym w szpitalu dla psychicznie chorych mężczyźnie - słynnym onegdaj twórcy i zakonnicą. Para ta spotyka się po latach w zaskakujących okolicznościach. Ekspresyjna gra aktorska okraszona jest dawką humoru, której źródło stanowią niezrównoważeni pracownicy szpitala psychiatrycznego.
Wszystkie spektakle charakteryzują się oszczędną scenografią, dbałością o podkład muzyczny i kostiumy. Aktorzy grają gestem, tańcem, mimiką oraz słowem. Dobrze, że taka inicjatywa kultury alternatywnej ma miejsce właśnie w Kielcach. Byłoby doskonale, gdyby więcej osób naszego miasta i województwa zobaczyło w tym wydarzeniu potencjał i szansę na nadanie pozytywnego rozgłosu stolicy Gór Świętokrzyskich. Organizatorom nie brakuje pomysłów, zaangażowania i chęci. Mają jednocześnie nadzieję, że zaznaczając mocno swoją działalność w ciągu roku, będą mogli liczyć na większe wsparcie władz oraz sponsorów w realizacji wielkich planów i marzeń.
Karolina Kopijkowska - Dedal, nr 4 2005
Na swoje spektakle oraz gościnne koncerty zaprasza w ten weekend Teatr Alternatywny Ecce Homo
Teatralni eksperymentatorzy tym razem przygotowali dwa spektakle, w tym jeden premierowy. Będzie to "Krem z pomidorów, czyli s(po)tworzenie Ewy" autorstwa Karoliny Krawczyk. Premiera widowiska w sobotę, 16 kwietnia, o godz. 17. Po spektaklu, około godz. 18.30, rozpocznie się koncert zespołu Człowiek na Księżycu, który tworzą Franciszek i Filip Tuz.
W niedzielę o godz. 17 pokazany zostanie spektakl "Lateralus" w reżyserii Beaty Wąchały, który swoją premierę miał jesienią ubiegłego roku. Około godz. 18 wieczór zakończy koncert Piotra Kędziory - poety, muzyka, zdobywcy Grand Prix Studenckiego Festiwalu Piosenki "Żakeria" w Lublinie.
Bilety na spektakle (tylko dla dorosłych!) w cenie 5 zł do nabycia bezpośrednio przed spektaklami w auli kieleckiego "Plastyka" (ul. Radiowa 3), gdzie odbędzie się impreza. Na koncerty wstęp wolny. Szczegóły pod numerem 0-698 355 163.
PES - Gazeta Wyborcza, 15 kwiecień 2005
16 kwietnia w kieleckim "Plastyku" Teatr Ecce Homo (a dokładnie teatr Faza Lustra, przy współpracy Ecce Homo - przyp. Wojtek Habdas) przedstawił premierę autorskiego spektaklu Karoliny Kraczyk pt. "Krem z pomidorów czyli s(po)towrzenie Ewy". Obok autorki wystąpili również Anna Przywała i Michał Pustuła.
Przedstawienie zaczyna się od sceny, która będzie powracać: człowiek przy stole z talerzem zupy (zapewne jest to pomidorowa). Jest to postać milcząca i wypowiada tylko jedno zdanie na końcu sztuki. Całość jest dialogiem kobiet przerywanym aktami pół-erotyki. Ewy są dwie i nawzajem się nienawidzą. Jedna jest ekwiwalentem drugiej i równocześnie obie sobie przeczą. Obie są skłócone ze swoja fizjologią, porzucają kobiecość gdzieś między "tymiankiem" a "bazylią". Dwie Ewy skazane na jedzenie kremu z pomidorów "szlachetną łyżką" i ze "szlachetnego talerza". Wszystko frenetyczne ale i bardzo smutne, opowiedziane jakby spod przymkniętych powiek, kiedy jest ciemno, kiedy końcowość graniczy z rzeczywistością. Święta spowiedź Ewy przed Ewą nad zgliszczami z rozbitego talerza, zmysłowość wymieszana z gastronomią, cynizm i naiwność. Tautologicznie powraca liczba trzy; trzy osoby w kolejce po bilet, trzy uderzenia głową w mur. Trójka niczym modlitewna mantra pulsuje pod skórą, odbija się na dnie oka. Gdyby nie to, że czegoś jest o trzy za dużo lub za mało to wszystko potoczyłoby się inaczej i może miałoby sens.
Sztuka jest przeraźliwe smutna; nie ma drzwi i nie ma szans; klimat jest duszny, alergiczny. To jakby potok słów puszczony na pastwę własnego rozpędu, uderzający mocno i rozchodzący się falowo we wszystkie strony, gwałcący powietrze. Tu kobiecość jest pewnego rodzaju kalectwem; jest to kobiecość ze złamanym obcasem, bez makijażu i sztucznych paznokci, ubrana w wór pokutny i wystawiona na widok publiczny. Kobiecość potulna i równocześnie agresywna, wyzbyta pragnień i do bólu pragnąca, gorąca, tętniąca pożądaniem. I taka jest Ewa, od której wszystko się zaczęło.
"Krem z pomidorów..." to jedno z najlepszych przedstawień teatru "Ecce Homo": odważne, niepowtarzalne, piękne.
Anna Dąbrowska - Teraz, nr 5(17) maj 2005
P.S. Jak się dowiadujemy, w związku z brakiem środków, Teatr Ecce Homo zawiesza działalność do odwołania (Red.)
Organizatorzy SacroExpo w ramach programu kulturalnego towarzyszącego wydarzeniu, zaproponowali gościom targów skromną, krótką, ale niezwykle urzekającą historię opowiedzianą tańcem - spektakl "Anioły" w wykonaniu teatru Ecce Homo z kieleckiego plastyka. Zespół, który świadomie konstruuje spektakle tak, aby można było je zagrać praktycznie w każdej przestrzeni, tym razem zagościł w hali targowej, w sali głęboko schowanej za kolorowymi, głośnymi, róznorakimi stoiskami wystawców.
W ciekawej, podłużnej, przedzielonej filarami, mrocznej przestrzeni otoczonej dziełami sztuki sakralnej i wzruszającymi fotografiami Jana Pawła II autorstwa Arturo Mari przez niespełna pół godziny byliśmy świadkami anielskiego buntu. Nic tak nie urzeka w teatrze jak szczerość, prawda, uczciwość w byciu na scenie. Aktorom Ecce Homo nie brakuje ani jednej z tych rzeczy. Są młodzi, ambitni, uczciwi, szczerzy, potrafią opowiadać tańcząc. Nie da się nie uwierzyć w prezentowaną przez nich historię.
Jest ciepło. Pada wiosenny deszcz, w oddali pomruki burzy. Anioły bawią się, tańczą beztrosko, naiwnie jak dzieci. Urokliwe chwile spokoju są jednak krótkie. Jeden z aniołów wyraźnie czuje "czerwony", zły, może piekielny, niepokój i poddaje mu się bez długotrwałej walki. Spotyka go za to kara. Z pełną świadomością popełnionych przez siebie grzechów zostaje wyłączony z grona radosnej niebiańskiej gromadki. Na jego miejsce do grupy wstępuje mały aniołek - dziecko. Na pociechę młody kandydat na anioła zostawia wykluczonemu pluszowego misia. Mimo to, zbuntowany anioł przeraźliwie krzyczy.
Cóż takiego zrobił anioł, że został wykluczony ze społeczności? Czy kara, jak go spotkała nie była zbyt surowa, skoro nie popełnił zbrodni? W miejscu, gdzie na ścianach wiszą zdjęcia Ojca świętego, głoszącego idee miłości, Miłosierdzia Bożego, pochylającego się nad każdym skrzywdzonym, grzesznym, chorym, wybaczającego nawet człowiekowi, który do niego strzelał, te pytania nasuwają się błyskawicznie. Anioł ze spektaklu Ecce Homo jedynie poczuł swoją jednostkowość, niezależność, zaczął sam stanowić o sobie, wbrew niebiańskiej grupie. Może skusiły go złe demony, ale to za mało, aby zasłużyć na taką karę. Chyba, że anioł jest tylko... dorastającym człowiekiem, a wykluczenie z grona aniołów - nieuchronną inicjacją w świat dorosłych. Świadomy siebie anioł-człowiek zostaje sam w smutnym, przerażającym miejscu. Tutaj nikt nie czeka, aby wziąć go za rękę i zaprosić do wspólnego życia. Zostaje sam ze swoją wolną wolą, nadziejami, marzeniami i wspomnieniami lat dziecięcych zaklętymi w pluszo wego misia.
Czy miś oznacza nasza tęsknotę za niewinnością, szczerością i nieskalaniem dziecka? Któż z nas, dorosłych nie tęskni do czasów niczym niezmąconej dziecięcej zabawy. A może jest symbolem tego, że ciągle potrzebujemy boskiej, czy anielskiej opieki? Mimo naszej dorosłości, dojrzałości, umiejętności zdefiniowania siebie w otaczającym nas świecie, w planie boskim jesteśmy niepozornymi, zagubionymi istotami, wymagającymi wskazówek, drogowskazów, pragnącymi miłości, czułości i oparcia w kimś potężniejszym, doroślejszym od nas. Żal, smutek anioła wyrzuconego z grupy, a potem krzyk, wyrażający strach, ból, rozpacz może być głosem młodych ludzi, którzy czekają na swoją inicjację w świat niepewnych, zagubionych, przytłoczonych przez rzeczywistość dorosłych. Interpretacje można by mnożyć. Bo taki jest właśnie ten spektakl. Młodzi ludzie z "Ecce Homo" nie po raz pierwszy udowadniają, że mają coś do powiedzenia, a na dodatek, że wiedzą, jak to przekazać.
Wielu razi oczywistość, banalność prezentowanych historii, czy pojedynczych scenek. Wydaje mi się, że to zbyt powierzchowne i niesprawiedliwe oceny. Coś z pozoru łatwego i prostego może, po chwili zastanowienia, stać się dla nas niezwykle odkrywczym, twórczym i niejednoznacznym. Zespół świadomie korzysta z artystycznych środków: tańca, plastyki i muzyki, tworząc piękne, niepretensjonalne, prawdziwe obrazy. Anielskość postaci podkreślały jedynie białe stroje i pojedyncze piórka, rozrzucane w tańcu przez aktorów. Szkoda, że w naszym mieście tak niewiele osób to zauważa i że zespół ciągle boryka się z problemami finansowymi. Liczmy na to, że jakiś potencjalny nabywca dzwonu, czy witraża dostrzegł urodę "Ecce Homo" i pomoże zespołowi.
Agnieszka Kozłowska - Piasta - Dedal, nr 5 2005
W ostatnią sobotę września w auli kieleckiego "Plastyka", w ramach imprezy "Weekend z ECCE HOMO", odbyła się premiera autorskiego spektaklu Franciszka Jana Tuza pt. "Krucyfiks". W roli głównej wystąpił Karol Górski.
Przedstawienie spowija bardzo ewidentna klamra kompozycyjna: chłopak grający na gitarze smętną melodię bez początku i końca, autystyczny Janko Muzykant. W spektaklu nie ma słów. Jedyną formą ekspresji jest ruch: gesty, taniec, mimika, spojrzenia. Aktorzy (wszyscy ubrani w białe stroje) to leżą bez ruchu, to wiją się w epileptycznych konwulsjach; biegają, skaczą i tańczą. Ich zachowanie ma w sobie coś z hipnotycznego zaślepienia, coś z uzależnienia od kroplówki z konglomeratu krwi i powietrza, wymieszanego z prochem. Nad nimi góruje jedna silna postać- trochę na kształt Chrystusa. Sam spektakl czerpie z resztą silnie z symboliki biblijnej: cierniowa korona, ukrzyżowanie, zdjęcie z krzyża, woda nagle zamieniona w krew, strącenie nieposłusznych aniołów. Ruchy aktorów są powiązane z muzyką, która wszech otacza: trochę irańskiej muzyki ludowej, trochę szwedzkiego metalu (w podkładzie m.in. skandynawski zespół Moonspell). Całość stanowi dziwną, rozbieganą i niemą mieszkanką wybuchową, która kończy s ię symbolicznym zwycięstwem nad starą ciotką śmiercią i jej rozliczną świtą, zwycięstwem nad nieodwracalnością.
Przedstawienie jest trudne, wymaga skupienia ale równocześnie jest dość uniwersalne bo opiera się na historii znanej właściwie wszystkim, na historii, którą można opowiedzieć bez słów, pomijając języki obce oraz języki w ustach.
Kielecki teatr "ECCE HOMO" po raz kolejny zaskoczył widzów dużą dawką zdezorientowania, zatruł umysły, ale jak zwykle dał możliwość snucia domysłów i stwarzania różnorodnych interpretacji. I na tym polega jego siła.
Anna Dąbrowska - Teraz, nr 10(22) październik 2005
Wczoraj zakończył się przegląd spektakli młodych twórców działających w kieleckim stowarzyszeniu teatralnym "Ecce Homo".
Świetnie dobrana muzyka, podkreślająca klimat poszczególnych scen, ascetyczna forma środków wyrazu: w spektaklu nie padło ani jedno słowo, a aktorzy, wszyscy bez wyjątku, byli ubrani w białe bawełniane podkoszulki i lniane spodnie. Tak wyglądała opowieść o ukrzyżowaniu Chrystusa, który w tej interpretacji niczym nie różnił się od zwykłego nastolatka, który staje się ofiarą blokersów.
Przegląd spektakli "Ecce Homo" rozpoczął w sobotę premierowy autorski spektakl 17-letniego scenarzysty i reżysera, ucznia kieleckiego "plastyka" Franciszka Jana Tuza. Mimo, że sam tytuł "Krucyfiks" sugerował, że będzie to spektakl głęboko religijny, to widzowie zostali zaskoczeni konwencją, w jakiej było utrzymane przedstawienie. Temat męki i śmierci Chrystusowej został zinterpretowany na nowo. W tej wizji teatralnej Chrystusem może być każdy z nas, kto został wyszydzony, odrzucony przez rówieśników i pobity. Tak jak aktor grający Jezusa, który upada na ziemię, bo jego rówieśnik stosuje na nim chwyty judo. W tym widowisku widzowie mają wrażenie, że wszystko rozgrywa się wśród nich, bo aktorzy wyłaniają się już na początku spektaklu tuż zza ich pleców. Nie ma sztywnego podziału na scenę i widownię, a widzowie w każdej chwili mogą włączyć się do oglądanego widowiska.
Autor spektaklu wprowadził nowatorskie pomysły i interpretację Drogi Krzyżowej. Chrystus upada, ale w niedosłownym znaczeniu, upada wtedy, gdy grzeszą ludzie, zniewoleni przez Zło. I kiedy wydaje się, że Chrystus umarł, a chaos triumfuje, co podkreśla demoniczny chichot i hardrockowa muzyka, a ludzie zaczynają się rzucać w konwulsjach i umierać razem z Jezusem, on powstaje niosąc nadzieję.
Spektakl został nagrodzony gromkimi brawami tak samo jak występ kieleckiej grupy Oficyna Capoeira. Przegląd zakończył się wczoraj spektaklem Moniki Majchrzyk "Miriam, znaczy gorycz" i koncertem Andrzeja Poniedzielskiego, bardem pochodzącym z Kielc.
Katarzyna Pacanowska (/pac/) - Echo Dnia, 26.IX.2005
Mały jubileusz przeżywał 18 października teatr Ecce Homo. Młodzi artyści ze sceny działającej w kieleckim Plastyku po raz dwudziesty czuli dreszcz emocji wieczoru premierowego. Tym razem był to spektakl "Manekiny" w reżyserii Aleksandry Jaworskiej.
Spektakl nie mieścił się w tradycyjnej formule tego teatru. Zespół po raz pierwszy, ale nie ostatni - jak zapowiedziała Anna Kantyka, kierownik artystyczny grupy - wybrał konwencję teatru tańca. Krok wydaje się nieunikniony, skoro autorka pomysłu na spektakl tańczy w Kieleckim Teatrze Tańca i była autorką choreografii do poprzednich spektakli zespołu Ecce Homo.
"Manekiny" inspirowane są wierszem Haliny Poświatowskiej o tym samym tytule. Mariaż plastycznych obrazów (doskonały pomysł z dużym ciemnym płótnem poruszanym przez artystów), z ruchem i współczesną muzyką to elementy kojarzące się z Ecce Homo. Spektakl w zamyśle autorki ma opowiadać o tym, co dzieje się w umyśle człowieka w czasach nieświadomego "uśpienia" i "przebudzenia". W scenicznej realizacji był jednak wizją zewnętrznej maski nakładanej przed światem, skontrastowanej z żywiołością i ukrytym "ja" człowieka. To opozycja prawdziwego życia, uczuć i martwoty, bez-życia manekinów.
Kilka świetnych pomysłów wizualnych i choreograficznych, sporo dobrej energii, jaka płynęła ze sceny, to niewątpliwe plusy spektaklu. Smutna była niesłychana mroczność spektaklu: wszystko utrzymane w ciemnych barwach, i słabo oświetlone. Zabrakło mi tego, co uwielbiam w spektaklach Ecce Homo: niezwykłej łatwości opowiadania o trudnych tematach w prosty, niezwykle trafny, wręcz dosadny, sposób. To raczej zbiór luźno połączonych scen, układów choreograficznych, a nie historia człowieka czy idealnego manekina, kimkolwiek by on był.
Agnieszka Kozłowska-Piasta - Teraz, nr 11(23) listopad 2005
Już po raz piąty Stowarzyszenie "Ecce Homo" organizuje przegląd teatrów alternatywnych. W dniach 4-8 listopada w auli kieleckiego Plastyka i w Teatrze im. Żeromskiego obejrzeć będzie można aż 10 spektakli teatralnych.
Niewątpliwą gwiazdą tegorocznego przeglądu będzie warszawski teatr Stara ProchOFFnia ze spektaklem "norway, today" w reżyserii Piotra Łazarkiewicza. We współczesnej historii Romea i Julii w sztucznym internetowym świecie zobaczymy Marię Seweryn i Rafała Mohra. Czy naprawdę należy poświęcać prawdziwe, realne życie dla udawanych, pośrednich kontaktów przez chaty, listy dyskusyjne i maile? O tym przekonamy się dopiero na zakończenie festiwalu, 8 listopada.
Wcześniej kieleckim teatromanom zaprezentuje się m.in. Janusz Stolarski, i to aż w dwóch monodramach: "Ecce Homo" (6.11) i "Zemście czerwonych bucików" (5.11). Aktor poznańskiego Teatru Ósmego Dnia po raz kolejny przywiezie do Kielc spektakl na podstawie "Tako rzecze Zaratustra" Fridricha Nietzchego. "Ecce Homo" tak podobał się kieleckiej publiczności, że organizatorzy przeglądu postanowili zaprosić artystę raz jeszcze. To studium szaleństwa i geniuszu, wsparte doskonałymi rozwiązaniami scenograficznymi zdobyło m.in. Grand Prix na Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Jednego Aktora w Toruniu w 1991 roku. "Zemsta czerwonych bucików" Philipa-Dimitii Galasa została przetłumaczona specjalnie dla Stolarskiego. To opowieść o aktorze, który jako dziecko już występował na scenie. W dorosłym życiu osiągnięcie sukcesu nie jest już takie proste. Pozostaje wspomnienie ulubionej przez wszystkich piosenki o czerwonych bucikach...
Inspirowany malarstwem Edwarda Hoppera, piękny wizualnie, plastyczny spektakl "Nieprzemijający urok zachodów słońca" warszawskiego Teatru Academia będzie można obejrzeć 7 listopada w Teatrze im. Zeromskiego. Na przeglądzie (4.11) pojawi się także wielokrotnie goszczący w Kielcach Terminus a Quo z Nowej Soli, tym razem ze "Szkołą Czarownic". Tego samego dnia Marek Brand z teatru Zielony Wiatrak z Sopotu w spektaklu "BRh+" rozprawi się z genetyczną determinacją losu człowieczego - przemożną siłą, na którą nikt z nas nie ma żadnego wpływu.
Dzień później Teatr Wiczy z Torunia odważy się nawet na premierę, w której aktorzy postarają się odpowiedzieć na pytania: "Kim być, żeby być Cesarzem? Kim być, jeśli jest się Cesarzem?". Compania Teatralna Banda Oszustów, składająca się z członków zespołów dwóch teatrów: teatru Rondo ze Słupska i Teatru im. Bogusławskiego z Kaliszu, pokaże jak swobodnie, postmodernistycznie można zabawiać się z dramatem Witkacego "Matka" (6.11).
Na przeglądzie nie zabraknie też gospodarza imprezy, teatru Ecce Homo. Ostatnią premierę zespołu "Manekiny" według pomysłu Aleksandry Jaworskiej, młodzi artyści kieleckiej sceny zaprezentują w holu Kinoplexu w Galerii Echo 4 listopada. Dzień później będzie można zobaczyć "Krem z Pomidorów, czyli s(po)tworzenie Ewy" w reżyserii. Karoliny Krawczyk. Przeglądowi towarzyszyć będą warsztaty muzyczno-ruchowe prowadzone przez aktorów Ośrodka Praktyk Teatralnych "Gardzienice" Dorotę Porowską i Tomasza Rodowicza.
Wstęp na wszystkie spektakle w ramach V Przeglądu Teatrów Alternatywnych jest bezpłatny.
Obowiązują jedynie wejściówki, które można odbierać w dniach 23 listopada w godz.16-18 w liceum Plastycznym, 4-6 listopada przed spektaklami także w "Plastyku", a 7 i 8 listopada w Teatrze im. Żeromskiego.
Agnieszka Kozłowska-Piasta - informator Wici Info 2, listopad 2005
W ciągu najbliższych pięciu dni miłośnicy teatru nie będą mieli zbyt dużo wolnego czasu. W Kielcach rozpoczyna się V Przegląd Teatrów Alternatywnych organizowany przez Stowarzyszenie Artystyczne "Ecce Homo".
Program tegorocznego przeglądu prezentuje się naprawdę imponująco. W ramach imprezy na trzech scenach - w Kinopleksie, auli "plastyka" i w Teatrze im. Żeromskiego - wystąpi aż dziewięć zespołów teatralnych z całego kraju. Na uwagę zasługuje zwłaszcza wtorkowy finał przeglądu - spektakl Starej ProchOFFni "Norway, today" w wykonaniu Marii Seweryn i Rafała Mohra.
Ale spektakle teatralne to nie jedyna atrakcja przeglądu. Tradycyjnie odbywać się będą warsztaty teatralno-choreograficzne prowadzone przez Dorotę Porowską i Tomasza Rodowicza - aktorów Ośrodka Praktyk Teatralnych "Gardzienice" (sobota i niedziela w godzinach południowych). Informacje o zapisach można uzyskać pod numerem telefonu 0-698 355 163. Nie zabraknie też muzyki. W tych samych dniach, około godz. 17, w holu "plastyka" rozpoczną się koncerty Piotra Kędziory (sobota) i Franciszka i Filipa Tuzów (niedziela). I najważniejsze - wstęp na wszystkie spektakle i imprezy towarzyszące jest bezpłatny. Obowiązują jednak wejściówki, można je odbierać od dziś do niedzieli przed spektaklami w "plastyku" oraz w poniedziałek i wtorek w Teatrze im. Żeromskiego. Dla naszych czytelników mamy 4 podwójne zaproszenia na spektakle oraz 1 podwójne zaproszenie na sztukę "Norway, today". Jak je zdobyć - czytaj w "SMS-owym szaleństwie".
Współorganizatorami przeglądu są Państwowe Szkoły Sztuk Plastycznych w Kielcach, Teatr im. Stefana Żeromskiego, Studenckie Centrum Kulturalne Politechniki Świętokrzyskiej. Więcej informacji na stronie internetowej www.eccehomo.kielce.com
Paweł Słupski - Gazeta Wyborcza (Co jest grane), 4 listopad 2005
Spektaklem "Manekiny" kieleckiego teatru Ecce Homo rozpoczął się w piątek V Przegląd Teatrów Alternatywnych. Inauguracyjny występ aktorów w holu Kinopleksu wzbudził spore zainteresowanie widzów. Dwie kolejne sztuki pokazano w auli "plastyka".
"Manekiny" to ostatni premierowy spektakl teatru Ecce Homo. Reżyserem jest Aleksandra Jaworska, znana z występów w Kieleckim Teatrze Tańca, i pewnie przez to jej dzieło można śmiało nazwać mariażem teatru z choreografią. Inspiracją do wystawienia sztuki był wiersz Haliny Poświatowskiej pod tym samym tytułem.
"Manekiny", które rozpoczęły wczoraj V Przegląd Teatrów Alternatywnych, pokazano w nietypowym miejscu - w holu Kinopleksu w Galerii Echo. Występ młodych aktorów z Ecce Homo przyciągnął kilkadziesiąt, głównie młodych, ludzi. - Dobrze, że teatr wychodzi do nas i pojawia się w takich miejscach jak to. To też dobry pomysł na rozreklamowanie przeglądu - komentował Łukasz, student Akademii Świętokrzyskiej.
Impreza potrwa do wtorku, a zakończy ją głośny spektakl "Norway, today" w wykonaniu warszawskiej Starej ProchOFFni. W rolach głównych Maria Seweryn i Rafał Mohr. Szczegóły na stronie internetowej www.eccehomo.kielce.com
PES - Gazeta Wyborcza, 5 listopad 2005
Wtorkowy spektakl "norway.today" w Teatrze im. Żeromskiego zakończył trwający od tygodnia w Kielcach V Przegląd Teatrów Alternatywnych.
Przedstawienie w wykonaniu Starej ProchOFFni obejrzał nadkomplet publiczności. Wyreżyserował je Piotr Łazarkiewicz, a w rolach głównych zagrali Maria Seweryn i Rafał Mohr. Podczas kilku dni publiczność mogła oglądać ambitne przedstawienia. Organizatorzy nie kryją zadowolenia z imprezy. - Jesteśmy bardzo mile zaskoczeni, że zainteresowanie przeglądem było tak duże. Dodatkowym sukcesem jest zyskanie zupełnie nowej widowni, tej starszej - mówi Anna Kantyka, kierownik artystyczny teatru Ecce Homo.
EŁ - Gazeta Wyborcza, 9 listopad 2005
Dziewięć przedstawień, pokaz pracy warsztatowej i dwa koncerty wypełniły program V Przeglądu Teatrów Alternatywnych organizowany przez Stowarzyszenie Ecce Homo (4-8 listopada). Po raz pierwszy czterodniowej imprezie towarzyszyły warsztaty teatralne.
Tym razem Stowarzyszenie Ecce Homo nie przygotowało nowego spektaklu. Przegląd zainaugurowało ostatnie przedstawienie grupy, "Manekiny", zagrane w holu Kinoplexu w Galerii Echo. Nieteatralna przestrzeń pomogła spektaklowi, który stracił wiele ze swojej koturnowości, przybliżył młodych artystów widzom i zabrzmiał wreszcie w stylu Ecce Homo.
W tym roku kieleckich wielbicieli innego teatru zauroczył Janusz Stolarski z Poznania w monodramie "Zemsta czerwonych bucików". Ten fenomenalny pokaz aktorstwa przyćmił poprzedni monodram tego aktora "Ecce Homo". Widzowie wskazywali także na opowieść o władzy, czyli "Cesarza" Teatru Wiczy z Torunia. W pamięci wielu pozostanie także urokliwa scena przy barze ze spektaklu "Nieprzemijający urok zachodów słońca" Teatru Academia z Warszawy.
Były i przedstawienia słabsze, jak "B Rh+" Marka Branda z Sopotu. Nadkomplet publiczności stawił się w ostatni dzień imprezy na "Norway today" w wykonaniu Starej ProchOFFni z Warszawy. Być może sprawiła to magia nazwiska gwiazdy spektaklu - Marii Seweryn, ale samo przedstawienie nieco rozczarowało. - Trochę szkoda, że na przedstawieniach naprawdę dobrych było trochę wolnych miejsc, a tutaj zjawiło się tak dużo ludzi. Uważam, że to przedstawienie było absolutnie chybione. Choć nie żałuję, że je obejrzałem. Na przeglądach zawsze tak jest, że rzeczy gorsze pozwalają dookreślić te naprawdę dobre - powiedział na zakończenie przeglądu jeden z najwierniejszych jego obserwatorów, pan Artur.
Dużą atrakcją był pokaz pracy po dwudniowych warsztatach prowadzonych przez Dorotę Porowską i Tomasza Rodowicza, kiedyś aktorów Ośrodka Praktyk Teatralnych "Gardzienice", a teraz Stowarzyszenia "Chorea". Dla młodych uczestników zajęć była to szansa doświadczenia innego aktorstwa, poprzez dążenie do starożytnej chorei, czyli trójjedni gestu, muzyki i słowa.
Nie ma wątpliwości: przegląd nabiera rozpędu, ma już swoją stałą publiczność, a co roku dołączają do niej nowi widzowie. W programie znalazła się premiera (Teatr Wiczy). Po raz pierwszy impreza częściowo opuściła aulę "Plastyka", 2 spektakle odbyły się w Teatrze Żeromskiego - W tym roku zainteresowaliśmy imprezą starszych widzów, którzy zwykle do nas nie zaglądali. Bardzo się z tego cieszę, bo przecież nie robimy przeglądu tylko dla ludzi młodych - mówi Anna Kantyka, kierownik artystyczny grupy Ecce Homo i inicjatorka przeglądu. - W przyszłym roku musimy polepszyć warunki oglądania spektakli w Plastyku. Wszystkie krzesełka są rozstawione na jednym poziomie, więc wielu widzów skarży się na ograniczoną widoczność. Co do programu, to mam już kilka pomysłów - zapowiada.
Jaki jest teatr alternatywny? Powstaje z emocji i potrzeby wypowiedzi artystycznej na ważny temat, na marginesie życia teatralnego w kraju. Nie potrzebuje wielkich scen, wspaniałych wnętrz, drogich dekoracji. Bierze się z miłości do sztuki, człowieka, potrzeby zmiany rzeczywistości. Nie poszukuje poklasku, choć nagrody i wyróżnienia na festiwalach nie są mu obce. Korzysta z wielu środków artystycznych: ociera się o plastykę, wykorzystuje nowoczesne środki audiowizualne, korzysta z autorskich tekstów. To dobrze, że w Kielcach jest grupa ludzi, którzy kochają teatr i umożliwiają innym kontakt z takimi przedsięwzięciami.
Agnieszka Kozłowska-Piasta - Teraz, nr 12(24) grudzień 2005
"Wszystko jest krwią", spektakl Stowarzyszenia Ecce Homo obejrzeli 1 grudnia widzowie I Studenckiego Festiwalu Teatralnego "Kontestacje" w Lublinie. Organizatorzy sami nas znaleźli i zaprosili. Graliśmy tylko jeden spektakl, za to przy pełnej sali. Zainteresowanie imprezą było bardzo duże. Dostaliśmy zaproszenie na przyszły rok - opowiada szefowa Stowarzyszenia Anna Kantyka.
Ecce Homo wystąpiło w towarzystwie innych znanych grup alternatywnych, m.in. Terminusa a Quo z Nowej Soli, Stacji Szamocin, Teatru NN z Lublina. Czterodniową imprezę (1-4 XII), zorganizowało Akademickie Centrum Kultury UMCS "Chatka Żaka". Festiwal nie miał charakteru konkursowego. "Wszystko jest krwią" w reżyserii Jacka Gruszewskiego, absolwenta kieleckiego Plastyka i studenta ASP, miał swoją premierę w 2000 roku. Od tego czasu skład zespołu się zmienił. - W Lublinie zagrała po raz pierwszy nowa dziewczyna. Poradziła sobie świetnie. Myślę, że latem zagramy spektakl w Kielcach - oceniła Kantyka.
Przedstawienie, jak zwykle, wywołało skrajne emocje, byli zachwyceni i zniechęceni widzowie. Graliśmy na małej scenie. Nie była to zbyt dobra dla nas przestrzeń: za niska i za wąska. Mimo to, udało się. Mamy jednak wrażenie, że nasz kielecki przegląd teatrów alternatywnych ma lepszy klimat. Może to wina miejsca, gdzie odbywają się spektakle, może to przez to, że przegląd zorganizowano po raz pierwszy. Jeśli organizatorzy potwierdzą zaproszenie na przyszły rok, na pewno tam pojedziemy. Oczywiście z innym spektaklem - dodaje.
Agnieszka Kozłowska-Piasta - Teraz, nr 1(25) styczeń 2006
Dwie premiery w Plastyku] Teatr "Ecce homo" zaprezentował 8 marca w auli Państwowych Szkół Plastycznych dwie premiery. Pierwszy spektakl to autorskie przedstawienie młodziutkiej artyski Emilii Radwańkiej "Wariacje bez tematu".
Już sam tytuł jest kontrowersyjny, bo jak potwierdzi każdy muzyk, nie ma wariacji bez tematu. Przedstawienie przewrotne i zaskakujące. Wystarczy wymienić imiona postaci: Kobieta Z Ogonem, Kobieta Bezogonna, Plujący Pestkami, Żaba Rodząca Samą Siebie. Wszyscy są elementami rzeczywistości widzianej oczami dwóch poszukiwaczy. Zgubili oni cenny przedmiot, jednak nie ujawniają co to jest. Na swojej drodze spotykają wyraziste osobowości, które mogłyby pomóc, ale ich dziwactwa w tym przaszkadzają. Barwną postać stworzyła sama autorka. Grała psychicznie chorego człowieka, poszukujacego dziury w całym. Jej problem niejako rozwiązuje scena finałowa, gdy okazuje się, że zaginionym przedmiotem był guzik od marynarki.
Forma pozostawia jednak wiele do życzenia. Sporo w nim szkolnej recytacji i wyolbrzymienia polegającego na przesadnym używaniu gestów, figur, które zamiast podkreślać sens, zagłuszają go.
Drugi spektakl, "Antygona" w reżyserii Edwarda Gramonta z Teatru Terminus a Quo z Nowej Soli, gościł już w kieleckim Plastyku w 2003 roku podczas Przeglądu Teatrów Alternatywnych. Reżyser do udziału zaangażował tym razem aktorów teatru "Ecce homo". Spektakl jest adaptacją dramatu Sofoklesa a interpretacja tekstu jest minimalna.
Brakuje pomysłu na pokazanie losów Anytgony i Kreona. Zaburzone jest napięcie akcji, które rośnie do połowy trwania przedstawienia a potem powoli opada tak, że finał jest zupełnie niedostrzegalny.
Dobre aktorskie kreacje stworzyły Agata Orłowska w roli tytułowej i Ania Zapała jako Ismena. W stworzonych przez nie postaciach jest konsekwencja i szczere emocje. Pozostałe postaci rozmywają się bądź to z powodu pomieszania powagi, tragedii i groteski (Kreon) bądź w oschłości i oziębłości (Hajmon). Zespołowi należa się jednak gratulacje za próbę zmierzenia się klasyką i chociaż antycznego katharsis nie dostąpiłam to cieszy mnie fakt, że "Ecce homo" ciągle poszukuje nowych dróg. A nad formą można popracować.
Notatka: Gosia Janaszek - wici.info, 9 marzec 2006
Dziesięć spektakli, wiele imprez towarzyszących - na pierwszy rzut oka impreza się rozwija. Ale przegląd nadal gnieździ się w nieprzyjaznej widzowi sali kieleckiego "plastyka", rzadko korzystając z gościny innych instytucji kulturalnych. Ciągle oferuje spektakle teatrów mało znanych, a publiczności nie przybywa. Tradycyjnie: najliczniej reprezentowana była młodzież i zabrakło tych, którzy bywają na każdej premierze w Teatrze Żeromskiego.
Brakło w tym roku spektaklu, który wybijałby się ponad wszystkie. Było kilka bardzo dobrych, a zwłaszcza dwa przedstawienia poznańskich teatrów: "Ra Re" Porywaczy Ciał i "Bad song" zespołu Kapral feat De Kolt. Pierwszy z nich to koncertowa absurdalność: opowieść o m.in. wizycie mrówek w namiocie, grze w softball, bogach Ra i Re - teatralna, zabawna i doskonale zagrana przez dwie aktorki. Porywacze Ciał od lat znani są z niezwykłej agresywności i dobitności w ośmieszaniu społecznych paradoksów. "Ra Re" świetnie to pokazuje.
"Bad song" jest eksperymentem z... materią spektaklu. Wsparta muzyką na żywo impresja o polskim kapitalizmie była nowoczesna w formie (czy to na pewno był spektakl?) i konkretna w treści. Trzy listy do kapitalizmu: list motywacyjny, podziękowanie za przyjęcie do pracy i stos przekleństw z powodu wyrzucenia z pracy, wygłaszane w towarzystwie mikrofalówki przerobionej na katarynkę, z pewnością zapadły widzom w pamięć.
"Eksperymentalny" był także monodram Marcina Bortkiewicza "Błogosławiony" z Teatru im. Bogusławskiego w Kaliszu. Ponadpółtoragodzinny popis aktorski sprawdzał wytrzymałość widzów i był doskonałym przykładem kiepskiej reżyserii. Z podziwem patrzyłam, jak Bortkiewicz z precyzją i wprawą zmienia postaci, snując opowieść o Józefie. Gdyby spektakl skrócono o połowę, prawdopodobnie zasłużyłby na laur najlepszego spektaklu przeglądu.
Na uwagę zasługuje także Teatr Kreatury z Gorzowa. "Miejski kraul" powstał w oparciu o "Cukier w normie" Sławomira Shutego. Trzyosobowy zespół minimalnymi środkami scenograficznymi - dwa krzesła i płachta materiału z niezwykłą lekkością i znajomością aktorskiego rzemiosła pokazał Polaków w dobie raczkującego konsumpcjonizmu i kapitalizmu: ich fobie, sztuczność relacji rodzinnych, pozoranctwo, kult pieniądza.
Nie zapominam o gospodarzach. W lodowato zimnej hali Bazy Zbożowej "Ecce Homo" pokazało fragmenty "Don Juana" Moliera, nad którym zespół pod nadzorem Marcina Bortkiewicza pracował podczas warsztatów. Efekt przeszedł moje oczekiwania. W spektaklu widać pracę, jaką młodzi ludzie włożyli w realizację tego przedsięwzięcia: lepsza dykcja, emisja głosu, doskonałe rozwiązania reżyserskie. Potwierdziło się to, o co zespół "Ecce Homo" podejrzewałam od dłuższego czasu: ich możliwości są znacznie większe od tego, co do tej pory prezentowali. Wystarczy tylko dobry nauczyciel, który poświęci czas grupce młodych zapaleńców.
Na przeglądzie były także chybione spektakle. Hermetyczny i przeintelektualizowany "Wieczorek anarchistyczny" Stajni Pegaza z Sopotu był nużący. Konsternację wywołał u mnie pokaz Teatru Kapkazy - przyzwoite aktorstwo w tworze o bliżej nieokreślonych parametrach. Stylizowana na ludową opowieść może być moim zdaniem - najwyżej zaczynem do spektaklu, nad którym państwo Skowerscy powinni popracować.
Mimo wszystkich mankamentów dobrze, że w Kielcach mamy Przegląd Teatrów Alternatywnych. Szkoda, że nie mamy więcej zespołów, które mogłyby na nim występować.
Agnieszka Kozłowska-Piasta - Teraz, nr 12(36) grudzień 2006
"Wybrańca" w reżyserii Marcina Bortkiewicza zaprezentowali wczoraj młodzi aktorzy z kieleckiego teatru Ecce Homo.
Sztuka na podstawie powieści Tomasza Manna to historia człowieka, który mimo popełnienia ogromnego grzechu został papieżem. Opowieść o rycerzu Grigoriusie, dziecku kazirodczej miłości królewskiego rodzeństwa. Wyrzucony z pałacu chłopak, po latach wraca na dwór rodziców i wiąże się z kobietą, która okazuje się być jego matką. To opowieść o etyce, o problemie winy i pokuty, przedstawiona w sposób ironiczny i moralistyczny. Budzi śmiech i zarazem grozę.
Dobra gra młodych aktorów (szczególnie odtwórcy głównych ról: Agata Orłowska, Michał Pustuła i Paulina Chreścionko) i ascetyczna scenografia to najmocniejsze strony tego spektaklu.
- Jestem zadowolony z wyniku. Tym bardziej że nad sztuką pracowaliśmy tylko przez cztery dni. Aktorzy nie mieli nawet czasu zżyć się z postaciami, które grają - zwraca uwagę Marcin Bortkiewicz, reżyser, absolwent Mistrzowskiej Szkoły Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy.
mon - Gazeta Wyborcza, 9 marca 2007
Już drugi rok z rzędu, w dniu ósmego marca Stowarzyszenie Teatralne Ecce Homo zaprosiło na wieczór teatralny. W tym roku pokazano również dwa spektakle. Pierwszy, przygotowany specjalnie na tę okazję przez zespół Stowarzyszenia, na podstawie powieści Tomasza Manna "Wybraniec" i "Gesta Romanum" w reżyserii i opracowaniu Marcina Bortkiewicza, aktora Teatru im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu. Drugi , monodram, "Bobok" według opowiadania fantastycznego Fiodora Dostojewskiego, w reżyserii Otto Miedziewskiego przedstawiony przez Marcina Bortkiewicza, tym razem w roli aktora.
Aktorzy "Ecce Homo" kolejny raz pracowali z kaliskim aktorem. Poprzedni spektakl, oparty na historii Don Juana był udaną próba odejścia od dotychczasowej formuły. Tak też było i tym razem. Historia "Wybrańca", opowiedziana w kilkunastu krótkich scenach, przedstawiona została w dobrym tempie, zaskakiwała pomysłami inscenizacyjnymi, pozwoliła wykonawcom pokazać inne niż dotychczas umiejętności aktorskie. Reżyser postawił nie tylko na słowną interpretację tekstu, ale także oparł całość na ruchu scenicznym. Dzięki temu spektakl był dynamiczny, zmontowany w iście filmowym rytmie. Momentami zaskakiwał swoją rubasznością i humorem nie tracąc nic z moralnego przesłania. Wśród aktorów uwagę zwracał Michał Pustuła, obecnie najbardziej dojrzały aktor w zespole.
Drugi spektakl - "Bobok" - był popisem umiejętności scenicznych Marcina Bortkiewicza. W ciągu półtorej godziny aktor wcielił się w kilka postaci męskich i żeńskich. Mając do dyspozycji tylko światło i kilka prostych rekwizytów , potrafił pokazać upiorny klimat cmentarza i jego mieszkańców, ale też stworzyć wiarygodną postać głównego bohatera a jednocześnie narratora.To w jego wyobraźni odbywa się porażająca parada menażerii ludzkiej opętanej najgorszymi człowieczymi grzechami. Koszmar i komizm, świetnie oddany w opowiadaniu przez autora , zachowały tu także swoje proporcje. Spektakl porażał i śmieszył. Reżyserowi i wykonawcy udało się oddać, tak charakterystyczne dla Dostojewskiego, ciemne strony ludzkiej duszy, ludzkich namiętności i niezwykłe rozwibrowanie emocji.
Oba przedstawienia na pewno zyskałyby w odbiorze, gdyby pokazano je w bardziej sprzyjających warunkach niż sala gimnastyczna. Stowarzyszenie Teatralne Ecce Homo zasługuje na własną scenę.
Grzegorz Cuper - Teraz, nr 4(40) kwiecień 2007
Teatr Ecce Homo pokonał dwadzieścia zespołów i zdobył główną nagrodę na XVII Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Niezależnych w Ostrowcu Wielkopolskim. Jury jednomyślnie uznało kielecki zespół za absolutnego faworyta.
W ostatni weekend młodzi aktorzy zaprezentowali na festiwalowej scenie spektakl "Wybraniec" na motywach powieści Tomasza Manna oraz "Gesta Romanorum" w reżyserii Marcina Bortkiewicza i zdobyli jedną z dwóch głównych nagród.
- Jury uznało, że pod każdym względem było to przedstawienie doskonałe. Oceniający docenili przede wszystkim entuzjazm i pasję aktorów. To nasz największy sukces - nie ma wątpliwości Anna Kantyka-Grela, kierownik artystyczny teatru.
"Wybraniec" to opowieść o rycerzu Gregoriusie, dziecku kazirodczej miłości królewskiego rodzeństwa. Wyrzucony z pałacu chłopak po latach wraca na dwór rodziców i wiąże się z kobietą, która okazuje się jego matką. Dopiero lata pokutniczego życia wymarzą grzechy, a Gregorius zostanie papieżem. "Wybraniec" jest opowieścią o problemie winy i pokuty, przedstawioną w sposób budzący zarazem śmiech i grozę.
mon - Gazeta Wyborcza, 22 maja 2007
Aktorzy z Ecce Homo i Terminus a Quo z Nowej Soli zmienili w sobotni wieczór plac Artystów w teatralną scenę. Przed nieco zdezorientowanymi kielczanami zaprezentowali cztery spektakle.
Przez cztery godziny zebranej na placu widowni aktorzy dostarczyli mnóstwa wrażeń. Teatralny wieczór rozpoczął Terminus a Quo spektaklem "Wyglądanie". Przy użyciu niewielkiej prostokątnej dykty i w rytmie ostrej muzyki aktorzy stworzyli niesamowite widowisko. Zaraz po nich wystąpił teatr Ecce Homo ze spektaklem "Kruchość". Następnie zgromadzeni wokół niewielkiej sceny widzowie obejrzeli "Wariata i zakonnicę" na motywach Witkacego w wykonaniu Terminus a Quo, a zaraz po nim "Wybrańca" Ecce Homo na motywach powieści Tomasza Manna. Kilka miesięcy temu "Wybraniec" zdobył główną nagrodę na VIII Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Niezależnych w Ostrowie Wielkopolskim.
Spektakle to część projektu "Z obłoków sztuki na bruki", w ramach którego Stowarzyszenie Artystyczne Ecce Homo i Kapkazy Szkoła Wrażliwości przez kolejne sobotnie wieczory prezentują na placu Artystów odsłony szeroko rozumianej sztuki. Za tydzień warsztaty ceramiczne.
mon - Gazeta Wyborcza, 15 lipca 2007
Od czwartku 4 października w Bazie Zbożowej trwa VII Przegląd Teatrów Alternatywnych, cz. I "Brukowisko". W piątek twórcy wychodzą na plac Artystów.
Przegląd o godz. 14 rozpocznie spektakl Andrzeja Kuby Sielskiego "Teatr pełny wrażeń". To sztuka głównie dla dzieci, choć nie tylko, z gatunku teatru partycypacji. Każdy, kto zechce ją obejrzeć, weźmie w niej udział. Spektakl łączy w sobie elementy pantomimy, commedii dell'arte, improwizacji aktorskiej i edukacji teatralnej. O godz. 15 widzowie zobaczą "Magiczną trupę Robinsona Bluesa" autorskiego Teatru Wielkie Koło z Będzina. To magiczna historia ojca Robinsona, który z synem Kosmą oraz Marantą tworzy teatralną trupę wędrującą po świecie.
O godz. 16 na scenę wejdą aktorzy krakowskiego Teatru Nicoli, którzy pokażą "święto kucharza". Z kolei godzinę później znów zagości Teatr Wielkie Koło, tym razem jednak z muzycznym projektem "Mantrans". Przedsięwziecie to jest połączeniem różnych gatunków muzycznych: bluesa, ballady, jazzu i reggae. Przegląd o godz. 18 zakończy w Bazie Zbożowej "Oun" - monodram Katarzyny Pawłowskiej i Macieja Adamczyka w wykonaniu poznańskiego Teatru Porywacze Ciał. OUN, czyli obwodowy układ nerwowy składa się z dwóch układów: autonomicznego, który łączy go z narządami wewnętrznymi i powoduje reakcje niezależne od naszej woli, oraz somatycznego, przewodzącego impulsy nerwowe pomiędzy receptorami OUN, mięśniami i gruczołami. Działanie tego układu w dużym stopniu podlega kontroli świadomości. Wstęp na przegląd jest wolny.
Monika Rosmanowska - Gazeta Wyborcza, 5 października 2007
Nieduża, czarna sala w Bazie Zbożowej w Kielcach. Pachnie nowością, potem i ciężką pracą. W kółku siedzi osiem osób. Są bez butów i z przesadą czytają... wiersz Ewy Szelburg-Zarembiny "Idzie niebo ciemną nocą". Po chwili ustawiają się w pary i zaczynają tańczyć walca wiedeńskiego. Jest przy tym dużo gwaru, dyskusji, ciepła i przekomarzań.
To wieczorne zajęcia Ecce Homo, alternatywnego zespołu teatralnego działającego w Kielcach już dziesięć lat. Lekcja tańca. - W ostatniej scenie spektaklu, do którego rozpoczęliśmy próby, ruszą do walca mówi Anna Kantyka-Grela, szefowa Stowarzyszenia Artystycznego Teatr Ecce Homo. Będzie to "Padamme, Padamme" według "Oddziału chorych na raka" Aleksandra Sołżenicyna w reżyserii Marcina Bortkiewicza. Premiera 11 listopada. - To dla nas nowe wyzwanie. Do tej pory nigdy tak długo nie pracowaliśmy nad spektaklem - dodaje.
Spektakl będzie hołdem złożonym założycielowi Ecce Homo, Tadeuszowi Majowi. Artysta, dyrektor Liceum Sztuk Plastycznych w Kielcach, był inicjatorem powstania grupy. - Maj chciał stworzyć szansę uczniom, aby wypowiadali się artystycznie także w innej dziedzinie sztuki. Zmarł po dziewięciu miesiącach od założenia grupy. Powstał tylko jeden spektakl "Ecce Homo". To był najtrudniejszy moment w historii zespołu - wspomina Anna Kantyka-Grela, która opiekuje się grupą od chwili jej powstania.
Teatr przetrwał ten kryzys. Na początku prowadzili go wspólnie Marek Tercz i Anna Kantyka-Grela. Od 7 lat Kantyka spełnia funkcje nie tylko menedżerki, ale także kierownika artystycznego. Teatr działa i jest widocznym punktem na mapie kulturalnej miasta. Na swoim koncie ma 24 premiery. Spektakle niezwykle różnorodne: plastyczne, taneczne, uliczne miały jedną wspólną cechę: niezwykłą szczerość i ekspresję przekazu, choć słowa pojawiały się w nich na początku rzadko. Powstawały głównie na podstawie autorskich scenariuszy członków ekipy. Aktorzy sami proponowali rozwiązania sceniczne, projektowali kostiumy, scenografię. Najważniejszym, stale poruszanym tematem spektakli była samotność i próba odnalezienia swojego miejsca wśród innych ludzi. Przez zespół przewinęły się 123 osoby. To głównie młodzi ludzie licealiści i studenci. Od roku w ekipie jest Mariusz Skowerski-Kosmalski ze Szkoły Wrażliwości w świętokrzyskich Kapkazach. Niektórzy odchodzą, inni nadal współpracują z teatrem, jak Jacek Gruszecki, kiedyś aktor i reżyser Ecce Homo. Najdłuższy staż w zespole ma Michał Pustuła pięć i pół roku. Najkrótszy - nowi, którzy przyszli miesiąc, dwa temu. - Nie robię już ca-stingów. Stosuję naturalną selekcję. Wrażliwi i pełni pasji, zostają z nami dłużej - mówi Anna Kantyka-Grela.
Co młodzi aktorzy cenią sobie w zespole? Wspaniałą atmosferę, to, że realizują swoją pasję, stale się uczą, przełamują swoje słabości i poprzez nowe zadania aktorskie i ćwiczenia dowiadują się o sobie coraz więcej. Nie myślą o studiach aktorskich. Już wiedzą, że mogą działać w teatrze alternatywnym, w którym nie zawężają swoich zainteresowań i ambicji, a na dodatek pracują prawie jak profesjonaliści. Lubią swoje przedstawienia i bacznie obserwują reakcje widowni. - Na "Wybrańcu" śmiała się publiczność z wielu miast, tylko nie kielecka - zauważa Michał Pustuła. - To jakiś kosmos. Ludzie tutaj nas się boją, a może nie do końca rozumieją.
Zapytani o ulubione spektakle odpowiadają: "Wszystkie", albo "Każdy następny, który zrobimy". Wspominają wyjątkowe przedstawienia, np. "Wszystko jest krwią" (spektakl z 2000 roku, w reżyserii Jacka Gruszeckiego, wspaniała wizualnie opowieść o buncie przeciwko okrucieństwu świata i zniewoleniu człowieka) grane o półno-cy na zamku w Szydłowcu. Wskazują także na nagrodzonego na VIII Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Niezależnych w Ostrowcu Wielkopolskim "Wybrańca" na motywach Tomasza Manna i "Gesta Romanorum". Swoim spektaklem o średniowiecznych realiach grzechu, nieco anachronicznym i groteskowym Ecce Homo zdobyło tam główną nagrodę, pokonując m.in. Porywaczy Ciał z Poznania, Teatr Rondo ze Słupska, gorzowskie Kreatu-ry, Stację Szamocin i Teatroterapię z Lublina.
Są ze sobą bardzo zżyci. Dzięki programowi "Z obłoków sztuki na bruki" spędzili ze sobą prawie całe wakacje, mieli integracyjne spotkania i próby poza Kielcami. Nie są gwiazdorami: z równą pasją grają na scenie i zmy-wają podłogę przed spektaklem. Chcą się uczyć i pracować. Właśnie dzięki temu od ponad roku współpracują z Marcinem Bortkiewiczem, aktorem, reżyserem, twórcą wielu nagradzanych monodramów i autorem adaptacji wielkiej literatury, przez 13 lat związanym z Ośrodkiem Teatralnym Rondo w Słupsku. Zaczęło się "niewinnie" - od warsztatów w ubiegłoroczne wakacje. Bortkiewicz był zaskoczony ilością uczestników oraz ich wielką chęcią do pracy. Po trzech dniach wyjeżdżał zaprzyjaźniony z ekipą, aby wkrótce, w ciągu pięciu dni, wyreżyserować "Wybrańca". Wymaga od nas tyle, co od profesjonalnych aktorów. Jest perfekcjonistą i zaraża nas pa-sją. Często otwiera nam oczy pokazując, jak wiele możemy i potrafimy zrobić na scenie. Nie jest tyranem przy-wiązanym do swojej wizji, wyłapuje nasze gesty, ru chy, czasami nawet nieświadome i włącza je w strukturę spektaklu opowiadają młodzi aktorzy. - Bardzo podoba mi się jego styl pracy. Pewnie dlatego, że uwielbiam kino, a Marcin jest także reżyserem filmowym, ukończył Mistrzowską Szkołę Reżyserii Andrzeja Wajdy - komentuje Kantyka-Grela.
Odkąd współpracują z Bortkiewiczem teatr rozwija się coraz szybciej. Zarzucili swoje autorskie scenariusze i wielość form wypowiedzi scenicznej na rzecz przedstawień dramatycznych. Mają coraz lepszą dykcję i emisję głosu, a pomysłów reżyserskich nie powstydziłby się nawet teatr zawodowy. Czy to koniec dawnego Ecce Homo? - Na razie jesteśmy na przystanku Bortkiewicz. Scenariusze członków zespołu czekają w kolejce, z pewnością do nich wrócimy, bogatsi o doświadczenia sceniczne - wyjaśnia Kantyka. - Dzięki Marcinowi inaczej myślę o Ecce Homo. Próbujemy stworzyć małą, najwyżej 10-osobową grupę, która będzie stale doskonaliła warsztat sceniczny, stając się niemalże profesjonalnym zespołem. To będzie baza dla całego stowarzyszenia, bo nie wyobrażam sobie, aby Ecce Homo ograniczyło się tylko do tej skromnej reprezentacji. Od teatru ważniejsi są dla mnie ludzie - dodaje.
Ważnym momentem w historii Ecce Homo było powstanie Bazy Zbożowej, a potem remont sali teatralnej w dużej hali. Są w trakcie przeprowadzki z Liceum Sztuk Plastycznych, które przez dziesięć lat gościło ich w swoich pomieszczeniach. - Po remoncie aula stała się salą gimnastyczną, pogorszyła się akustyka. Mimo, że szkoła jest nam nadal przychylna, lepiej nam w Bazie, ćwiczymy tu już od pół roku. Sala teatralna daje nam wolność, niezależność. Nie musimy sprzątać wszystkich gratów i dekoracji po każdej próbie. Możemy przychodzić tutaj o dowolnej porze i pracować, ile tylko chcemy - opowiada Kantyka-Grela. Nie zapomniają jednak o korzeniach i swoim założycielu. Kolejnym hołdem dla Tomasza Maja było namalowanie kopii jego grafiki na ścianie hali Bazy Zbożowej. Jej autorką jest członkini grupy, aktorka Kamila Fąfara, Trwają przy nazwie Ecce Homo, choć przyznają, że jest ona zbyt zobowiązująca i często myląca. Nawiązuje do Pisma Świętego, więc zdarza się, że ci, którzy nie znają zespołu, sądzą, że jest to t eatr religijny.
Ecce Homo to nie tylko zespół teatralny, a także prężnie działająca instytucja kulturalna. Poza produkcją swoich spektakli: od kilku lat organizuje Przegląd Teatrów Alternatywnych, prezentujący dobre i ważne przedstawienia teatrów nieinstytucjonalnych z całej Polski. Dzięki Ecce Homo w Kielcach występowali m.in. Porywacze Ciał z Poznania, Kuba Kapral i Janusz Stolarski, zespoły ze Słupska, Sopotu i wielu innych ważnych ośrodków teatralnych w kraju. Organizowano warsztaty, m.in. prowadzone przez Tomasza Rodowicza i Dorotę Porowską z Gardzienic, obecnie Stowarzyszenie Teatralne Chorea. Festiwal ma wierną publiczność, a w tym roku odbędzie się po raz siódmy.
Kielce nie należą do ważnych ośrodków teatralnych w Polsce. Poza ofertą teatrów instytucjonalnych: Teatru im. Żeromskiego, "Kubusia" i Kieleckiego Teatru Tańca oraz kilkunastoma spektaklami "przyjezdnymi" nie dzieje się zbyt wiele. Dziesięcioletnia działalność Ecce Homo jest więc fenomenem - bez lokalnych inspiracji, wielo-letnich wspaniałych tradycji, trwają, działają i rozwijają się, tworząc coraz ciekawszą artystycznie ofertę. Czego można im życzyć z okazji jubileuszu? Aby dla tych młodych ludzi działalność w "Ecce Homo" była najpiękniejszym okresem w życiu - mówi Anna Kantyka-Grela. - Aby nie mieć problemów z pieniędzmi na bieżącą działalność i wreszcie być zauważonym, na przykład przez władze. Chcemy rozkręcić kielecką publiczność, wychować ją do odbioru fajnych, mądrych spektakli. Aby Teatr Ecce Homo był miejscem ważnym, cenionym, do którego zawsze warto przyjść - mówią młodzi aktorzy.
Agnieszka Kozłowska-Piasta - Teraz, nr 10(46) październik 2007
Kielecki Teatr Ecce Homo przygotowuje się do kolejnej premiery. Tym razem młodzi aktorzy pod kierunkiem reżysera Marcina Bortkiewicza [na zdjęciu] w spektaklu "Padamme, Padamme" zmierzą się z "Oddziałem chorych na raka" Aleksandra Sołżenicyna.
ŤLata 50., ZSRR. Zesłaniec stalinowski Kostogłow i partyjny aparatczyk Rusanow trafiają do tej samej sali na oddziale chorych na raka. Obaj, stojąc w obliczu śmierci, przewartościowują swoje dotychczasowe życie. Szpital staje się dla nich i dla reszty pacjentów oraz personelu medycznego mikrokosmosem. O wiele wyraźniej ujawniają się postawy moralne, wyostrzają sympatie i antypatie, znacznie szybciej trzeba się opowiedzieć za prawdą lub przeciwko niej, gdzie wreszcie miłość nabiera niepowtarzalnego i ostatecznego kształtu. Sztuka porusza uniwersalne kwestie: samotności, miłości, zmierzenia się z bólem i chorobą.
Spektakl "Padamme, Padamme" jest 25. jubileuszową sztuką Teatru Ecce Homo, złożoną w hołdzie założycielowi teatru Tadeuszowi Majowi w 10. rocznicę śmierci. Premiera odbędzie się w niedzielę o godz. 18 w Bazie Zbożowej przy ul. Zbożowej 4. Bezpłatne wejściówki można już odbierać w Bazie Zbożowej. Spektakl zostanie pokazany w ramach VII Przeglądu Teatrów Alternatywnych, na który również można już odbierać bilety wstępu.ť
"Premiera Teatru Ecce Homo"
mon [Monika Rosmanowska]
Gazeta Wyborcza - Kielce nr 259
06-11-2007
Bardzo ciekawie zapowiada się II część VII Przeglądu Teatrów Alternatywnych, który w piątek rozpoczyna się w kieleckiej Bazie Zbożowej. Organizatorzy zaprosili artystów abstrakcyjnych, nieco kontrowersyjnych, ale przede wszystkim takich, którzy nie boją się sięgać po trudne i ważne tematy.
Przegląd rozpocznie o godz. 18 "Kwarta cienia" - performance Włodzimierza Szymańskiego. "Kwarta cienia" to miara i relacja cienia do światła, tego co racjonalne, a co emocjonalne. Autor jest absolwentem i wykładowcą Wydziału Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Od pięciu lat jest też profesorem nadzwyczajnym w Instytucie Edukacji Plastycznej Akademii Świętokrzyskiej.
O godz. 19.30 wystąpi Teatr Kreatury z Gorzowa Wielkopolskiego - od 15 lat działający przy tamtejszym Grodzkim Domu Kultury - ze spektaklem "Betanki" w reżyserii Przemysława Wiśniewskiego. Tuż przed premierą sztuki rozgorzała ostra dyskusja między metropolitą lubelskim abp Józefem Życińskim, który skrytykował twórców za ranienie sióstr i ich rodzin, a reżyserem - ten posądzał duchownego o cenzurę kościelną. Spektakl rozpoczyna się na widowni, gdzie wśród publiczności zasiadają cztery młode dziewczyny. Po kolei wstają, by opowiedzieć historie swojego życia. W czasie tych opowieści rozbierają się, a gdy zostają w samej bieliźnie, wchodzą na scenę i zakładają zakonne habity.
W sobotę o godz. 18 Teatr Kreatury wystawi monodram Katarzyny Pielużek w reżyserii Przemysława Wiśniewskiego "A dzieci nie chcę mieć" na podstawie prozy Aglaji Veteranyi, pisarki i aktorki pochodzenia rumuńskiego. To historia dziewczynki, która dorasta wśród cyrkowców. Kontakty z dorosłymi kształtują przekonania, pozbawiają złudzeń, uczą nieufności, ukrywania, kłamstwa i ucieczki. Po monodramie organizatorzy zaplanowali wieczór filmowy Zespołu Filmowego "Grupa Wsparcia".
Przegląd zakończy w niedzielę o godz. 18 premiera spektaklu "Padamme, Padamme" w reżyserii Marcina Bortkiewicza i w wykonaniu teatru Ecce Homo. Tym razem młodzi artyści zmierzą się z powieścią Aleksandra Sołżenicyna "Oddział chorych na raka" oraz uniwersalnymi kwestiami: miłością, samotnością, próbą zmierzenia się z bólem i chorobą. Spektakl jest 25. jubileuszową sztuką teatru, złożoną w hołdzie jego założycielowi Tadeuszowi Majowi w 10. rocznicę śmierci.
W hali głównej będzie można też obejrzeć wystawę rysunku Magdaleny Kubackiej "Przeistaczanie", wystawę ceramiki artystycznej Ewy Skowerskiej-Kosmalskiej "Kretynki-S" oraz wystawę prac Tadeusza Maja ze spektaklu "Ecce Homo".
Wejściówki na przegląd są bezpłatne. Wcześniej należy je odebrać w Bazie Zbożowej. Organizatorem przedsięwzięcia jest Stowarzyszenie Artystyczne "Ecce Homo".
Monika Rosmanowska - Gazeta Wyborcza, 8 listopada 2007
Monodram w przejmującym wykonaniu Katarzyny Pielużek, aktorki alternatywnego Teatru Kreatury z Gorzowa "A dzieci nie chcę mieć", zelektryzował w sobotę wieczorem zgromadzoną w Bazie Zbożowej publiczność.
Podstawą opowiedzianej przez gorzowski teatr historii jest proza rumuńskiej pisarki i aktorki Aglaji Veteranyi. Oto na scenie pojawia się kobieta przebrana za klauna (Katarzyna Pielużek), ale to, o czym chce mówić, wesołe nie jest.
Sztuka była częścią VII Przeglądu Teatrów Alternatywnych.
Monika Rosmanowska - Gazeta Wyborcza, 11 listopada 2007
Plastyczność spektaklu i pięknie opowiedziana historia uwiodły jury Ogólnopolskiego Przeglądu Teatrów Studenckich i Niszowych w Krakowie. Za spektakl "Wybraniec" w reżyserii Marcina Bortkiewicza kielecki teatr Ecce Homo zdobył II nagrodę.
Dodatkowo młodzi aktorzy wezmą udział w filmie krótkometrażowym, który zostanie pokazany na Orange Film Festival w Krakowie.
Sztuka na podstawie powieści Tomasza Manna oraz "Gesta Romanorum" to opowieść o rycerzu Grigoriusie, dziecku kazirodczej miłości królewskiego rodzeństwa. Wyrzucony z pałacu chłopak po latach wraca na dwór rodziców i wiąże się z kobietą, która okazuje się być jego matką. Bohater jest połączeniem dramatycznej postaci Edypa i średniowiecznego grzesznika. "Wybraniec" to opowieść o etyce, o problemie winy i pokuty, przedstawiona w sposób ironiczny i moralistyczny, budzący śmiech i zarazem grozę.
To kolejne wyróżnienie dla tego spektaklu. Sztuka zdobyła też główną nagrodę na VIII Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Niezależnych w Ostrowie Wielkopolskim oraz Brązowy Róg Króla Jana Sobieskiego na XXIX Biesiadzie Teatralnej w Horyńcu Zdroju.
"Wybrańca" będzie można zobaczyć 30 marca w kieleckiej Bazie Zbożowej.
Monika Rosmanowska - Gazeta Wyborcza, 17 marca 2008
Teatr Ecce Homo ma szansę wypromować siebie i Kielce na największym przeglądzie teatralnym w Europie oraz otworzyć sobie drogę do międzynarodowej kariery. Aby jednak wielka możliwość nie zmieniła się w niespełnione marzenie, musi zdobyć pieniądze na wyjazd.
Na podróż do Edynburga, tygodniowy pobyt oraz na promocję występu potrzeba ok. 20 tys. zł. Organizatorzy zapewniają salę, na której kielecki teatr będzie mógł występować przez tydzień, reszta należy do zespołu.
- Nie mamy tych pieniędzy. Szukamy więc wsparcia z zewnątrz - mówi Anna Kantyka-Grela, szefowa Stowarzyszenia Artystycznego Teatr Ecce Homo. W trakcie przeglądu zespół ma kilkakrotnie pokazać swoją najnowszą sztukę "Padamme, Padamme" w reżyserii Marcina Bortkiewicza. Teatr dostał propozycję wyjazdu na festiwal po tym, jak organizatorzy obejrzeli film z nagranym przedstawieniem. - Jest to dla nas ogromna nobilitacja i szansa pokazania się w Europie. Za nami pierwszy krok, przed nami kolejny, nie wiem, czy nie trudniejszy. Własnych pieniędzy nie mamy, nie jesteśmy grupą komercyjną - tłumaczy Kantyka-Grela.
Teatrowi chce pomóc marszałek. - Możemy spróbować znaleźć pieniądze na podróż grupy. Wyżywienia i noclegów finansować jednak nie możemy, bo takie dotacje samorząd może przyznać tylko w drodze konkursu. A na ogłaszanie takiego jest już za późno - tłumaczy Jacek Kowalczyk, dyrektor departamentu promocji, edukacji, kultury, sportu i turystyki urzędu marszałkowskiego.
Wsparcie obiecuje miasto. - To bardzo ważne, aby kielecki teatr pojawił się na tak prestiżowej imprezie. Na pewno będę na ten temat rozmawiał z wiceprezydentem Andrzejem Sygutem i razem zastanowimy się nad możliwościami dofinansowania np. z pieniędzy przeznaczonych na promocję - zapowiada Krzysztof Tworogowski, dyrektor wydziału kultury, turystyki i promocji miasta. Stowarzyszenie liczy też na pomoc prywatnych sponsorów.
Wyjazd to wielka szansa dla teatru Ecce Homo. Edinburgh International Festival to kilka festiwali organizowanych w tym samym czasie, m.in. jazzowy, filmowy i Międzynarodowy Festiwal Książki. W tym gronie najbardziej znaczący jest właśnie teatralny Fringe - największy przegląd na świecie, na którym co roku występuje kilkaset zespołów i pokazywanych jest ponad tysiąc spektakli. Sukces odniesiony na festiwalu otwiera drogę do międzynarodowej kariery.
Przedstawienie "Padamme, Padamme" powstało na podstawie "Oddziału chorych na raka" Aleksandra Sołżenicyna. Spektakl jest 25., jubileuszową sztuką teatru Ecce Homo, złożoną w hołdzie jego założycielowi Tadeuszowi Majowi w 10. rocznicę śmierci.
Monika Rosmanowska - Gazeta Wyborcza, 15 kwietnia 2008
Kielecki teatr Ecce Homo jak burza przechodzi przez kolejne festiwale teatralne w Polsce. Po serii nagród dla "Wybrańca" w reżyserii Marcina Bortkiewicza przyszła kolej na następny spektakl tego reżysera - "Padamme, Padamme".
W niedzielę na IX Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Niezależnych w Ostrowie Wielkopolskim występujący z "Padamme, Padamme" teatr Ecce Homo otrzymał dwie nagrody. W kategorii najlepszy spektakl aktorzy z Kielc odebrali II nagrodę za dojrzałość estetyczną i poruszającą opowieść o umieraniu. Z kolei nagrodę aktorską zgarnęła żeńska obsada spektaklu, czyli Katarzyna Dmoch, Kamila Fąfara, Katarzyna Kluk i Agata Orłowska.
Spektakl "Padamme, Padamme" powstał na motywach "Oddziału chorych na raka" Aleksandra Sołżenicyna. Rzecz dzieje się w latach 50. ubiegłego wieku w ZSRR. Zesłaniec stalinowski Kostogłow i partyjny aparatczyk Rusanow trafiają do tej samej sali na oddziale chorych na raka. Obaj mężczyźni, stojąc w obliczu śmierci, przewartościowują swoje dotychczasowe życie. Szpital dla nich i dla pozostałych pacjentów oraz personelu medycznego staje się niemal całym światem, światem specyficznym, w którym postawy moralne są znacznie wyraźniejsze, a sympatie i antypatie wyostrzają się. Tu także miłość nabiera szczególnego, ostatecznego kształtu. Spektakl porusza uniwersalne i ważne kwestie: samotności, miłości, pokazuje próbę zmierzenia się z bólem i chorobą.
Teatr Ecce Homo powstał w 1996 roku z inicjatywy nieżyjącego artysty plastyka i animatora kultury Tadeusza Maja. "Padamme, Padamme" to jubileuszowy 25. spektakl, złożony w hołdzie Tadeuszowi Majowi w 10. rocznicę śmierci. Teatr chce go też pokazać na prestiżowym festiwalu w Edynburgu. Grupa szuka sponsora, który mógłby pokryć koszty wyjazdu i pobytu.
Monika Rosmanowska - Gazeta Wyborcza, 20 maja 2008
Zespół teatru Ecce Homo to w większości młodzi ludzie. Podjęcie tematu śmierci i choroby i to na kanwie "Oddziału chorych na raka" Sołżenicyna jest zadaniem niełatwym, więc przed spektaklem można było obawiać się o powodzenie spektaklu. Ten sceptycyzm został rozwiany już po kilku minutach preludium, jakim były wystudiowane układy choreograficzne. "Paddame, paddame" to opowieść przedstawiona w kilku planach scenicznych, dzięki którym toczy się i splata wzajemnie kilka fabuł. Dramat odchodzenia i władzy, strachu i nadziei udało się pokazać w sposób zaskakujący, bez sentymentalizmu. Znakomicie zarysowane portrety bohaterów, świetnie zagospodarowana przestrzeń oraz logika ruchu na scenie zdecydowanie przyćmiły niedoskonałości warsztatu.
- www.scenamysli.eu
Znamy już nagrodzonych za osiągnięcia w dziedzinie twórczości artystycznej oraz upowszechnianie i ochronę kultury za 2007 roku. Miasto uhonorowało ludzi, którzy swoim działaniem przyczyniają się do rozwoju Kielc.
Marek Tercz, twórca Sceny Autorskiej Studio działającej przy KCK, artysta malarz Marek Wawro, Zespół Consonans, pracownicy Muzeum Historii Kielc oraz Teatr Ecce Homo otrzymali w tym roku główne nagrody za osiągnięcia w dziedzinie twórczości artystycznej oraz upowszechnianie i ochronę kultury w 2007 roku. Miasto od lat honoruje ludzi kultury, nauki i sportu, którzy przyczyniają się do rozwoju Kielc. Nagroda podzielona jest na trzy stopnie i jest to odpowiednio 5, 3 i 1,5 tys. zł. W sumie nagrodzono kilkadziesiąt osób.
Monika Rosmanowska - Gazeta Wyborcza, 28 czerwca 2008
"Teatralne pejzaże" to pierwsze z czterech spotkań zatytułowanych "Z obłoków sztuki na bruki".
Po raz drugi Stowarzyszenie Artystyczne "Ecce Homo" i Szkoła Wrażliwości "Kapkazy" wspólnie z publicznością odkrywają różne oblicza sztuki. Widzowie na pl. Artystów nie tylko oglądają, ale także uczą się aktorstwa , muzyki czy malowania. Uczniami są przede wszystkim dzieci. Tegoroczne spotkania zainaugurował teatr Ecce Homo, który w sobotę wystąpił ze spektaklem "Teatralne pejzaże"(z trzema spektaklami: Kruchość, Manekiny, Crypta Clum - przyp. WH). Towarzyszył mu teatr Terminus a Quo z Nowej Soli i Kuba Sielski. Następne spotkanie odbędzie się 19 lipca.
Piotr Burda - Gazeta Wyborcza, 7 lipca 2008
Zapowiedź spektakli teatru Ecce Homo znalazła się już w katalogu prestiżowego Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Awangardowych "Fringe" w Edynburgu. Czy do ich prezentacji dojdzie - wciąż nie wiadomo. Zespół nie ma pieniędzy na wyjazd.
Teatr Ecce Homo jest pierwszym w historii Kielc, który ma możliwość zaprezentowania się na tej największej z imprez artystycznych na świecie. Jest też jednym z sześciu polskich teatrów, które w tym roku otrzymały zaproszenia, co już samo w sobie jest wyróżnieniem. Co roku do stolicy Szkocji zjeżdżają teatry z całego globu. Tylko podczas ubiegłorocznej imprezy organizatorzy sprzedali 1,6 mln biletów, a na 250 scenach wystawiono 2 tys. spektakli. Obecność na festiwalu to promocja i szansa na zdobycie kontaktów, które mogą otworzyć drogę do międzynarodowej kariery.
Kielecki zespół ze spektaklem "Padamme Padamme" w reżyserii Marcina Bortkiewicza ma wystąpić 12 razy, pierwszy występ zaplanowany jest w sali w centrum miasta 11 sierpnia. Codziennie planują też pokazywać na ulicy etiudy, które mają być swoistą zachętą do obejrzenia głównego przedstawienia, a miasto obiecało wydać im plakaty i pocztówki, które będą go promować.
Za wyjazd trzeba jednak zapłacić. Zespoły same muszą pokryć koszt transportu, noclegów, wyżywienia, a nawet wynajęcia sali na przedstawienie. Tymczasem teatr Ecce Homo jest jedynym, który jedzie bez wsparcia. Pozostałych pięć polskich zespołów dostało po kilkadziesiąt tysięcy złotych z Ministerstwa Kultury. - Za późno dowiedzieliśmy się o zaproszeniu z Edynburga i minął nam termin składania wniosków do resortu - tłumaczy Anna Kantyka-Grela, szefowa Stowarzyszenia Artystycznego Ecce Homo.
Jak szacuje zespół, koszt wyjazdu i pobytu w Edynburgu to ok. 40 tys. zł. Sześć tysięcy obiecał prezydent Kielc, drugie tyle marszałek. 7 tys. zł pochodzi z nagród, które teatr otrzymał w tym roku. Dodatkowo miasto zobowiązało się wynająć teatrowi swój bus i tym samym sfinansować podróż. - Chodzimy też do różnych firm w mieście. W sumie obiecały nam ok. 5 tys. zł. Dzięki wynajęciu przez prezydenta busa uda nam się zaoszczędzić ok. 9 tys. zł. Wciąż jednak brakuje nam ok. 12 tys. Nie oczekujemy na miejscu luksusów, nie potrzebujemy ich. Ale zabierając młodych ludzi w tak daleką podróż, muszę mieć poczucie bezpieczeństwa - tłumaczy Kantyka-Grela.
Pomoc wczoraj zadeklarowała wojewoda, a także prezes Targów Kielce. To jednak wciąż za mało. - Festiwal to dla nas szansa, jakiej nie mieliśmy, to też promocja miasta i regionu. Aby jednak wykorzystać możliwości, jakie daje, potrzebujemy wsparcia - apeluje Kantyka-Grela. Dodaje, że liczy się każdą kwotę. Wszyscy, którzy chcieliby wspomóc stowarzyszenie, proszeni są o kontakt z nią pod numerem telefonu 698 355 163.
Teatr Ecce Homo istnieje od 10 lat. Zespół tworzą młodzi ludzie. Tylko w tym roku zdobył trzy nagrody na różnego rodzaju festiwalach teatralnych w Polsce.
Monika Rosmanowska - Gazeta Wyborcza, 8 lipca 2008
Teatr Ecce Homo pojedzie w sierpniu na prestiżowy festiwal teatrów do Edynburga. Ale aktorzy z Kielc w stolicy Szkocji będą występować przez tydzień - na dłuży pobyt nie mają pieniędzy.
Kielecki teatr miał występować w Edynburgu przez 12 kolejnych dni. Ale już wiadomo, że na tak długi wyjazd nie starczy pieniędzy.
- Dlatego wystąpimy sześć razy. To niewiele, im dłużej bowiem zespół prezentuje się na festiwalu, tym ma większe szanse na zaistnienie. Niemniej cieszymy się, że w ogóle uda nam się wyjechać - mówi Anna Kantyka-Grela, szefowa Stowarzyszenia Artystycznego Teatr Ecce Homo.
Jeszcze kilka tygodni temu teatr w ogóle nie miał pieniędzy na wyjazd. Festiwal to ogromna szansa dla zespołów, ale za tę szansę trzeba słono płacić. Zespoły muszą pokryć koszt transportu, noclegów, wyżywienia, a nawet wynajęcia sali. Koszt dwutygodniowego pobytu wyniósłby ok. 60 tys. zł. Mimo pomocy prezydenta, marszałka, wojewody i prywatnych sponsorów takich pieniędzy nie udało się zebrać. Inne polskie zespoły dostały wsparcie z ministerstwa, ale kielecki za późno dowiedział się o zaproszeniu i nie zdążył złożyć wniosku.
Szkoda, bo Ecce Homo jest pierwszym w historii Kielc teatrem, który zaprezentuje się w Edynburgu, jednym z sześciu w Polsce, które otrzymały zaproszenie na tegoroczny festiwal. Co roku do stolicy Szkocji zjeżdżają teatry z całego globu, a obecność na imprezie jest równoznaczna z wejściem na światowy rynek.
Monika Rosmanowska - Gazeta Wyborcza, 22 lipca 2008
Aktorzy Teatru Ecce Homo od poniedziałku występują ze spektaklem "Padamme, padamme" w reżyserii Marcina Bortkiewicza na prestiżowym festiwalu teatrów w Edynburgu. Codziennie na łamach Gazety członkowie zespołu będą zdawać relacje z tego, co dzieje się w stolicy Szkocji, dzielić się wrażeniami i chwalić sukcesami. Pierwsze doniesienia szefowej zespołu już dziś.
"Generalnie jest w porządku. Urządziliśmy się w Edynburgu i od razu w poniedziałek po raz pierwszy zagraliśmy. Na spektakl przyszły m.in. trzy osoby z prasy, co podobno jest rzeczą niespotykaną. Ciekawi jesteśmy recenzji. Festiwal jest naprawdę WIELKI. Ilość teatrów na metr kwadratowy, zwłaszcza tych ulicznych, plenerowych, jest ogromna. Popołudniami promujemy nasz spektakl. W ogóle walka o widza, o swoją sztukę jest podstawą tego festiwalu. Wrażenia są niesamowite. Pozdrawiamy z cały czas mokrego Edynburga. Anna Kantyka-Grela".
Anna Kantyka-Grela opr. Monika Rosmanowska - Gazeta Wyborcza, 13 sierpnia 2008
Ciągle pada. Marcin Bortkiewicz z aktorami przerobił przed południem fragmenty przedstawienia na sekwencje uliczne. Teraz nasi aktorzy w strugach deszczu na Royal Mile Street zachęcają publiczność do obejrzenia polskiego show. Na ulicy zamiast języka polskiego słychać bla, bla, bla. Szkoci śmieją się, bo ten język lepiej rozumieją.
Krzykliwy plakat do Padamme, Padamme" wyróżnia się wśród wielu tysięcy. Konkurencja jest tu tak wielka, że w jednym miejscu kilkakrotnie w ciągu dnia musimy zawieszać wciąż nowe afisze. Rozdajemy też ulotki, zapewniając przechodniów, że Sołżenicyn nie umarł...
Sir Richard Demarco, słynny producent teatralny, który reprezentuje nasze przedstawienie w Edynburgu zapowiedział swoją obecność na przedstawieniu. Będzie z nim cała świta szkockich vipów. Nie zapominajmy, że to on odkrył Tadeusza Kantora, właśnie tutaj prawie 40 lat temu, na Międzynarodowym Festiwalu Fringe w Edynburgu.
Aktorzy Teatru Ecce Homo od poniedziałku występują ze spektaklem "Padamme, padamme" w reżyserii Marcina Bortkiewicza na prestiżowym festiwalu teatrów w Edynburgu. Walczyliśmy o ich wyjazd, a teraz mocno im kibicujemy. Codziennie na łamach "Gazety" szefowa zespołu zdaje relacje z tego, co dzieje się w stolicy Szkocji.
Anna Kantyka-Grela opr. Monika Rosmanowska - Gazeta Wyborcza, 14-15 sierpnia 2008
W tutejszej rzeczywistości odkrywamy klimat dowcipów o Szkotach, gdzie pogoda jest w kratkę, spódnice są w kratkę, ale za wszystko trzeba płacić, bez względu na pogodę i kolor kratki. Musieliśmy znaleźć sposób jak przedstawić naszą etiudę uliczną nie stojąc w jednym miejscu, za które trzeba zapłacić. Aktorzy, przechodząc kilkakrotnie w ciągu dnia przez główną teatralną ulicę, odgrywali w kostiumach ze spektaklu fragment jednej ze scen, angażując jednocześnie przechodniów. Zainteresowanie było ogromne. Mamy nadzieję, że przełoży się to na frekwencję. Tutaj liczy się każdy oryginalny pomysł.
Mamy też pierwszy sukces, pierwszą radość i satysfakcję. W dodatku teatralnym tygodnika Three Weeks ukazała się recenzja naszego przedstawienia. Dostaliśmy cztery na pięć możliwych gwiazdek. Szkoci na taką recenzję mówią excellent review. Krytyk teatralny, skupił się na niezwykłym oddaniu ducha rosyjskiego w polskim spektaklu. Był pod wrażeniem aktorstwa obrazu i skrótu teatralnego. Czujemy się uskrzydleni.....
Aktorzy Teatru Ecce Homo od poniedziałku występują ze spektaklem "Padamme, padamme" w reżyserii Marcina Bortkiewicza na prestiżowym festiwalu teatrów w Edynburgu. Walczyliśmy o ich wyjazd, a teraz mocno im kibicujemy. Codziennie na łamach "Gazety" szefowa zespołu zdaje relacje z tego, co dzieje się w stolicy Szkocji.
Monika Rosmanowska - Gazeta Wyborcza, 16-17 sierpnia 2008
I cóż... nasz czas we Fringe dobiega końca. Trudno opisać w kilku zdaniach mnogość wrażeń i obserwacji. Skupimy się więc na dwóch dziedzinach: teatr i Szkocja. Fringe to święto teatru, choć TEATR ginie tutaj pod lawiną plakatów, ulotek, akcji promocyjnych do tego stopnia, że trudno oprzeć się wrażeniu, iż nie chodzi tu o przeżycie Teatralnego Misterium, lecz o uczestnictwo w ulicznym show.
Przycupnąwszy na chwilę na festiwalowej ulicy High Street, patrzymy na piękny zamek na wzgórzu. Właśnie tutaj, na High Street w Edynburgu, uznaliśmy, że gwiazdy nad świętokrzyskiemi Kapkazami i Bazą Zbożową w Kielcach są równie ważne jak kolejne cztery pod recenzją naszego spektaklu w kolejnym czasopiśmie teatralnym. Czy warto było tutaj przyjechać? Odpowiemy słowami Edwarda Stachury: "Pewnie, że warto, jeszcze jak warto".
Kiedy ta relacja ukaże się w gazecie, będziemy w drodze do Kielc, może we Francji albo w Niemczech.
Aktorzy Teatru Ecce Homo od poniedziałku występują ze spektaklem "Padamme, padamme" w reżyserii Marcina Bortkiewicza na prestiżowym festiwalu teatrów w Edynburgu. Walczyliśmy o ich wyjazd, a teraz mocno im kibicujemy. Codziennie na łamach "Gazety" szefowa zespołu zdaje relacje z tego, co dzieje się w stolicy Szkocji.
Monika Rosmanowska - Gazeta Wyborcza, 18 sierpnia 2008
Sukcesu może im pozazdrościć niejeden z występujących na festiwalu w Edynburgu zespołów. Po tygodniu pokazów teatr Ecce Homo może się pochwalić dwoma wywiadami w prasie, dwoma recenzjami już wydrukowanymi, dwoma kolejnymi, które dopiero mają się ukazać, i zaproszeniem na kolejny przegląd w stolicy Szkocji.
Sukcesu może im pozazdrościć niejeden z występujących na festiwalu w Edynburgu zespołów. Po tygodniu pokazów teatr Ecce Homo może się pochwalić dwoma wywiadami w prasie, dwoma recenzjami już wydrukowanymi, dwoma kolejnymi, które dopiero mają się ukazać, i zaproszeniem na kolejny przegląd w stolicy Szkocji.
- Rozmiar festiwalu przerósł nasze najśmielsze wyobrażenia. Nie spodziewaliśmy się, że odbywa się on aż na taką skalę. W miejscu, w którym występowaliśmy, na czterech salach od 10 do 24 co godzinę odbywały się spektakle. O widza musieliśmy więc mocno powalczyć - mówi Anna Kantyka-Grela, szefowa Stowarzyszenia Artystycznego Teatr Ecce Homo. W poniedziałek teatr wrócił z Edynburga.
Codziennie na Royal Mile, głównej ulicy festiwalowej, zespół promował spektakl. - Rozdawaliśmy pocztówki z informacją o przedstawieniu, rozwieszaliśmy plakaty, wykrzykiwaliśmy, że Sołżenicyn nie umarł, a także w kostiumach odgrywaliśmy scenki z "Padamme, padamme". Aby zaistnieć, trzeba mieć naprawdę dobry pomysł. W naszym przypadku promocja okazała się skuteczna - cieszą się członkowie zespołu.
Na przedstawienie Ecce Homo przychodzili Polacy, Szkoci, Brytyjczycy, a nawet Chińczycy czy Hindusi. Codziennie kilkudziesięcioosobowa sala była w części zapełniona. - To dużo, bo zdarzało się, że na występy niektórych zespołów nie przychodził nikt. Oferta jest tak duża, że wielu gra do pustej sali - tłumaczy Kantyka-Grela.
Tydzień, który Ecce Homo spędził w Edynburgu, to niewiele. Dwa tygodnie to minimum, a niektóre zespoły zostają nawet na trzy. Na to jednak potrzeba pieniędzy, a tych stowarzyszenie nie miało za wiele. Mimo to ten tydzień zespół uznaje za niezwykle udany. - Już pierwszego dnia przyszło trzech dziennikarzy, co się praktycznie nie zdarza. Inni nam zazdrościli - opowiadają aktorzy.
Dwie recenzje, które już się ukazały, dały spektaklowi cztery na pięć możliwych gwiazdek. A podczas ulicznych występów aktorzy byli przez dziennikarzy pytani o wszystko, m.in. o komentarze do sytuacji w Gruzji. - Myśleli chyba, że jesteśmy Rosjanami - mówi Marek Kantyka, aktor teatru Ecce Homo.
Wyjazd do Edynburga to też doświadczenie dla zespołu. - Wiemy już, co powinniśmy zrobić inaczej. Na pewno wysłać ze trzy osoby, które promowałyby spektakl na kilka dni przed przyjazdem całego zespołu. Wiemy już też, że wszelkie elementy techniczne, nawet przedłużacze, powinniśmy mieć ze sobą, bo nikt nam tego nie zapewni. Oczywiście następny wyjazd musi być dłuższy. Tym razem dzięki naszej determinacji i naszemu szczęściu tydzień okazał się owocny, ale na dobrą sprawę, jeżeli naprawdę chcemy zaistnieć, powinniśmy się tam pokazywać przez dłuższy czas - twierdzi Kantyka-Grela.
Zespół dostał już zaproszenie na przyszły rok do Edynburga. Kierownictwo festiwalu chce, by Ecce Homo znów przyjechało z "Padamme, padamme" w reżyserii Marcina Bortkiewicza. Aktorzy spodziewają się też co najmniej jednego zaproszenia na któryś z europejskich przeglądów. Na razie jesienią Ecce Homo wybiera się na festiwale do Gdańska i Zgierza. Aktorzy wystąpią też w Łodzi. W planach jest kolejna premiera. Tym razem Bortkiewicz chce przenieść na scenę "Lochy Watykanu" autorstwa Andre Gide'a.
Monika Rosmanowska - Gazeta Wyborcza, 20 sierpnia 2008
Monolingual Brits will inevitably miss some of Teatr Ecce Homo's captivating ensemble sequences while reading the (frequently frozen) surtitles, in this adaptation of Nobel Prize-winner Alexsandr Solzhenitsyn's Cancer Ward. Fluid movement work grants the terminally ill characters - played by a largely teenage cast - a kind of dignified grace, as they come to terms with their conditions through denial, philosophy or love. Uplifting and heartbreaking.
Rocket @ Demarco Roxy Art House, 0871 750 0077, until 23 Aug, 11.20pm, £9 (£7).
/tlumaczenie/
Jednojęzyczni Brytyjczycy niechybnie przegapią niektóre całościowo urzekające sceny Teatru Ecce Homo podczas czytania (czasami zastałych) napisów, w tej adaptacji "Oddziału chorych na raka" noblisty Aleksandra Sołżenicyna. Płynna praca ruchowa nadaje nieuleczalnie chorym charakterom - granym głównie przez nastoletnią obsadę - rodzaj pełnego godności wdzięku, kiedy godzą się na swój los poprzez odrzucenie, filozofię czy miłość.
Podnoszący na duchu i rozdzierający serce.
Matt Boothman - The List(Issue 611), 21 August 2008
Set in a bleak Soviet cancer hospital where no one ever leaves, this...no! Wait! Come back! It's not as harrowing as it sounds, I promise. A tiny performance space under the Demarco Roxy becomes an intimate ward space, where patients dressed all in white dance, sing and discuss philosophy, bathed in the glow of a single bulb. The story focuses on a father with throat cancer, and the attempts of the sadistic hospital staff to force him through their course of useless therapy. But the patients slowly
Subvert the regime, not through uprising but by falling in love and caring for one another. The waltz finale gathers each strand together into a mournfully sweet resolution. Performed in Russian with supertitles.
/tlumaczenie/
Osadzona w ponurym sowieckim szpitalu onkologicznym akcja, skąd nikt nie wychodzi, to...nie! Czekaj! Wróć! To nie jest tak nieprzyjemne jak brzmi, przysięgam. Maleńka przestrzeń sceniczna w Demarco Roxy Arthouse, przemienia się w intymną przestrzeń oddziału, gdzie pacjenci ubrani na biało tańczą, śpiewają i dyskutują o filozofii, skąpani w świetle pojedynczej żarówki.
Historia skupia się na ojcu z rakiem gardła i staraniach sadystycznego szpitalnego personelu do zmuszenia go do przejścia na ich nieskuteczną terapię. Ale pacjenci powoli obalają reżim, nie przez powstanie, ale poprzez miłość i dbanie jednych o drugich. Finalny walc jednoczy wszystkich w żałobno-uroczym postanowieniu. Przedstawiane po rosyjsku z napisami. (oczywiście spektakl był grany po polsku, z napisami w języku angielskim - red.)
Chris Morphy-Godber - Three Weeks, August 2008
Kielecki teatr Ecce Homo wrócił z Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Frigne w Edynburgu (Szkocja) z tarczą. Przez tydzień młodzi artyści prezentowali w Demarco Roxy Arthouse spektakl "Padamme, padamme" oparty na motywach powieści A. Sołżenicyna "Oddział chorych na raka", w reżyserii Marcina Bortkiewicza.
Szkocki festiwal jest jedną z największych imprez teatralnych na świecie. Dlatego dwa wywiady w prasie, cztery recenzje i zaproszenie na kolejny przegląd to ogromny sukces młodych artystów. Kierownictwo festiwalu chce, by Ecce Homo ponownie pokazało "Padamme, padamme".
Jesienią teatr wybiera się do Gdańska i Zgierza. W planach jest kolejna premiera: "Lochy Watykanu" na motywach powieści Andre Gide'a w reżyserii M. Bortkiewicza.
elza - Kielce Plus - Kielecki Tygodnik Radiowy, 31 sierpnia 2008.
Profesjonalny teatr i szkolny teatrzyk, aktorski majstersztyk i warsztatowa wprawka - tegoroczny X Festiwal Sztuk Autorskich Windowisko był pełen skrajności.
Jury miało twardy orzech do zgryzienia, ale na szczęście nie było problemu ze wskazaniem najlepszych. Było ich aż trzech. Główną nagrodę podzielono pomiędzy teatry Ecce Homo z Kielc, Krzyk z Maszewa i Kreatury z Gorzowa. Według jury nie sposób porównać zaprezentowanych przez nie spektakli. Spośród nich moim zdecydowanym faworytem był monodram "Letnie małżeństwo" Teatru Kreatury w reżyserii Przemka Wiśniewskiego ze świetną rolą Marty Andrzejczyk. Scenariusz do spektaklu na podstawie autentycznej historii napisała Agnieszka Kochanowska. To opowieść o "miłej i wesołej", nieco naiwnej dziewczynie Kaśce, która wychodzi za mąż. W nowym domu idealny małżonek okazuje się facetem bez jaj, a teściowa zrzędliwą jędzą. Małżeństwo początkowo wypełnia dziewczynie cały świat, a po siedmiu tygodniach się rozpada. Ta prosta historia napisana pełnym wdzięku, lekkim językiem opowiada o uniwersalnym dramacie, który rozgrywa się w zamknięciu czterech ścian. Konstrukcja tekstu i znakomita aktorska kreacja zarażają widza emocjami. Precyzyjnie zbudowana postać sprawia, że nie jesteśmy w stanie zdystansować się do tej historii. Całości dopełniają piosenki wykonywane przez znanego wielu Czesława. Klimatu, który wprowadza piękny głos wtórującej mu Andrzejczyk, nie da się podrobić. Całkowicie zasłużona jest też nagroda przyznana Teatrowi Ecce Homo za spektakl "Padamme, padamme" na motywach powieści Aleksandra Sołżenicyna "Oddział chorych na raka". Młodzi aktorzy pod przewodnictwem Marcina Bortkiewicza zmierzyli się z tematem ludzi chorych na raka. Jednak zamiast pełnego patosu i ogranych emocji spektaklu stworzyli na podstawie "Oddziału chorych na raka" Sołżenicyna obraz pełen ludzkiej godności i optymizmu. Podziw budziła nie tylko niezwykle dojrzała gra aktorów, ale też świetna zespołowa współpraca najliczniejszej w tej edycji 8-osobowej grupy. Jeden typ jury nie pokrywał się z moim. Spektaklowi "Wydech" Teatru Krzyk na pewno nie można odmówić wartości. Doceniam umiejętność i odwagę tworzenia teatru autotematycznego, popartego niezłą aktorską improwizacją. Żywiołowość aktorów, spójność konstrukcji widowiska są ich niewątpliwym atutem. Zabawnym i ciekawym, choć pewnie tylko dla młodego widza doświadczeniem jest też bycie wciąganym w akcję spektaklu, branym z zaskoczenia, zawstydzanym bądź przerażanym, że dostanie się piłką w głowę. Jednak nie tego oczekuję od teatru. Robienie show jest przereklamowane, a jak na performance, temat potraktowany został zbyt dosłownie.
Reprezentowane przez sopockie teatry Trójmiasto także wypadło różnie. "Wstyd" teatru Stajnia Pegaza według powieści Heinricha Bölla "Utracona cześć Katarzyny Blum" obejrzałam z wielką przyjemnością. Zapewne aktorów - Aleksandrę Kanię i Grzegorza Szlangę czeka jeszcze trochę pracy nad detalami, do czego zachęcało ich jury, ale według mnie to spektakl, który już zasługuje na nagrodę. Zupełnie innym doświadczeniem był "Żywot Morawagina idioty" Teatru Luxus Reflex Relax. Najlepsze na festiwalu kostiumy i scenografia zostały "uduszone" przez scenariusz i reżyserię. Zdolni aktorzy pewnie robili, co mogli, ale blisko 80-minutowy spektakl zmęczył też ich samych. Bardzo wiele wątków wprowadzonych do spektaklu pozostało bez kontynuacji i wyjaśnienia. Tekst raził pustymi frazesami, a choreografia wielu scen operowała niewytłumaczalnym bezruchem. Podsumowując: tegoroczne Windowisko pokazało zarówno siłę, jak i słabość polskich autorskich teatrów offowych. Były spektakle smakowite, docenione i nagrodzone za prof esjonalizm, i ciężkostrawne, niedokończone lub ledwo zaczęte, których twórcom życzę, aby odnaleźli swój specyficzny, niepowtarzalny język.
Marcin Bortkiewicz
zdobywca nagrody za reżyserię:
Sołżenicyn ma do tak "ogranego" tematu podejście bezpośrednie, prawdziwe. Chorych przedstawił z niezwykłym autentyzmem. Wielu z nas ma w rodzinie kogoś, kto umarł na raka, czy zmaga się z rakiem i wiemy, że nie wygląda to wcale patetycznie. Oprócz "Czarodziejskiej góry" Tomasza Manna nie ma tak błyskotliwej i poruszającej książki na temat przemijania, a jednocześnie dokumentu, który mówi o tym, jakie jest codzienne życie. Mam szczęście pracować z zespołem, którego członkowie mają talent, zdolności, są zdyscyplinowani i oddani pracy
not. Magdalena Hajdysz - Gazeta Wyborcza (trójmiasto), 20 października 2008
Po sukcesie na festiwalu w Ostrowie Wielkopolskim i na prestiżowym Fringe w Edynburgu spektakl "Padamme, padamme" w wykonaniu teatru Ecce Homo tym razem podbił publiczność w Gdańsku. Na festiwalu Windowisko przedstawienie zdobyło pierwszą nagrodę, a jego twórca Marcin Bortkiewicz został uznany za najlepszego reżysera.
Jury zakończonego w sobotę X Ogólnopolskiego Festiwalu Sztuk Autorskich "Windowisko" w składzie: Janusz Bałdyga - performer, Elwira Twardowska, kierowniczka gdańskiego klubu Plama GAK i Anna Kociarz-Konopińska, aktorka teatru Wybrzeże, nagrodę podzieliło między trzy teatry.
Poza Ecce Homo wyróżnienie otrzymał też teatr Krzyk za spektakl "Wydech", zaś za grę aktorską jury nagrodziło Martę Andrzejczyk za rolę w monodramie "Letnie małżeństwo" teatru Kreatury. - Wszystkie nagrodzone teatry były najlepsze i nieporównywalne zarazem. Spektakl "Padamme, padamme" był świetnie zagrany, choć w konwencji, którą znamy. Profesjonalnie i dojrzale, mimo tak młodego zespołu. Na pewno mógłby się obronić na scenie dramatycznej - argumentował Janusz Bałdyga, przewodniczący jury.
Najlepszym reżyserem tegorocznego Windowiska został wybrany Marcin Bortkiewicz. Za "Padamme, Padamme" otrzymał indywidualną Nagrodę Prezydenta Miasta Gdańska - Gdańskie Stypendium Teatralne w wysokości 8 tys. zł. Spektakl "Padamme, Padamme" powstał na podstawie powieści Aleksandra Sołżenicyna "Oddział chorych na raka".

"Padamme, padamme" Teatru Ecco Homo z Kielc to zdecydowanie jeden z najlepszych polskich spektakli niezależnych ostatnich lat. Zaskoczy on szczególnie tych, którzy przymiotnik "niezależny" utożsamiają z "amatorski". Przedstawienie będzie można obejrzeć 15 listopada w Słupsku
"Padamme, padamme" to adaptacja powieści "Oddział chorych na raka" Aleksandra Sołżenicyna. Najkrócej mówiąc - jest to opowieść o śmierci. Śmierci nieuniknionej, "niesprawiedliwej", pozbawionej całej otoczki metafizycznej. Jednak twórcy widowiska nie zmierzają w stronę naturalizmu czy brutalizmu; większość scen nasycona jest symboliką i umownością. Obserwujemy na scenie naprzemienne napady depresji i wybuchy entuzjazmu pacjentów czy bezduszność lekarzy.
Reżyserowi przedstawienia Marcinowi Bortkiewiczowi udała się rzecz niezwykle trudna: spektakl całkowicie pozbawiony jest patosu i ckliwego sentymentalizmu; w zamian bardzo często operuje groteską czy zbliża się do tragikomedii. Wbrew pozorom zabiegi takie nie osłabiają siły tekstu i mocy tematu - wprost odwrotnie, pozwalają im wybrzmieć w pełni.
Grupa Ecce Homo powstała w Kielcach w 1996 roku z inicjatywy nieżyjącego już Tadeusza Maja. Od paru lat z formacją współpracuje Bortkiewicz; absolwent Mistrzowskiej Szkoły Reżyserii Andrzeja Wajdy, wcześniej świetny aktor-monodramista słupskiego Teatru Rondo. Premiera "Padamme, padamme" odbyła się pod koniec zeszłego roku. Spektakl z powodzeniem grany był na festiwalu w Edynburgu (jego organizatorzy zaprosili kieleckich artystów na występy w przyszłym roku), zdobył też pierwszą nagrodę na zakończonym kilkanaście dni temu gdańskim Festiwalu Sztuk Autorskich Windowisko. Bortkiewicz został uznany za najlepszego reżysera tej imprezy.
Teatr Ecce Homo "Padamme, padamme", adaptacja i reżyseria Marcin Bortkiewicz. Teatr Rondo (Słupsk, ul. Niedziałkowskiego 5a), 15 listopada g. 18, bilety 10 i 15 zł.
MB - źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto
O wiele mniej spektakli zaprezentowano w tym roku na organizowanych przez Teatr "Ecce Homo" spotkaniach teatralnej alternatywy. W sumie w ciągu dwóch dni pokazano trzy przedstawienia. W trudnym ekonomicznie dla "Ecce Homo" okresie, bo większość środków pochłonął wyjazd na festiwal do Edynburga, chwała i za to. Tym bardziej, że mieliśmy okazję zobaczyć teatry liczące się w swojej kategorii, spektakle nowe i nagrodzone.
W pierwszym dniu przeglądu wystąpił Teatr "Krzyk" z Maszewa z przedstawieniem "Wydech" wyróżnionym pierwszą nagrodą na X Ogólnopolskim Festiwalu Sztuk Autorskich "Windowisko" Gdańsk 2008. Zespół młody stażem, działa dopiero od sześciu lat, młody również z powodu wieku wykonawców, zaproponował temat dotyczący młodego pokolenia. Komputer, jako ulubiona i bardzo częsta możliwość porozumiewania się, problem niepełnej rodziny, brak ojca i związane z tym emocjonalne i moralne rozterki to podstawowe motywy przywołane w przedstawieniu. Interesująca była forma widowiska, wyreżyserowanego przez Marka Kościółka. Na małej, otoczonej ze wszystkich stron widownią i wręcz przez nią osaczonej przestrzeni, piątka wykonawców znakomicie pokazała, jak jesteśmy od siebie oddaleni, choć wydaje się, że żyjemy tak blisko, że wręcz się ocieramy o siebie. Pokazała, jak trudno nam się porozumieć i w jakim szumie medialnym i chaosie ideowym funkcjonujemy.
W drugim dniu obejrzeliśmy, również nagrodzony (główna nagroda na IX Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Niezależnych w Ostrowie Wielkopolskim 2008) spektakl "Lolita Dolly" Teatru "Nikoli" z Krakowa. To historia n a w i ą z u j ą c a w t r e ś c i do słynnej powieści Vladimira Nabokova "Lolita". Tu także mieliśmy do czynienia z ciekawą formą opartą na zaskakującej wyobraźni plastycznej, rodem wręcz z baśniowej krainy. Jej połączenie z dość perwersyjnym tematem dało ciekawy efekt.
Na zakończenie przeglądu Teatr "Ecce Homo" pokazał pracę zatytułowaną "Chlust! Wieczór ekscentryczny", będącą wynikiem kilkudniowego warsztatu, przygotowanego pod kierunkiem Marcina Bortkiewicza. Posługując się fragmentami ze sztuk Witkacego m.in. "Onych", "Bzika tropikalnego", "Nowego wyzwolenia", "Mątwy" oraz własnych tekstów, zespół zaprezentował spontaniczną, pełną fantazji i iście witkacowskiego humoru zabawę w teatr. Poza stałymi aktorami z zespołu "Ecce Homo", w warsztacie udział wzięła grupa nowych wykonawców. Wszyscy z dużą dyscypliną i oddaniem tworzyli swoje role. Szczególną uwagę zwróciły dwie panie, Marianna Kula i Wanda Pacocha, które znakomicie zaistniały w tym wywiedzionym z Witkacego świecie.
Tylko i aż dwa dni z teatrem alternatywnym pokazały, że takie przeglądy warto robić i że są przedstawienie, które warto kielczanom pokazać.
Nie mają natomiast Kielce szczęścia do teatralnych przeglądów scen zawodowych, że już o tego rodzaju festiwalach nie wspomnę. To, co jeszcze trzy lata temu dawało nadzieję na powrót ("Drogi teatru") i rozwój w mieście specjalnego święta Melpomeny, w tym roku zostało zupełnie zaprzepaszczone. Myślę oczywiście o "Formie" - maratonie teatralnym organizowanym przez Kieleckie Centrum Kultury. Pokazanie, w trzeciej edycji tego przeglądu, monodramu Krystyny Jandy, granego od osiemnastu lat i wystawianego już w Kielcach kilka razy oraz dwóch spektakli miejscowych, również wcześniej często pokazywanych, unieważniły zupełnie tegoroczną "Formę" i wykazały kompletną indolencję organizatorów.
Oczywiście zawsze można wytłumaczyć się brakiem finansów. Jeśli premiera "Zakochanego Paryża" - widowiska muzycznego, pierwszej od lat produkcji Kieleckiego Centrum Kultury, pochłonęła większość pieniędzy, to czy nie lepiej było zrezygnować w tym roku z przeglądu? Proponowanie w zamian swoistego ersatzu unieważniło to, co przez poprzednie dwa lata starano się zbudować. Jeśli jednak już zdecydowano się na organizację, to można było zaprosić chociażby dwa spektakle muzyczne i razem z własną premierą pokazać "Formę" śpiewaną i tańczoną, porównać, nawet skromnie, jak robimy to my, a jak robią inni...
Grzegorz Cuper - Teraz, nr 12(60) grudzień 2008
Laureatem Grand Prix XXX jubileuszowej Biesiady Teatralnej w Horyńcu Zdroju (Podkarpackie) został teatr Ecce Homo z Kielc za spektakl "Padamme, Padamme" Aleksandra Sołżenicyna.
Jak poinformowała w niedzielę PAP Krystyna Juźwińska z Centrum Kulturalnego w Przemyślu, które jest głównym organizatorem tego przedsięwzięcia, w kategorii dokonań zespołowych Złoty Róg Myśliwski Króla Jana przypadł teatrowi Heliotrop z Bielska-Białej za spektakl "Hotel szczęście". Srebrnym Rogiem nagrodzono teatr
Puk-Puk ze Świdnika za "Naszą klasę", a brązowym - Kompanię Teatralną Mamro z Warszawy, za sztukę "Epopeja".
Przyznano także Misy Borowiny za dokonania indywidualne. Laureatką Złotej Misy została Katarzyna Gorczyca z teatru Narybek from Poland z Mysłowic, Srebrną Misą nagrodzono Ewę Ignaczak i Daniela Jacewicza z teatrów: Off de Bicz z Sopotu i Brama z Goleniowa. Brązową Misę przyznano Jerzemu Połońskiemu z teatru Gart z Katowic.
Wręczenie nagród laureatom nastąpiło w niedzielne popołudnie podczas gali zamykającej XXX Biesiadę Teatralną w Horyńcu Zdroju.
W tegorocznej Biesiadzie wzięło udział 18 zespołów niemal z całej Polski, których organizatorzy wybrali z 50 zgłoszonych do udziału w imprezie. Zespoły, których członkami są w większości bardzo młodzi ludzie, zaprezentowały się zarówno w repertuarze klasycznym, jak i w adaptacjach twórców współczesnych oraz we własnych programach autorskich.
Horynieckiej Biesiadzie towarzyszyły warsztaty prowadzone przez jurorów. Teatry, obok udziału w prezentacjach konkursowych, występowały także przed miejscową publicznością.
PAP - 09-02-2009
Teatr Ecce Homo spektaklem "Padamme, padamme" podbił serce przewodniczącego jury Jana Nowickiego i zdobył główną nagrodę na XXX Jubileuszowej Biesiadzie Teatralnej w Horyńcu-Zdroju. Kolejny sukces rodzi pytanie, co dalej z teatrem, któremu brakuje pieniędzy na działalność.
Nagroda w Horyńcu to kolejne w ostatnim czasie wyróżnienie dla zespołu i reżysera Marcina Borkiewicza. Od dwóch lat teatr Ecce Homo zbiera laury praktycznie na każdej imprezie, w której bierze udział. Ale też nie ma pieniędzy na bieżącą działalność. Na podróż do Horyńca i udział w festiwalu złożyli się sami aktorzy.
- Podczas naszych występów wielokrotnie słyszałam, że zespół prezentuje taki poziom profesjonalizmu jak niejedna zawodowa scena. Od 11 lat funkcjonujemy jako stowarzyszenie, walczymy o każdą złotówkę. Tak jednak dłużej być nie może. Jeśli mam zatrzymać reżysera i aktorów, muszę coś im zaoferować. I nie chodzi o to, aby zarabiali nie wiadomo ile. Tylko żeby nie dokładali do tego - mówi Anna Kantyka-Grela, prezes Stowarzyszenia Artystycznego "Teatr Ecce Homo".
W tym roku zespół zaplanował pięć nowych spektakli. Chciałby, aby pomogło je sfinansować miasto. - Jesteśmy produktem, który promuje Kielce w kraju i poza nim - podkreśla Kantyka-Grela.
Możliwości rozwoju teatru jest kilka. Stowarzyszenie może decyzją rady miasta przekształcić się w instytucję kultury, zostać filią już istniejącej placówki bądź stać się teatrem prywatnym, chociaż to ostatnie z braku pieniędzy jest mało realne.
Wczoraj Kantyka-Grela o przyszłości teatru rozmawiała m.in. z wiceprezydentem Andrzejem Sygutem. Miasto zobowiązało się wspierać działalność artystyczną. - Stowarzyszenie w najbliższym czasie wystąpi do nas o pomoc w sfinansowaniu premier. Zobowiązaliśmy się wesprzeć to działanie. Oczywiście teatr będzie musiał, jak każde stowarzyszenie, wystartować w konkursie, ale są na tyle dobrzy, że nie widzę możliwości, że mogliby nie dostać tych pieniędzy - zapowiada Sygut.
Zobowiązał się też do wsparcia aktorów. Obecnie są oni jeszcze uczniami szkół średnich lub studiują. - To na razie kwestia przyszłości, ale na ile będziemy mogli, pomożemy im w zdobyciu pracy w mieście - obiecuje Sygut.
- A co się stanie, gdy Pan nie będzie już pełnił swojej funkcji? - pytamy. - Myślę, że to, co robi teatr Ecce Homo, jest na tyle ważne dla miasta, że nie tylko ja będę chciał wspierać to stowarzyszenie - kwituje Sygut.
Monika Rosmanowska - Gazeta Wyborcza, 13 lutego 2009
Życie to nie bajka usłana różami. W życiu można zapomnieć o codziennych sprawunkach, nie kupić masła, bądź świeżego chleba, ale jest w nim coś, co potrafi odcisnąć wieczne piętno w duszy człowieka. Takowym znamieniem jest spektakl Padamme, Padamme, stworzony na motywach powieści "Oddział chorych na raka", autorstwa Aleksandra Sołżenicyna.
Widowisko wystawione przez kielecki Teatr Ecce Homo piątego dnia XXXVI Tyskich Spotkań Teatralnych na scenie Teatru Małego w Tychach stanowiło niewątpliwy przełom w odbiorze sztuki. Kunszt artystyczny reżysera Marcina Bortkiewicza oraz jego zespołu teatralnego doceniło jury, które przyznało spektaklowi Padamme, Padamme trzecią nagrodę, a dodatkowo jedna z aktorek, Katarzyna Kluk została uhonorowana indywidualnym wyróżnieniem za rolę Ludmiły Afanasjewny Doncowej.
Przejmujący spektakl, ukazujący losy ludzi chorych na raka oraz personelu medycznego skupionego na niewielkim szpitalnym oddziale wywołał ogromne emocje wśród publiczności.
Dzięki niemalże brechtowskiemu odgrywaniu rzeczywistości naznaczonej piętnem cierpienia, aktorzy wciągnęli widzów do mikrokosmosu świata przedstawionego.
W grze aktorskiej nie było ani przesady, ani niedomiaru. Zdarzenia odgrywane na scenie wydawały się podpatrzonymi obrazkami z życia.
Pomimo modnego trendu, panującego w literaturze okresu Sołżenicyna, postacie nie były przedstawicielami behawiorystycznego obrazowania. Wręcz przeciwnie. Ich postawy sugerowały zaangażowanie uczuciowe, na twarzach malowała się mnogość odczuć. Pomiędzy personelem a pacjentami, niejednokrotnie nieświadomymi zbliżającego się kresu, nie było bariery, linii demarkacyjnej, oddzielającej świat zdrowych - współczujących od świata chorych, cierpiących.
Szpital jest miejscem, w którym spotykają się życiowi antagoniści. Kostogłotow, będący stalinowskim zesłańcem oraz Rusanow , niegdysiejszy partyjny aparatczyk zrządzeniem losu trafiają do jednego szpitala. Od teraz ich nowym, wspólnym domem jest sala nr 13 na oddziale chorych na raka. Jej mieszkańcy nie mając wiele czasu, przewartościowują swój wewnętrznym system rozumowania, tworzą wspólnotę chorych. Sala jest miejscem pojednania, zrozumienia i przebaczenia. Choroba na którą zapadli posiada metafizyczny wymiar sakrum. Uniwersum zbliżającej się śmierci jednoczy ludzi.
Oprócz wyśmienitej gry aktorskiej, rozmaitych interakcji, w jakie wchodzą aktorzy z publicznością, w momentach, w których starają się wciągnąć widzów do swojego, odgrywanego na scenie świata, udając, iż wszyscy zgromadzeni są pacjentami oddziału chorych na raka, warto również wspomnieć o scenografii oraz oświetleniu.
Skąpe oświetlenie, składające się jedynie z jednej staroświeckiej lampy, jaką można było uświadczyć niegdyś w szpitalach, rzucało światło na całą scenę, doskonale oddając atmosferę tajemnicy, zadumy, beznadziejności i kruchości życia.
Na scenie wydzielono trzy plany akcji. W początkowych partiach sztuki plany te były symultaniczne. Na każdym z nich odrywane były jakieś zdarzenia, jednakże jedynie na planie dominującym aktorzy operowali głosem. Było to niezwykle ciekawe doświadczenie.
Spektakl taki jak ten nie może zginąć w mrokach pamięci ludzkiej. Padamme, Padamme dzięki kumulacji wysokich wartości artystycznych reprezentowanych przez zespół z Teatru Ecce Homo wywołał niezaprzeczalnie katharsis w duszy publiczności.
Magdalena Mikrut - Dziennik Teatralny Katowice, 02 maja 2009
"Padamme, Padamme", Teatr Ecce Homo, reżyseria: Marcin Bortkiewicz
Prezentowana po raz pierwszy trzy lata temu "Wariacja bez tematu" Teatru Ecce Homo autorstwa Emilii Radwańskiej (dziś studentki romanistyki w Lublinie) była dość zwariowaną opowieścią o poszukiwaniu cennego przedmiotu przez roztargnionego Profesora i jego pupila Futrzasto-Frędzlastego.
Spotykali na swojej drodze bardzo dziwaczne postaci: Plującego Pestkami, Kobietę bezogonną, Żabę Rodzącą Samą Siebie. W końcu odnajdywali zagubiony guzik. Dynamiczna, oparta na absurdzie opowieść. Rodzaj ćwiczenia dla aktorów. Wznowiona "Wariacja..." w kieleckiej Bazie Zbożowej w reżyserii Joanny Kondratowicz, to inaczej rozłożone akcenty.
Z pierwszej inscenizacji pozostała osnowa akcji czyli poszukiwanie przez Profesora (Agata Orłowska) i jego zwierzątko (Jonasz Kantyka) zguby. Pozostały również postaci ze swymi absurdalnymi imionami. Aktorzy grają dojrzalej, są sprawniejsi fizycznie i przede wszystkim głosowo. Więc trochę zmieniony tekst wybrzmiewa lepiej. Zagubiony guzik zinterpretować tu można jako sens życia.
Role kobiece odgrywają mężczyźni, męskie kobiety. W połączeniu z niedopowiedzeniami, zawieszeniami, od których roją się dialogi, ten zabieg zamiany ról zaczyna być dwuznaczny.
Tekst "pyta" nas o istotę płci, o miłość, zdradę. Czyżby tym eksperymentem Ecce Homo wpisywał się w dyskusje genderowskie? W rozważania współczesnego teatru nad płcią kulturową?
Swoją drogą, taki zabieg jest doskonałym ćwiczeniem aktorskim. Pierwszy i Drugi Plujący Pestkami (Katarzyna Kluk i Natalia Kadzidłowska) monologują o sensie sztuki i roli artysty. Wiertarka (Mariusz Kosmalski) - osobnik poszukujący "dziury w całym" i bynajmniej raczej nie naukowiec czy dziennikarz - o bycie normalnym w zwariowanym świecie.
Całość dzięki szalonemu tempu, dobrze dobranej muzyce i przebierankom to ciekawa, trzydziestominutowa etiuda eksperymentalna.
Paweł Chmielewski - Teraz, nr 5(65) maj 2009
Na wszechobecne dążenie do konsumpcji próbują zwrócić uwagę aktorzy Teatru Ecce Homo w swojej najnowszej premierze "Don Juan" na podstawie sztuki Moliera i w reżyserii Stanisława Miedziewskiego.
- To rzecz o tym, że dziś zaślepia nas konsumpcja, chęć robienia zakupów. Najważniejsze jest też to, żeby się dobrze bawić. To również opowieść o obłudzie i zakłamaniu - mówi Anna Kantyka-Grela, prezes Stowarzyszenia Artystycznego Teatr Ecce Homo.
Na scenie zobaczymy Michała Pustułę w roli Don Juana, a także Katarzynę Kluk, Marka Kantykę, Karola Górskiego, Mariusza Kosmalskiego, Klaudynę Lewczuk oraz Agatę Orłowską.
Stanisław Miedziewski jest absolwentem Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej i Filmowej w Łodzi. Od 1976 roku związany z Teatrem Rondo w Słupsku. Wielokrotnie nagradzany za reżyserię i spektakle na ogólnopolskich i międzynarodowych festiwalach teatralnych. Jest autorem Słupskiej Sceny Monodramu.
Początek spektaklu w sobotę o godz. 21 w Bazie Zbożowej. Wstęp z zaproszeniami. Mamy dla Państwa dwa podwójne zaproszenia. Szczegóły w Gazecie Co Jest Grane.
Monika Rosmanowska - Gazeta Wyborcza, 18 czerwca 2009
Najnowsza premiera teatru Ecce Homo to dobrze skrojona, dynamiczna sztuka o uniwersalnym przesłaniu, które nie tylko nie traci na wartości, ale przeciwnie - wraz z upływem czasu - zyskuje.
"Don Juan" Moliera w interpretacji Stanisława Miedziewskiego rozlicza się z dzisiejszą rzeczywistością szybkich i łatwych związków, z dążeniem do tego, by dobrze się bawić, konsumpcjonizmem, obłudą i zakłamaniem. Nie ma jednak przy tym wydźwięku moralitetu, ale do wszystkiego podchodzi z ironią. Don Juan zdaje się mówić widzowi: "I co, chłoptasiu, żyjesz tak jak ja, nieźle ci, nie? Tyle tylko, że skoro tak jest dobrze, to dlaczego szukasz wciąż nowych wrażeń i podniet, dlaczego wciąż jesteś z życia niezadowolony? Coś nie tak z tobą czy z tym światem?".
Ta ironia, uszminkowane usta, upudrowana twarz Don Juana, który całym sobą wygłasza przesłanie-ostrzeżenie, bierze w nawias powagę, co paradoksalnie sprawia, że ów morał jest bardziej prawdziwy, bliżej życia XXI wieku - wieku rozrywki, śmiechu i ironicznych grymasów.
Spektakl jest niezwykle dynamiczny. Biorąc na warsztat tekst Moliera, reżyser nie bał się sięgnąć po nożyczki. Ascetyczna wręcz jest scenografia, ale za to jakże pobudzająca wyobraźnię. Praktycznie nie ma gadżetów - np. scena łóżkowa to trzymane przez dwóch aktorów i przytwierdzone do ściany prześcieradło, zza którego wystają głowy trójki bohaterów. Bójka pomiędzy braćmi to miarowe uderzenia kasków motocyklowych, a czerwony szal wetknięty za pasek spodni głównego bohatera pozwala mu się puszyć przed poznanymi kobietami niczym paw. Cała uwaga widza skupia się w tym spektaklu na ruchu scenicznym. Majstersztykiem jest scena z żebrakiem czy ta rozpoczynająca spektakl, w której Elwira, wskakując raz za razem na barowy stołek zajęty przez Don Juana, próbuje się do niego zbliżyć, choć już wie, że ten drań jej uczucia już odrzucił.
Świetna jest wreszcie gra Michała Pustuły, który wcielił się w rolę Don Juana, oraz Mariusza Kosmalskiego grającego żebraka, Don Kariosa i Don Ludwika. Aż niewiarygodne, że Panowie nie są po szkołach teatralnych.
Spektakl potwierdza dobrą formę kieleckiej sceny alternatywnej. Po dotychczasowych licznych nagrodach na festiwalach w całym kraju pozostaje nam czekać, aż teatr Ecce Homo zacznie zbierać laury również za "Don Juana".
Monika Rosmanowska - Gazeta Wyborcza, 18 czerwca 2009
Teatr Ecce Homo drugi raz sięga do jednej z najbardziej kanonicznych, obok mitu arturiańskiego i legendy Fausta, opowieści dla europejskiej kultury historii Don Juana. Powołany do życia przez hiszpańskiego zakonnika Tirso de Molinę, jako ostrzeżenie przed konsekwencjami rozwiązłego życia, znalazł się w repertuarze kieleckiego zespołu w 2006 r. Fragmenty dramatu, oparte na najbardziej znanej wersji pióra Moliera, reżyserowane przez Marcina Bortkiewicza były raczej wprawką, badaniem możliwości aktorów i zapowiedzią pełnospektaklowej realizacji. Podjął się jej Stanisław Miedziewski, reżyser, aktor, związany z Teatrem Rondo w Słupsku.
Podstawą przedstawienia jest skrócony znacznie tekst Moliera w tłumaczeniu Boya-Żeleńskiego, wzbogacony o kilka cytatów z Don Juana" Byrona. Zatem historia hiszpańskiego granda powinna być wpisana w tradycję buntu czy to w imię racjonalizmu i libertyńskiej filozofii wobec religii (Molier) czy moralności narzucającej jednostce ograniczenia (lord Byron). Nic z tej bajki. Miedzianowski kazał wystąpić postaciom w oszczędnej scenografii z przesuwanymi ekranami (bardzo efektowny pomysł wprowadzony do polskiego teatru powszechnie po Biesach" Wajdy), we współczesnych kostiumach. I nadał całej historii inny wymiar.
Jest więc opowieść o Don Juanie ponadczasowa? To jasne. Czy to oskarżenie współczesnego świata o konsumpcjonizm, rozliczenie kultury łatwych i szybkich związków". Może i trochę tak. Ale mam głębokie przekonanie, że taka interpretacja jest zbyt krzywdząca zarówno dla intencji reżyserskiej jak i bardzo dobrej gry całego zespołu. Krzywdząca, bo zbyt powierzchowna. "Don Juan" Miedzianowskiego wprawdzie w wielu partiach zagrany zgodnie ze wskazówkami Moliera w stylu komedii dell arte to tragiczna opowieść o starzejącym się dandysie i o strachu mężczyzn przed śmiercią, którą próbują oszukać w każdym kolejnym związku ta odwieczna mądrość kastylijskich kobiet powraca w kolejnych mitach popkultury (vide Moonstruck" Jewisona).
Kiedy Don Juan (starszy od innych i bardzo dojrzały w tej roli Michał Pustuła) się szminkuje, to przecież jak XVII-wieczny libertyn oszukuje czas, gdy Don Luis (ojciec tytułowego bohatera) i zarazem Komandor w interpretacji Mariusza Kosmalskiego pojawia się za każdym razem w identycznej charakteryzacji, wtedy straszy, nie widmem wiecznego potępienia, ale jest odbiciem lęku hiszpańskiego szlachcica. Dona Elwira (Katarzyna Kluk) we wdowim woalu z trupią główką na pelerynie... Te znaki i symbole można mnożyć. W gadżetowym światku, gdzie młodzi aktorzy grają prawie jak zawodowcy (a momentami nawet nie widać tej przepaści, która powinna ich dzielić od szacownego grona z ulicy Sienkiewicza 32) odnaleźć można echa świetnego eseju Camusa Bunt dandysów". I tak historia zatoczyła koło, od barokowego klasycyzmu do egzystencjalnej rozterki. Od dandysa do dandysa. Bardzo dobry, lub inaczej dojrzały spektakl.
Paweł Chmielewski - Teraz, nr 7/8(67/68) lipiec-sierpień 2009
Teatr Ecce Homo i reżyser Marcin Bortkiewicz w swojej najnowszej premierze sięgają po twórczość Ingmara Bergmana. Aktorzy przenoszą na scenę uznany przez krytyków za najbardziej hermetyczny i enigmatyczny utwór szwedzkiego reżysera, a zarazem jedno z największych dzieł w historii kina - "Personę" z 1966 roku.
"Przedstawię wam historię choroby pani Vogler. Pani Vogler jest jak wiadomo aktorką. Ostatnio grała Elektrę. W drugim akcie zamilkła nagle. Potem jak gdyby nigdy nic wznowiła grę. Zmyła charakteryzację. Poszła do domu. Przed pójściem spać wspomniała mimochodem o zajściu w teatrze mężowi. Nazajutrz nie wstała i nie poszła do teatru. Nie ruszała się i nie odpowiadała na pytania. Ten stan trwa już trzy miesiące" - czytamy w opisie spektaklu.
Bohaterkami "Persony" jest milcząca Elizabeth, która zrywa kontakt z zewnętrznym światem (obserwacja szpitalna wyklucza chorobę psychiczną, a milczenie jest raczej przejawem niezgody na siebie i świat) i opiekująca się nią pielęgniarka Alma. W ramach terapii kobiety wyjeżdżają do domku letniskowego nad morzem. Izolacja sprawia, że rodzi się między nimi pewna zażyłość, intymność, a w finale dochodzi do symbolicznej wymiany osobowości.
- Przedstawienie pokazuje proces zdrowienia pani Vogler i jej związek z opiekunką. Jest medytacją nad ludzkim lękiem, rozczarowaniem i samotnością - zachęca do obejrzenia Anna Kantyka-Grela, szefowa Stowarzyszenia Artystycznego "Teatr Ecce Homo".
Na scenie zobaczymy Agatę Orłowską i Natalię Kadzidłowską.
Najnowszą premierę Teatru Ecce Homo zobaczymy w niedzielę o godz. 18 w Bazie Zbożowej.
Monika Rosmanowska - Gazeta Wyborcza, 20 czerwca 2009
Film w reżyserii Marcina Bortkiewicza z Olafem Lubaszenką, Ewą Kasprzyk i aktorami kieleckiego Teatru Ecce Homo powstanie w Kielcach. Ekipa na plan wejdzie na początku września, a pracować będzie w jednym z kieleckich mieszkań i w WDK.
Związany z Pomorzem Marcin Bortkiewicz wybrał Kielce, choć mógł kręcić w dowolnym mieście w kraju. - Tu od kilku lat współpracuję z Teatrem Ecce Homo, tu poznałem fantastycznych ludzi, znalazłem przyjaciół. W Kielcach panuje przyjazny klimat, mogę też liczyć na przychylność władz. Budżet filmu jest niewielki i często - ot, choćby przy wyborze miejsc na zdjęcia - korzystamy z uprzejmości kielczan - tłumaczy swoją decyzję Bortkiewicz.
Film "Trzeci dzień Kasi O" jest częścią projektu "D.K.log 89+". Składa się on z ogólnopolskiego konkursu literackiego dla uczniów szkół ponadgimnazjalnych (mieli napisać krótkie opowiadania inspirowane dekalogiem) oraz konkursu dla studentów i absolwentów szkół filmowych. Ich zadaniem z kolei była adaptacja najlepszych tekstów.
Organizatorzy zakładają, że "D.K.log 89+" będzie współczesną ilustracją dziesięciu przykazań i odpowiedzią na "Dekalog" Kieślowskiego.
Wśród dziesięciu zwycięskich reżyserów jest właśnie Marcin Bortkiewicz, od trzech lat związany z Teatrem Ecce Homo.
Twórca zmierzy się z szóstym przykazaniem "Nie cudzołóż" i opowiadaniem poznańskiej licealistki Bogny Hołyńskiej "Świeżo malowane". - Będzie to historia młodej dziewczyny, która mieszka z mamą i do mieszkania, której wprowadza się młody lokator. Ponieważ chłopak wychodzi rano, a wraca późnym wieczorem młodzi się nie widzą. Kontakt nawiązują przez drzwi, rodzi się uczucie - zdradza Marcin Bortkiewicz.
Młodzi żyją w świecie, w którym miłość jest byle jaka, szybka, powierzchowna. W świecie, w którym bycie dziewicą jest passe. - Dziewczyna buduje mit miłości, w który próbuje wpasować chłopaka i dochodzi do wniosku, że to właśnie z nim mogłaby "zacząć żyć". Więcej zdradzić nie mogę - ucina Marcin Bortkiewicz.
Około dwudziestominutowy film fabularny na taśmie 16 mm, powstanie w jednym z kieleckich mieszkań, a także w jednej z sal Wojewódzkiego Domu Kultury. Reżyser chce też kręcić na basenie przy ul. Krakowskiej, na ulicy, a także pokazać panoramę miasta tak, aby nie było wątpliwości, gdzie rzecz się rozgrywa. W rolę matki dziewczyny wcieli się Ewa Kasprzyk, a w rolę listonosza prawdopodobnie Olaf Lubaszenko. W filmie wystąpi też kilku aktorów kieleckiego Teatru Ecce Homo. Reżyser nie zdecydował jeszcze, kto to będzie.
Zdjęcia rozpoczną się 7 września i potrwają pięć dni. Obraz Bortkiewicza będzie piątym filmem z cyklu "D.K.log 89+". Powstały już "Filiżanki Yoko Ono" Andrzeja Mańkowskiego, oparte na dziewiątym przykazaniu "Nie pożądaj żony bliźniego swego", "Street Feeling" Kristoffera Karlsona, który porusza problem siódmego przykazania - "Nie kradnij", a także "Tęcza" Leszka Korusiewicza - pierwsze przykazanie - "Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną" i "Kuter" Bartosza Paducha - przykazanie trzecie - "Pamiętaj, abyś dzień święty święcił". Filmy mają być wydane na płytach DVD, a także kasetach VHS i bezpłatnie rozsyłane do szkół ponadgimnazjalnych w całym kraju.
Pomysłodawcy część płyt chcą przeznaczyć na sprzedaż, a także wyemitować filmy w telewizji. Zestaw pięciu obrazów zamierzają też zaprezentować na przyszłorocznym Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni, a także powalczyć o pokazy kinowe.
Monika Rosmanowska - Gazeta Wyborcza Kielce, 22 sierpnia 2009
"Persona", teatralna wersja filmu Ingmara Bergmana, jednego z największych dzieł w historii kina, nagrodzona na festiwalu w Ostrołęce. Aktorki teatru Ecce Homo doceniono za bardzo dobry warsztat i magię, którą udało im się stworzyć na scenie.
Kielecki teatr za spektakl w reżyserii Marcina Bortkiewicza zdobył pierwszą nagrodę - Złotą Igłę - na V Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Małych w Ostrołęce.
Na imprezie zaprezentowało się 17 zespołów z całego kraju, a teatr Ecce Homo najwyższym miejscem na festiwalowym podium podzielił się z dwoma innymi.
- Nic nie zapowiadało takiego werdyktu - przyznaje Anna Kantyka-Grela, prezes Stowarzyszenia "Teatr Ecce Homo".
Kielecki zespół występował w trudnych, klubowych warunkach, przy kiepskiej akustyce i w małej przestrzeni. I widownia z tego, co działo się na scenie, miała niezły ubaw.
- Byłam załamana, nie wiedziałam, co myśleć. Spektakl dwa razy pokazywaliśmy w Kielcach i nikomu nie było do śmiechu. Przemknęło mi nawet przez myśl, że to jakaś akcja sabotażowa - opowiada Kantyka-Grela.
Jury było jednak zachwycone. Przyznając pierwszą nagrodę, chwaliło aktorki i reżysera za stworzenie dobrego studium psychologicznego.
"Persona" to opowieść o dwóch kobietach: milczącej aktorce Elizabeth, która zrywa kontakt z zewnętrznym światem (obserwacja szpitalna wyklucza chorobę psychiczną, a milczenie jest raczej przejawem niezgody na siebie i świat), i opiekującej się nią pielęgniarki Almy. W ramach terapii kobiety wyjeżdżają do domku letniskowego nad morzem. Izolacja sprawia, że rodzi się między nimi pewna zażyłość, a w finale dochodzi do symbolicznej wymiany osobowości.
W postaci kobiet wcielają się aktorki teatru Ecce Homo: Agata Orłowska i Natalia Kadzidłowska.
Spektakl 17 października będzie pokazywany w konkursie na festiwalu "Windowisko" w Gdańsku.
Z kolei w najbliższą niedzielę o godz. 17 aktorki zagrają w Bazie Zbożowej.
Monika Rosmanowska - Gazeta Wyborcza, 6 października 2009
Od chwili, gdy z Teatrem Ecce Homo rozpoczął współpracę Marcin Bortkiewicz (w 2006 r.) zespół sięga po coraz trudniejsze - a nawet zdawałaby się w pierwszej chwili absolutnie przerastające jego możliwości teksty. Po Molierze, Tomaszu Mannie, Sołżenicynie przyszedł czas na Ingmara Bergmana i jego "Personę".
Najnowsza premiera kieleckiego teatru to próba zmierzenia się z najbardziej hermetycznym i trudnym scenariuszem-opowiadaniem szwedzkiego artysty. Bergman swoją opowieść oparł na przedziwnej relacji milczącej aktorki Elż-biety Vogler i opiekującej się nią młodziutkiej pielęgniarki Almy. W tej psychodramie stopniowo dochodzi do "wymiany osobowości", zasklepiona, wycofująca się Elżbieta swoją pasywnością i milczeniem wymusza na naiwnej Almie zwierzenia, dociera do najgłębszych pokładów jej jaźni. Równolegle w listach do prowadzącego jej przypadek psychiatry ośmiesza swoją opiekunkę. Im słabsza poprzez swe zwierzenia jest Alma, tym silniejsza pani Vogler. Aktorka w swoisty sposób "wypija" (skojarzenie wampiryczne byłoby bliskie Bergmanowi) pielęgniarkę. Sam tytuł miał być rozwinięciem jednego z pojęć Carla Junga, wedle którego w życiu zawodowym i społecznym przybieramy określone maski (psychologicznie persony) i tylko poprzez nie jesteśmy odbierani przez innych. Alma podziwia Elżbietę jako aktorkę, ale nie pojmuje, że jej choroba też jest grą.
W kieleckiej adaptacji Bortkiewicz przyciął tekst, odrzucił role epizodyczne. Uprościł i uprzystępnił Bergmana. Zresztą w wersji tożsamej z oryginałem chyba mało kto w Polsce by go zagrał. Kolejne fazy psychologicznej przemiany podkreślone zostały grą świateł, muzyką i wykorzystaniem rekwizytów - butelka jest pusta i Alma nalewa z niej iluzoryczną wodę, by w finale, gdy historia się wypełnia pojawiła się również pełna butelka. Tych chwytów uzupełniających wymowę tekstu jest więcej.
Reżyser musiał zmierzyć się nie tylko z legendą autora "Siódmej pieczęci", ale również odtwórczyń głównych ról: Liv Ullmann i Bibi Andersson, wreszcie operując światłem z samym Svenem Nykvistem. Zrobił to w sposób inteligentny. Przede wszystkim scenariusz zaadaptował. Odrzucił motyw drapieżnej zmiany osobowości, wampiryzmu, depersonalizacji, a postawił na zrozumienie. Wprawdzie Agata Orłowska (Alma) mówi bergmanowskim tekstem do Elżbiety (Natalia Kadzidłowska): Dla ciebie nie byłoby sztuką przemienić się we mnie. Robisz to przecież zazwyczaj. Tylko, że nie udałoby ci się pomieścić w mej postaci bogactwa twojej duszy, ale ten zabieg spajania się losów i osobowości obu postaci prowadzi do wzajemnej akceptacji. Obie kobiety straciły (pozbyły się) dziecka. I wyjawienie tej prawdy jest kulminacją kieleckiego spektaklu. Psychodrama służy tutaj odnalezieniu wspólnoty losów.
Paweł Chmielewski - Teraz 10(70), październik 2009
Aktorzy Marek Kantyka, Katarzyna Kluk, Mariusz Kosmalski i Karol Górski swymi kreacjami zachwycili publiczność. (Luiza Buras)
Prawdziwą ucztę dla teatromanów przygotował kielecki Teatr Ecce Homo. Przez cały weekend w Bazie Zbożowej można było oglądać spektakle grupy niezwykle utalentowanych amatorów.
Każdy mógł wybrać coś dla siebie. Wśród wystawianych sztuk znalazł się zabawny i moralizatorski "Don Juan" w reżyserii Stanisława Miedziewskiego, nagrodzona niedawno Złotą Igłą na V Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Małych w Ostrołęce kameralna "Persona" w reżyserii Marcina Bortkiewicza czy najbardziej utytułowany, dobry pod każdym względem spektakl - "Padamme, Padamme" Bortkiewicza.
Wisienką na teatralnym torcie okazała się sztuka "Tinky Winky" w reżyserii Marcina Bortkiewicza, która w niedzielę miała swoją prapremierę. W komediowej, niebanalnej formie, do łez bawiącej publiczność zostało ukryte przesłanie, jakie w dzisiejszych czasach nabiera szczególnego znaczenia - mieszanie telewizyjnej fikcji z rzeczywistością może prowadzić do katastrofy. Zwłaszcza w przypadku chłonnych umysłów dziecięcych. Świetna gra aktorów (brawa dla Karola Górskiego) i doskonałe dopracowanie sztuki może być zapowiedzią kolejnych laurów dla Ecce Homo.
/LB/ - kultura.echodnia.eu, 13 październik 2009
"...Teatr Ecce Homo zaprezentował spektakl "Tinky Winky" na podstawie tekstu Piotra Rowickiego, w reżyserii Marcina Bortkiewicza, ubiegłorocznego laureata Gdańskiego Stypendium Teatralnego dla najlepszego reżysera festiwalu. Widowisko mocno dotknęło problemu wpływu ogłupiających programów telewizyjnych na psychikę dziecka i życie ludzi dorosłych. Zagrane przekonywująco, wywołało refleksje na temat przemian z gorzkim śmiechem..."
Katarzyna Korczak - Portal Wrzeszczan
"... Bardzo podobał mi się też pozakonkursowy spektakl Marcina Bortkiewicza i Teatru Ecce Homo "Tinky Winky". Operował metaforą, mocną alegorią, był bardzo zabawny, ale przekazywał też bardzo głębokie treści. świetna robota reżyserska, bardzo ciekawy tekst, będący znakomitym materiałem dla teatru. Słowem - udane podsumowanie udanego festiwalu..."
reżyser i wykładowca PWST we Wrocławiu, przewodniczący jury Windowiska Jerzy Bielunas - Dla Gazety Wyborczej Trójmiasta
Tego fioletowego stworka z czerwoną, damską torebką zna chyba cały świat. Pokochały go miliony dzieci, bo zawsze gdy pojawiał się wraz ze swoimi przyjaciółmi na szklanych ekranach telewizorów, powodował, że na buziach maluchów malował się szeroki uśmiech. Nieco inne zdanie o tym przedstawicielu wesołej gromadki Teletubisiów mieli jednak dorośli, którzy niespodziewanie, ze względu na jego przywiązanie do tego czerwonego, kobiecego atrybutu, posądzili go o homoseksualizm.
Kim jest kontrowersyjny Teletubiś oraz jaki ma wpływ na dzieci i ich rodziców - tego dowiemy się z dramatu Piotra Rowickiego "Tinky Winky".
W momencie rozpoczęcia spektaklu na scenie nie ma nic. Dopiero po krótkiej chwili zza kotary wyłaniają się aktorzy, którzy ostentacyjnie, w rytm muzyki zaczynają wnosić i wynosić poszczególne rekwizyty. Gdy muzyka cichnie, biegający do tej pory po scenie bohaterowie nagle zwalniają i zajmują swoje miejsca.
Przenosimy się do domu pewnej wiejskiej rodziny. Na ławie siedzą kobieta i mężczyzna. Kobieta próbuje rozmawiać z mężem na temat naprawy telewizora, ten jednak co rusz przysypia, więc bardziej przypomina to monolog niż dialog. Zirytowana sięga co jakiś czas po butelkę z wódką. W kącie siedzi ich małoletni syn, który wpatruje się tęsknym wzrokiem w puste miejsce, gdzie stał do niedawna telewizor. I pewnie taki stan utrzymałby się przez kolejne dni, miesiące i lata, gdyby nie nieoczekiwana wizyta pana Adriana z Poradni Psychologicznej.
Dowiadujemy się, że siedzący w kącie Jacuś miał pojawić się w poradni pół roku wcześniej, jednak żadne z rodziców tego nie dopilnowało. Chłopiec jest niedorozwinięty, prawie nie chodzi i nie mówi, a jego głównym zajęciem jest oglądanie "Teletubisiów". Na pytanie "jak się nazywasz?", ku rozpaczy psychologa, dziecko odpowiada z uśmiechem - Tinky Winky. Dalszy wywiad rodzinny utwierdza tylko psychologa w przekonaniu, że w tej rodzinie nie dzieje się najlepiej. W ocenie psychologa, Jacuś myśli, że jest fioletowym stworkiem, gdyż nie chce utożsamiać się ze zdegenerowanymi, patologicznymi rodzicami, którzy wychowanie syna zlecili bajkowym postaciom z telewizji, a sami zajęli się spożywaniem alkoholu. Mimo szczerej rozpaczy i sprzeciwu matki, psycholog podejmuje decyzję o odebraniu obojgu praw rodzicielskich i umieszczeniu Jacusia w rodzinie zastępczej.
Spektakl niezwykle dowcipny, przepełniony absurdem, ale też pewną formą szaleństwa. Zaskakująca końcówka dramatu sprawia, że widz ponownie musi przemyśleć, kto tak naprawdę stanowi największe zagrożenie dla dziecka - jego rodzice, psycholog, czy może wesołe Teletubisie? Rowicki umiejętnie między błahe frazy wyjęte wprost z bajki o kolorowych stworkach wplótł także kilka uniwersalnych wskazówek dotyczących wychowania dzieci w dobie wszechobecnej kultury medialnej.
"Tinky Winky" jest adaptacją dramatu autorstwa Piotra Rowickiego, który został wyróżniony w pierwszej edycji "Konkursu na dramat", odbywającego się w ramach Ogólnopolskiego Festiwalu Sztuk Autorskich i Adaptacji "Windowisko". Dramat wyreżyserował Marcin Bortkiewicz, na scenie zaś pojawili się aktorzy Teatru Ecce Homo. W rolę patologicznych rodziców wcielili się Katarzyna Kluk i Karol Górski(tak naprawdę Mariusz Kosmalski - przyp. WH), ich niepełnosprawnego syna Jacusia zagrał Mariusz Kosmalski(tak naprawdę Marek Kantyka - przyp. WH), zaś szalonego i bezwzględnego psychologa Adriana - Marek Kantyka(tak naprawdę Karol Górski - przyp. WH). Spektakl polecam szczególnie rodzicom. Po jego obejrzeniu z pewnością trzy razy zastanowimy się, czy włączyć dziecku telewizor, czy raczej usiąść obok i wspólnie przeczytać jakąś bajkę.
Aleksandra Waśko - Teatralia Trójmiasto, 21 października 2009
Młoda dziewczyna - Kasia, aby zostać zaakceptowaną przez grupę rówieśników, musi przejść przez pierwszą inicjację seksualną.
Czy zrezygnuje ze swoich priorytetów, aby dopasować się do środowiska? - o tym opowiada film Marcina Bortkiewicza, który kręcony jest w Kielcach.
OPOWIADANIE LICEALISTKI
Scenariusz do filmu, pod na razie roboczym tytułem Dekalog VI, powstał w oparciu o opowiadanie licealistki, które zostało nadesłane na projekt Dekalog 89 Plus. Jest to pewien hołd, jaki urodzeni w 1989 roku oddają Krzysztofowi Kieślowskiego w dwudziestą rocznicę powstania słynnego Dekalogu reżysera.
Zdjęcia do debiutu reżyserskiego Marcina Bortkiewicza kręcone są w Kielcach, a główne role i te drugoplanowe zostały obsadzone aktorami kieleckiego teatru Ecce Homo.
- W zasadzie to nie ja wybrałem Kielce, a to one mnie wybrały. Od lat już współpracuje z teatrem Ecce Homo i ze względu na świetną atmosferę, która panuje w zespole, postanowiłem właśnie z nimi nakręcić ten projekt - mówi Marcin Bortkiewicz.
KLAUDIA DEBIUTANTKA
W rolę młodej tancerki, głównej bohaterki filmu, wciela się 17-letnia Klaudia Lewczuk, pochodząca spod Kielc aktorka teatru, związana z Ecce Homo od dwóch lat. - To jest świetna przygoda i bardzo podoba mi się atmosfera, która panuje na planie - mówi z uśmiechem.
Sceny do filmu kręcone były już na boisku przy Liceum imienia Hanki Sawickiej w Kielcach, w scenie zbiorowej uczestniczyli uczniowie szkoły. Od dwóch dni zdjęcia robione są w mieszkaniu w Kielcach, gdzie tak naprawdę odbywać się będzie główna akcja filmu. Do tego bowiem mieszkania, w którym żyje główna bohaterka z matką, wprowadza się młody lokator.
Młodzi nie widują się, nawiązują kontakt przez drzwi praktycznie nie rozmawiając. Kasia wpada na pomysł, aby to właśnie lokator został pierwszym mężczyzną w jej życiu erotycznym. Bo dzięki utracie dziewictwa główna bohaterka ma wejść do środowiska swoich znajomych ze szkoły.
GWIAZDY
Istotne w filmie są również postacie drugoplanowe, które grają Olaf Lubaszenko i Ewa Kasprzyk, która odgrywa postać matki głównej bohaterki. - Reżyser jest bardzo wymagający pod względem aktorskim, wie czego chce i to jest dobre. Niesamowicie spodobała mi się moja filmowa córka, która w lot łapie wszelkie intencje reżysera, niezwykłą umiejętność - dodaje znana aktorka.
Olaf Lubaszenko odtwarza postać listonosza i jest to w pewien sposób rola symboliczna, ponieważ w Dekalogu VI Kieślowskiego zagrał on znakomitą postać pracownika poczty i obecna rola jest w pewien sposób rolą - kontynuacją poprzedniej.
Zdjęcia do filmu będą kręcone do wtorku. Premiera filmu ma się odbyć na początku 2010 roku w Kielcach.
Elżbieta ZEMSTA - Echo Dnia, 27 października 2009 - 9:02
Najnowszy spektakl Teatru Ecce Homo "Tinky Winky" porusza nienowy, ale bardzo nośny temat "człowiek a telewizor".
Tekst oparty został na dramacie Piotra Rowickiego z Ostrowa Mazowieckiego, finalisty radomskiego Tygodnia Sztuk Odważnych w 2005 r., nagrodzonego również na gdańskim "Windowisku". W 2008 na tym samym festiwalu nagrodę reżyserską zdobywa, związany z Ecce Homo Marcin Bortkiewicz. Jest nią moż-liwość realizacji sztuki jednego z laureatów. Stąd "Tinky Winky" w Kielcach.
Dla niezorientowanych: Tinky to teletubiś (postać z bajki dla najmłodszych wzrostu około metra), fioletowy, z trójkątną antenką, płci męskiej, ale noszący czerwoną torebkę, bohater absurdalnego skandalu z minister Sowińską, która parę lat temu oskarżyła fioletowe stworzonko o propagowanie homoseksuali-zmu.
"Tinky Winky" w kieleckim spektaklu to dwa z czterech słów (obok tubiś i teletubiś), które wypowiada mały Jacuś (Marek Kantyka), syn pary alkoholików (Katarzyna Kluk i Mariusz Kosmalski), odwiedzanych przez psychologa rodzinnego doktora Adriana (Karol Górski). Wywiad środowiskowy przynosi czytelną informację - rodzice piją, a Jacuś nie chodzi i prawie nie mówi, bo cały dzień ogląda "Teletubisie". Lekarz wygłasza do publiczności tyradę, przywołując przypadki dzieci, które wieszały koleżankę, bo tak było w "Tomie i Jerrym", ucinały sobie ręce podpatrzone w "Króliku Bugsie". Mnie przypomniała się historia braci bliźniaków ze Śląska, którzy po obejrzeniu japońskiej kreskówki o aniołkach sprawdzali czy potrafią latać. Z ósmego piętra. Po kolejnym monologu, pobity przez ojca psycholog budzi się w nocy, dokonuje rytualnego zabój-stwa na rodzicach Jacusia, a jego samego zabiera ze sobą.
Spektakl w reżyserii Bortkiewicza wywołuje przede wszystkim skrajne reakcje: od śmiechu młodszych widzów, bo rodzice są ubrani jak rosyjscy chłopi, bo używają "wyrazów", bo dzieciak dziwnie się porusza, do przerażenia starszej części widowni wykreowanym obrazem. Jakbym obserwował pod szkłem powiększającym pokolenia "YouTube" a z drugiej strony "Jacka i Agatki".
Widowisko ujęte zostało w ramy groteski. Zaczyna się jak burleska w stylu chaplinowskim, może trochę przypominać stare czeskie filmy, potem staje się dokumentem obyczajowym. W rytm coraz bardziej posępnej muzyki (mocna strona przedstawień kieleckiego teatru), w ascetycznej scenografii giną rodzice. I znów groteskowa scena, domykającą historię. Jacuś zostaje wyprowadzony przez doktora zapewniającego, że skończył się czas "Teletubisiów" a zaczyna "Shreka".
Zaś widz pozostaje z pytaniem... A gdyby tak nie było telewizora? Czy Jacuś, ale i pan psycholog spróbują kiedyś wyjść jak Truman Burbank z filmu Petera Weira poza świat szklanego ekranu. I czy to jest w ogóle możliwe?
Paweł Chmielewski - Teraz 11(71), listopad 2009
Dziewięć bezpłatnych przedstawień w wykonaniu siedmiu teatrów alternatywnych z całego kraju można było obejrzeć w weekend w kieleckiej Bazie Zbożowej. M.in. szekspirowskiego "Hamleta" na wesoło w wykonaniu krakowskiego teatru On Off (na zdjęciu). Akcja tego spektaklu osnuta jest na kanwie historyjki obrazkowej Andrzeja Mleczko i Janusza Płońskiego.
Przegląd zorganizował kielecki teatr Ecce Homo, który jak zawsze w listopadzie obchodzi urodziny. W tym roku 13., ale dla Ecce Homo ta 13 jest raczej szczęśliwa. Ich spektakl "Persona" w reżyserii Marcina Bortkiewicza, który także można było zobaczyć podczas przeglądu, miesiąc temu zdobył pierwszą nagrodę na Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Małych IGŁA 2009 w Ostrołęce.
ada - Gazeta Wyborcza Kielce, 9 listopada 2009
Teatry alternatywne gościły w kieleckiej Bazie Zbożowej
Szekspirowski "Hamlet" jako zabawna pantomima czy "Anhelli" Juliusza Słowackiego przy akompaniamencie muzyki rockowej podczas IX Przeglądu Teatrów Alternatywnych organizowanego przez Stowarzyszenie Artystyczne Teatr Ecce Homo działo się wiele. Do Kielc zjechały amatorskie grupy z całej Polski.
Niemal wszystkie spektakle przez trzy dni wypełniały po brzegi widownię w Bazie Zbożowej. Nie zabrakło teatralnej klasyki, jak "Nos" Mikołaja Gogola w wykonaniu Teatru Małych Form z Bydgoszczy oraz sztuk współczesnych. Publiczność zaskoczyła adaptacja "Anhellego" Juliusza Słowackiego. Krakowska grupa Eloe Theater of Noise luźną inscenizację przygotowała bowiem w oparciu o
muzykę rockową graną na żywo w trakcie spektaklu. Aktorzy jak w transie krążyli po scenie wykrzykując swój tekst, działając bardziej na emocje, niż na percepcję.
Jednak prawdziwą grę na emocjach zgotował widzom Teatr Krzyk z Maszewa. Autorska sztuka "Głosy" Marka Kościółka inspirowana wydarzeniami z 2004 roku, kiedy to w Toruniu uczniowie znęcali się nad nauczycielem, z powodzeniem wystawiana jest już od pięciu lat i nagradzana na wielu przeglądach i festiwalach. Aktorzy nie tłumaczą uczniów, pokazują jedynie, z jakimi problemami boryka się dorastający młody człowiek i czym brak zainteresowania ze strony dorosłych może się skończyć.
Na przeglądzie tradycyjnie już zaprezentował się jego gospodarz - kielecki Teatr Ecce Homo, wystawiając "Don Juana", "Personę" i najnowszy spektakl "Tinky Winky", który publiczność rozbawił do łez. Staraliśmy się pokazać różnorodność tego, co prezentują teatry alternatywne i sądzę, że nam się to udało.
Zastanawiamy się nad zmianą formuły przeglądu w przyszłym roku. Być może zorganizujemy konkurs na najlepszy spektakl. Rywalizacja o nagrody mogłaby przyciągnąć jeszcze więcej grup teatralnych mówiła Anna Kantyka-Grela, kierownik artystyczny Teatru Ecce Homo.
/LB/ - Echo Dnia, 9 listopada 2009 - 20:00
Aż osiem nagród przywiózł Teatr Ecce Homo z odbywającego się w sobotę XI Festiwalu Teatrów Amatorskich "Garderoba Białołęki" w Warszawie. Wśród laurów te najważniejsze: podwójne Grand Prix, a także nagrody dla najlepszego reżysera i aktorów.
- Jesteśmy bardzo szczęśliwi, ale też oszołomieni. Kiedy co chwilę wychodziliśmy na scenę, poza tym, że było nam niezwykle miło, towarzyszyło też takie poczucie, że nie możemy w tym wszystkim zgubić pokory - mówi Anna Kantyka-Grela, szefowa Stowarzyszenia Artystycznego Teatr Ecce Homo.
Jury obradujące w dwóch składach - profesjonalnym i młodzieżowym - przyznało kieleckiej grupie: podwójne Grand Prix, podwójną nagrodę dla najlepszego reżysera Marcina Bortkiewicza, dla najlepszej aktorki Agaty Orłowskiej, a także dla żeńskiej obsady spektaklu "Padamme, padamme": Katarzyny Dmoch, Natalii Kadzidłowskiej, Katarzyny Kluk i Agaty Orłowskiej. Ponadto Michał Pustuła dostał wyróżnienie za rolę Kostogłowa, a Mariusz Kosmalski za rolę Rusanowa. Na festiwalu o najważniejsze laury walczyło dziesięć grup z całego kraju. Kielczanie pokazali spektakl "Padamme, padamme" na motywach "Oddziału chorych na raka" Aleksandra Sołżenicyna.
Wśród nagród poza statuetkami znalazł się sprzęt oświetleniowy do spektakli plenerowych.
mon - Gazeta Wyborcza Kielce, 23 listopada 2009
Tegoroczny Przegląd Teatrów Alternatywnych organizowany już po raz dziewiąty przez Stowarzyszenie Artystyczne Ecce Homo przyciągnął dość liczną grupę entuzjastów i miłośników teatralnego offu. W ciągu trzydniowej imprezy na scenie w Bazie Zbożowej zaprezentowało się siedem teatrów alternatywnych z całej Polski.
Pierwsze i ostatnie słowo należało do kieleckiego teatru Ecce Homo, którego spektakle rozpoczynały i wieńczyły przegląd. Gospodarze imprezy zaprezentowali trzy przedstawienia: "Don Juana", "Personę" oraz "Tinky Winky" (por. "Teraz" 7-8/2009, 10/2009 i 11/2009).
Pokazano dwa niezwykle interesujące monodramy - "Dziewictwo" w reżyserii Jarosława Filipskiego w wykonaniu Katarzyny Gorczycy z częstochowskiego teatru Narybek From Poland oraz "Nos" - prezentowany od 1990 r. spektakl będący owocem rocznych poszukiwań twórczych jego wykonawcy Mieczysława Giedrojcia oraz re-żysera Stanisława Miedziewskiego. Młodziutka Katarzyna Gorczyca urzekła kielecką publiczność bezpretensjonalnością, lekkością i doskonałym warsztatem aktorskim. W roli nowoczesnej, pomysłowej dziewicy była niezwykle wiarygodna. Z kolei monodram oparty na opowiadaniu Gogola to prawdziwy majstersztyk mimiki i gestu w budowaniu dynamiki i ekspresji plastycznej postaci. Mieczysław Giedrojć, który stworzył jednoosobowy Teatr Małych Form w rodzinnej Bydgoszczy, równie przekonująco przedstawił satyrę na machinę systemu rosyjskiej biurokracji.
Niekwestionowanym wydarzeniem tegorocznego przeglądu był spektakl "Głosy" w wykonaniu teatru Krzyk z Maszewa. Jak stwierdza reżyser i założyciel teatru Marek Kościółek: Mamy poczucie, że robimy coś ważnego. Coś, co jest głosem naszego pokolenia. I rzeczywiście. Nie sposób się z tą opinią nie zgodzić. Spektakl, którego źródło inspiracji stanowią wydarzenia z 2004 r. w toruńskim technikum, kiedy jedna z lekcji przerodziła się w psychiczne i fizyczne znęcanie nad nauczycielem, jest obrazem młodego pokolenia, które nie wie, jakie właściwie jest. To sztuka w sposób przejmujący stawiająca pytania: Jak żyć? Jak kochać, jeśli nikt nam nie pokazał, że można kochać? Świat młodych bohaterów to świat ukrywanego strachu, poczucia społecznego osamotnienia; to świat tłumionych, niebezpiecznych uczuć, które niepostrzeżenie wybuchają, prowadząc do tragicznego finału. Spektakl dynamiczny, trzymający w napięciu, sprawnie wyreżyserowany i ekspresyjnie zagrany. Spektakl szpilka. Numer jeden spośród wszystkich prezentacji.
W programie przeglądu pojawiły się również propozycje nie wzbudzające większego zainteresowania publiczności. Eksperymentalny spektakl "Anhelli" (reż. Jakub Palacz) w wykonaniu krakowskiego teatru ELOE mieszający kategorię sacrum i profanum, transowy akompaniament gitary elektrycznej i basowej z melorecytacją okazał się nieczytelny dla widza ze względu na trudność samego tekstu Słowackiego oraz niekomunikatywny sposób jego prezentacji. Słaby punkt przeglądu stanowiła propozycja krakowskiego teatru On Off - "Hamlet-Stroyboard". Historia Hamleta podana "na wesoło" - wesołą niestety nie była.
Bez wątpienia Przegląd Teatrów Alternatywnych poprzez różnorodność zapraszanych artystów stanowi imprezę wartościową w kalendarzu regionalnych imprez kulturalnych.
Sylwia Gawłowska - Teraz 12(72), grudzień 2009
Pierwsza tegoroczna premiera kieleckiego Teatru Ecce Homo bawi i smuci zarazem. śmiech przerywany jest szokiem, ogólna refleksja też nie cieszy - świat pełen jest brutalności.
Do znanej już kieleckiej publiczności jednoaktówki "Tinky Winky" reżyser Marcin Bortkiewicz dodał krótką sztukę "Bingo" i tak powstał "Dramat zdaje się społeczny podobno w dwóch dramatach...". Pierwsza część to opowieść o wizycie pracownika socjalnego, która burzy zastany spokój pewnej żyjącej na marginesie społecznym rodziny.
O tym, że intencje psychologa nie są do końca szczere, dowiadujemy się z drugiej części spektaklu. Obie sztuki łączą te same postaci, różni je jednak przekaz. O ile "Tinky Winky" w nieco humorystyczny sposób traktuje o zagrożeniach niesionych przez telewizję, o tyle "Bingo" sięga nieco głębiej do natury ludzkiej i pokazuje, że człowiek, nawet najbardziej bezbronny, tylko do pewnego momentu zniesie ucisk. Bunt jest jedynie kwestią czasu.
Na pochwałę zasługują kreacje stworzone przez aktorów-amatorów. Ciężar roli dwulicowego pracownika socjalnego w mistrzowski sposób udźwignął Karol Górski. Niezmiennie bawi Katarzyna Kluk w roli matki pochłoniętego przez telewizję Jacusia, a młodziutka Klaudyna Lewczuk jako młodociana hazardzistka udowadnia, że na rolę w filmie u boku Ewy Kasprzyk i Olafa Lubaszenko (kręconym pod koniec 2009 roku w Kielcach) w pełni zasłużyła.
/LB/ - Echo Dnia, 24 stycznia 2010 - 12:24
Teatr Ecce Homo pochyla się nad ludzkimi problemami i sięga po teksty społeczne. Efekt, to najnowszy spektakl - "Dramat zdaje się społeczny podobno w dwóch dramatach"
Premiera odbyła się w sobotę w Bazie Zbożowej. Na spektakl składają się dwie jednoaktówki. "Tinky Winky", to opowieść o patologicznym małżeństwie, alkoholikach, którzy wychowują, choć może lepiej użyć tu określenia "mieszkają" z synem Jacusiem. Chłopiec całe dnie spędza przed telewizorem, a jedyne słowa, które potrafi wymówić to: teletubiś i Tinky Winky. Z kolei bohaterką "Bingo" jest dziewczyna uzależniona od jedzenia. Oba dramaty łączy postać psychologa, w rolę którego wciela się Karol Górski.
Spektakle powstały na podstawie tekstów, nagrodzonego na festiwalu teatralnym Windowisko w Gdańsku, Piotra Rowickiego. Zwycięzca kolejnej edycji festiwalu - Marcin Bortkiewicz - w nagrodę miał wyreżyserować spektakl na podstawie również nagrodzonego scenariusza. Tak powstało "Tinky Winky". A po bardzo dobrym przyjęciu spektaklu przez widzów, zarówno w Gdańsku jak i Kielcach, powstał pomysł, by sięgnąć po kolejny tekst Piotra Rowickiego.
W spektaklu występują: Katarzyna Kluk, Marek Kantyka, Mariusz Kosmalski, Klaudia Lewczuk i Michał Pustuła.
mon - Gazeta Wyborcza Kielce, 24 stycznia 2010
Po bardzo dobrym przyjęciu jednoaktówki "Tinky Winky" (recenzja "Teraz" 11/2009) na podstawie jednoaktówki Piotra Rowickiego, laureata Festiwalu Sztuk Autorskich i Adaptacji Windowisko (2005) reżyser Marcin Bortkie-wicz, współpracujący z kieleckim Teatrem Ecce Homo sięgnął po kolejny tekst tego pisarza - "Bingo".
Na scenie w Bazie Zbożowej widzowie mogli oglądać premierę "Dramatu zdaje się społecznego podobno w dwóch dramatach Tinky Winky i Bingo". Przypomnijmy "Tinky Winky" to historia odwiedzin doktora Adriana (Karol Górski) w rodzinie alkoholików (Katarzyna Kluk i Mariusz Kosmalski) wychowujących Jacusia (Marek Kantyka), dziecko zapatrzone w telewizyjne teletubisie. Doktor po wywiadzie środowiskowym morduje rodziców i zabiera malucha ze sobą. Był to spektakl ponury, o patologicznym uzależnieniu od telewizji.
W najnowszej premierze tekst "Tinky Winky" jest ten sam, ale aktorzy inaczej podają tekst, gesty są bardziej karykaturalne, wszystko ciąży w kierunku groteski. Zapowiadający kolejne części Michał Pustuła został jakby żywcem wyjęty z Teatrzyku Zielona Gęś Gałczyńskiego. Ta sama jest ascetyczna scenografia, profesjonalnie dobrana muzyka i gra świateł.
W "Bingo" jesteśmy w klinice prowadzonej przez doktora Adriana, który zajmuje się leczeniem Jacusia i uzależnionej od hazardu tytułowej Bingo (w tej roli Klaudyna Lewczuk). Terapeuta na przemian przymila się i fizycznie (dosłownie) torturuje dziewczynę. W finałowej scenie zostaje zamordowany przez swo-ich podopiecznych.
W obydwu częściach zwraca uwagę przede wszystkim gra Karola Górskiego. W "Bingo" bardzo dobrze ukazuje rozdwojenie jani lekarza. Tocząc ciągłe dialogi ze swoim "drugim ja" moduluje głos i młodszym widzom może przypominać kogoś takiego jak Golum (oszalały hobbit z ekranizacji "Władcy pierścieni"). Blisko mu również do zwariowanego schizofrenika z mało znanego filmu de Palmy "Mój brat Kain". Tą rolą uwiarygodnia całe szaleństwo opowieści ukazanej na scenie.
Bortkiewicz bardzo umiejętnie rozkłada akcenty. Obok scen drastycznych umieszcza sielankowe jak chociażby rodzące się uczucie między Jacusiem i Bingo. Dzięki zakończeniu - para obejmująca się za ręce gwiżdże wesołą melodię - ujmuje całą historię w nawias. Jak wytrawny filmowiec odwołuje się do konstrukcji trochę jak u Lyncha. Unika tym samym pułapki łatwego dydaktyzmu. Czyni ze spektaklu coś w rodzaju okrutnej bajki.
Paweł Chmielewski - Teraz 2(74), luty 2010